Polecam dziś błyskotliwą książkę o historii granic. To nie byle gratka dla miłośników historii: soczysta, barwna i napisana ze swadą.
Tu odniosę się tylko do fragmentów związanych z historią Afryki, natomiast książka obejmuje wszystkie kontynenty (i wody pomiędzy nimi) oraz całość zapisanych dziejów ludzkości.
Świat podzielony na pół
Zaraz po wyprawie Kolumba „7 czerwca 1494 roku hiszpańska i portugalska korona, które wówczas zajmowały nieco mniej niż 1 procent całej ziemi na świecie, uzgodniły warunki, na jakich podzielą planetę między siebie”.
Ten absurd zaczyna wielowiekową tradycję, w której imperialne potęgi dzieliły między siebie tereny m.in. leżące na kontynencie afrykańskim. „Jeśli można wskazać jeden moment, w którym padł pierwszy strzał rozpoczynający niemal pół tysiąclecia europejskiego imperializmu, byłby to traktat z Tordesillas”.
„Problemem było to, że nie do końca było wiadomo, gdzie przebiegają te kształtujące świat linie. Traktat z Tordesillas określał położenie linii granicznej jako pewną liczbę lig na zachód od Wysp Zielonego Przylądka, ale ponieważ nie wskazano, o którą wyspę chodzi ani jak długą miarą była liga, przez kolejne dekady trwały spory, gdzie właściwie ją umieścić”.

Nikt nie pomyślał, by zapytać ludzi
„Osobliwą rzeczą w tym wszystkim jest to, że wśród ziem, do których europejskie potęgi rościły sobie prawo, bardzo mało zostało w ogóle kiedykolwiek zobaczone przez Europejczyków (to zwyczaj, do którego owe potęgi nabrały upodobania w kolejnych stuleciach).
(…) Nikt z zaangażowanych w traktat z Tordesillas nie pomyślał, by zapytać ludzi faktycznie zamieszkujących Amerykę, Afrykę czy Azję, co o nim o tym sądzą”.
Dzieliliśmy między sobą góry, rzeki i jeziora
Imperializm europejski rósł, a w XIX w. wynalazki typu parowce i nowości medyczne jak chinina na malarię, dramatycznie przyspieszyły ten proces.
Kolejny milowy kamień to konferencja berlińska 1884-5, która sprawiła, że „w ciągu zaledwie kilku lat 80 procent Afryki znalazło się pod europejskimi rządami”.
Następnego dnia po zakończeniu konferencji jej główny inicjator, Bismarck, utworzył niemiecki protektorat w regionie Wielkich Jezior Afrykańskich.
„W sali nie było ani jednego Afrykanina - jeden, który próbował dostać zaproszenie, sułtan Zanzibaru, został wyśmiany - a tylko dwóch delegatów kiedykolwiek postawiło stopę na tym kontynencie. (…) Niewolnictwo, przynajmniej oficjalnie, miało zostać zniesione”.
„Zajmowaliśmy się rysowaniem linii na mapach - mówił wówczas brytyjski premier lord Salisbury w być może najsłynniejszym przemówieniu o kolonializmie i granicach - w miejscach, gdzie nigdy nie postała stopa białego człowieka. Dzieliliśmy między sobą góry, rzeki i jeziora, a jedyną przeszkodą było to, że dokładnie nie wiedzieliśmy, gdzie się znajdują”.

„Najszkodliwsze było jednak ustanowienie zasady efektywnego zajęcia. Aby roszczenie terytorialne było uznane za ważne, obce mocarstwo musiało odtąd rzeczywiście posiadać dane terytorium poprzez kontrolę wojskową lub policyjną. Posiadanie to jednak nie wymagało od państwa roszczącego żadnych większych zobowiązań.
System władzy kolonialnej bez odpowiedzialności
Mocarstwa takie jak Wielka Brytania czy Francja, które już miały swoje kolonie, sprzeciwiały się pomysłowi, że muszą robić coś więcej dla miejscowej ludności, by te terytoria utrzymać. Wszystko to sprawiło, że konferencja berlińska ustanowiła międzynarodowo uznany system władzy kolonialnej bez odpowiedzialności.
Afryka stała się miejscem, wobec którego działania będą podejmowane, a nie podmiotem, który sam będzie działać. Całym kontynentem, który Europejczycy mogli między sobą podzielić, wysuwając podejrzanie proste linie i z którego mogli wywozić surowce, robiąc przy tym niewiele dla ludzi, którzy tam mieszkali”.

