
Czas popiołów
„Chciałbym się nie urodzić, żeby na to nie patrzeć” - mówi młody portugalski lekarz, którego faszyzujący reżim wysłał na wojnę do angolskiej kolonii.

„Chciałbym się nie urodzić, żeby na to nie patrzeć” - mówi młody portugalski lekarz, którego faszyzujący reżim wysłał na wojnę do angolskiej kolonii.

Mimo że od premiery książki minęło już prawie 30 lat, jest ona zastraszająco aktualna. Tak jak wówczas - świat widzi tylko te tragedie, które chce zobaczyć. W 1994 była to wojna w bylej Jugosławii, podczas gdy Rwanda pozostawała poza oczami świata. Dziś podobnie jest z wojną w Sudanie.

Mali bohaterowie filmu o wojnie domowej w Sudanie pytają: „Dlaczego dorośli zaczęli ten chaos?”. Wezwani do odpowiedzi, owszem, tłumaczą przyczyny wojny, ale najbardziej przekonuje wytłumaczenie dzieci: „Dorośli są głupi”. Lokain i Wilson czynią gorzki zarzut: „Wy, dorośli, naprawdę nawaliliście”.

Syn próbuje poradzić sobie z tęsknotą za ojcem. Matka tłumaczy jego nieobecność koniecznością pracy — dlatego, że ojciec ich kocha. Dziecko pyta więc: „Tato, jeśli mówisz, że nas kochasz i że Bóg nas kocha, czy to znaczy, że ludzie, którzy nas kochają, zawsze są daleko?” Polecam wzruszający film z Nigerii.

Moja mała mandarynko, wojna sama się skończyła, znudzona krwią – mówi Aube do swej nienarodzonej córki po wojnie domowej w Algierii w latach 1992-2002. Kolejna świetna, choć bolesna, książka Kamila Daouda, urodzonego w tym kraju.

W przeddzień wybuchu II wojny do ówczesnej brytyjskiej Kolonii Kenii przyjeżdża żydowska rodzina Redlichów, uciekając przed nazistowskimi prześladowaniami.

Ćwierć wieku po klasycznym już “Helikopterze w ogniu” Ridley Scott wyprodukował serial dokumentalny o bitwie o Mogadiszu. Tym razem głosu udzielił obu stronom konfliktu.

Dobrze, że powstał film „Królowa wojownik” – i to z wielu powodów. Pierwszym jest frajda z oglądania epickiego obrazu w odchodzącym już stylu, a drugim jest poruszenie w filmie takich tematów jak udział afrykańskich handlarzy w międzynarodowym rynku niewolników oraz podkreślenie sprawczości kobiet.

Matka afrykańskiego kina, żona jednego z ojców angolskiej niepodległości, nakręciła film o walce z portugalskim kolonizatorem. Demaskujący brutalność reżimu obraz został wpuszczony do kin dopiero po Rewolucji goździków.

To książka powstała z wkurzenia: „Zbyt długo Afryka była uważana za synonim biedy, konfliktów, korupcji, wojen domowych i wielkich przestrzeni jałowej czerwonej ziemi, gdzie pleni się jedynie nędza”. I jest to słuszny gniew.

Siłą filmu jest zdeterminowany główny bohater, który jednak nie jest postacią jednoznaczną. Młody etnolog z Berlina w czasach najciemniejszego kolonializmu jedzie do Afryki wraz z ekspedycją wojenną. Ma prowadzić badania. Przyciąga go tam jednak coś innego. A raczej ktoś inny.

Piskała nie jest prorokiem, ale jest bystrym obserwatorem. Przewidział to, co (kilka lat po wydaniu jego książki) dzieje się teraz w Sudanie: “W Afryce wojny się nie kończą, one przygasają, tlą się, aby nagle ogarnąć pół kraju albo kraj sąsiedni czy nawet terytorium kilku państw. To dalszy ciąg tej samej pełzającej wojny”.

„Wieśniakom z dnia na dzień nakazano noszenie kapci. Z różnych zakątków kraju nagle zniknęły, co do jednej, wszystkie plastikowe torby”. – W Rwandzie z każdym dniem robiło się ciszej i spokojniej – tak reporter opisuje kraj, który podniósł się z ludobójstwa, by wpaść w dyktaturę.

Sam siebie tłumaczy na angielski z języka kikuju. W tym języku zaczął pisać… w więzieniu. Na papierze toaletowym. Pisał o zbrodniach kolonializmu, ale też sprzeciwiał się władzom niepodległej już Kenii. Od lat wymieniany jako kandydat do Nobla, w tym roku otrzymał nominację do Bookera.

„Miałem szczęście, że byłem świadkiem historii, która się staje, kształtuje” – pisał Kapuściński. Miał na myśli narodziny „Trzeciego Świata”.

“Przy tej robocie czuliśmy, że żyjemy. Nie baliśmy się, że wyczerpią nas gonitwy na bagnach, a jeśli komuś w tej robocie dopisywało szczęście, był naprawdę radosny. Porzuciliśmy zasiewy, motyki i całą resztę. Nie rozmawialiśmy już z sobą o uprawach. Troski nas opuściły” - mówili sprawcy. Był rok 1994 w Rwandzie.

“W roku 1994, od godziny jedenastej w poniedziałek 11 kwietnia do czternastej w sobotę 14 maja, około pięćdziesięciu tysięcy z pięćdziesięciu dziewięciu tysięcy miejscowych Tutsi zginęło od maczety na wzgórzach powiatu Nyamata w Rwandzie z rąk (…) Hutu, którzy zabijali codziennie od godziny dziewiątej trzydzieści do godziny szesnastej”.

A co, jeśli bogactwo prowadzi do biedy? Brytyjski reporter pisze o tym, jak bogactwa Afryki typu ropa, złoto czy diamenty stały się przekleństwem kontynentu. I jak trwa to do dziś.

Nie mam munduru, bo jestem za mały – mówi Agu, dziecko-żołnierz, bohater książki “Bestie znikąd”, brawurowo sfilmowanej (do obejrzenia na Netflix). „Wiemy tyle, że przed wojną byliśmy dziećmi, a teraz nie jesteśmy”.

W 2008 r. Rwanda została pierwszym krajem świata w większości rządzonym przez kobiety. Czy kobieca wrażliwość zdołała doprowadzić do pojednania?

„W Somalii wszystko wydarza się wcześniej. Małżeństwo, dzieci, pierwsza praca, wojna i śmierć”.

„W lakonicznym komunikacie prezydenta, wygłoszonym tak, jakby to była prognoza pogody, zapowiadano uwolnienie pierwszej grupy czterdziestu tysięcy więźniów skazanych za akty ludobójstwa, z sześciu więzień w kraju”. Hatzfeld wraca do Rwandy kilkanaście lat po ludobójstwie i pyta, czy pojednanie jest możliwe.

Peter Godwin miał sześć lat, gdy zobaczył ciało zamordowanego sąsiada. Opisuje swoje dzieciństwo i młodość na tle upadku Rodezji, a z nią brytyjskiego kolonializmu, a potem powstania Republiki Zimbabwe.

Serial o ludobójstwie – brzmi źle. A to bardzo dobry serial. Odważny, treściwy, bezlitośnie szczery. Z wyrazistą bohaterką. Po prostu: jakość BBC:)