„Wojny, które zdają się dziś regularnie pochłaniać tę część Afryki, być może częściowo mają swoje źródło w działaniach europejskich przywódców z lat 80. XIX wieku.
W 1959 roku amerykański antropolog George P. Murdock próbował odtworzyć mapę wewnętrznych granic etnicznych Afryki takimi, jakie były one w przeddzień konferencji berlińskiej. Stworzył mapę znacznie bardziej skomplikowaną niż jakakolwiek, którą Europejczycy kiedykolwiek dopuszczali do wiadomości, z niektórymi obszarami (Nigeria, Sudan, dorzecze Konga) podzielonymi na dziesiątki drobnych części. Niektóre ludy znalazły się w krajach razem z tymi, których historycznie postrzegały jako wrogów. Inne zobaczyły, jak ich terytoria przecięto na pół liniami narysowanymi w Berlinie.
Skutki podziału: więcej konfliktów
Pół wieku później para badaczy z londyńskiego Centre for Economic Policy Research nałożyła współczesne granice państwowe na mapę Murdocka i próbowała oszacować skutki tego stanu rzeczy. Odkryli, że intensywność konfliktów wewnętrznych mierzona liczbą ofiar i czasem trwania jest przeciętnie o 25% wyższa w obszarach zamieszkujących przez społeczności etnicznie rozdzielone granicą w porównaniu do siedzib grup, które nie zostały rozdzielone.
Nie tylko fakt podboju i eksploatacji zaszkodził Afryce, lecz także bezmyślny sposób, w jaki kontynent pocięto na kawałki bez jakiegokolwiek naturalnej spójności, tworząc sytuacje, których wiele grup etnicznych czuło większą więź z sąsiadami z zagranicy państwowej niż z rzekomymi współobywatelami z odległej stolicy.
Innymi słowy, nieprzemyślane granice kosztują życie wielu ludzi”.
O innych, nieoczywistych skutkach prostych granic (jak ich wpływ na wzrost śmiertelności niemowląt) pisałam tutaj.

Działać z poszanowaniem dla miejscowej ludności
Kolejny wiek to kolejne przykłady na bezwzględność Europejczyków względem Afryki.
Po zajęciu Egiptu w końcówce XIX w. (1884) Wielka Brytania podbiła Ugandę. Powołano komisję, której celem było wytyczenie granicy między brytyjską Ugandą a Kondominium Sudanu. Szefem ekspedycji był Harry Kelly, który „był zdecydowany działać z poszanowaniem dla miejscowej ludności, niezależnie od tego, ile czasu zajmie wykonanie zadania”. Miesiącami badano i mierzono, starając się odwzorowywać granice plemienne. Wyczerpana do cna wyprawa, pozbawiona dostępu do wody, utknęła jedną trzecią drogi przed końcem. Od tego miejsca dotychczasowa kręta linia granicy coraz bardziej zaczyna przypominać prostą, bo jej ostatni fragment wytyczono już przy biurku w Londynie. „Nigdy jej nawet nie odwiedzono”.
„Tak więc mimo dobrych, choć nieco paternalistycznych intencji Kelly’ego, skutki jego porażki były boleśnie widoczne na mapie. Zachodni kraniec granicy, zmierzony przez zespół jest złożony i szczegółowy. Wschodni składa się z szeregu prostych linii, długich nawet na 160 kilometrów.

Trudno uwierzyć, by było to najlepsze odzwierciedlenie granic między terytoriami plemiennymi w tej części Afryki. Jedna z tych prostych linii, przebiegająca tuż za górą Mogila, oddzielająca Sudan od ugandyjskiej prowincji Rudolfa, włączonej w 1926 roku do brytyjskiej kolonii Kenii, wyznacza jedną z granic Trójkąta Ilemi, o którą dziś spierają się Sudan Południowy i Kenia.
Jak się okazuje, jeśli nie fatygujesz się, by zbadać jakiś region, tworzysz w ten sposób w przyszłe spory graniczne.
Sudan uzyskał niepodległość od Imperium Brytyjskiego w 1955 roku, Uganda siedem lat później, a Kenia w kolejnym roku. W 2011 roku Sudan Południowy odłączył się od Sudanu, stając się najmłodszym państwem Afryki.
A jednak mapy tej części Afryki wciąż zawierają dziwnie proste linie, ponieważ niektórzy brytyjscy oficerowie armii na kilka lat przed I wojną światową byli po prostu zbyt zmęczeni, by wymyślić coś lepszego”.

A jak to się stało, że „Bir Tawil, niewielki skrawek pustyni na granicy Egiptu i Sudanu, bywa często opisywany jako ostatni na Ziemi kawałek lądu nieobjęty w niczyje posiadanie”?
To już musicie doczytać sami w książce, którą serdecznie polecam!
John Elledge, Granice świata. 47 opowieści o tym, jak linie na mapie zmieniły historię, tł. Katarzyna Sowada, Tomasz Sowada, PWN, Warszawa, 2026
8/10


