Szukaj
Close this search box.
Blog Afrykański Kawałek Afryki

Widziałem narodziny świata

17 marca 2021

„Mia­łem szczę­ście, że byłem świad­kiem histo­rycz­ne­go feno­me­nu, histo­rii, któ­ra się sta­je, kształ­tu­je, typu histo­rii nie­książ­ko­wej, nie­aka­de­mic­kiej” – pisał Kapu­ściń­ski. Miał na myśli naro­dzi­ny „Trze­cie­go Świata”.

My dzi­siaj już nie powie­dzie­li­by­śmy „Trze­ci Świat” – raczej: Glo­bal­ne Połu­dnie. Ale mimo prze­sta­rza­łe­go słow­nic­twa, myśli Ryszar­da Kapu­ściń­skie­go wciąż są nowo­cze­sne i aktualne:

War­szaw­ska ścież­ka R. Kapu­ściń­skie­go na Ocho­cie, fot. Jolan­ta Dyr/Wikimedia Commons

„Moją głów­ną ambi­cją jest poka­zać Euro­pej­czy­kom, że nasza men­tal­ność jest bar­dzo euro­po­cen­trycz­na, że Euro­pa, a raczej jej część, nie jest jedy­na na świecie”. 

Nowa mapa świata

„Zwy­kle mówi się o histo­rii dwóch wojen świa­to­wych czy histo­rii sys­te­mów tota­li­tar­nych, nazi­zmu i komu­ni­zmu, a mało pod­kre­śla się fakt, że XX wiek to mię­dzy inny­mi naro­dzi­ny Trze­cie­go Świa­ta, nowej mapy poli­tycz­no-geo­gra­ficz­nej ludz­ko­ści. Mia­łem szczę­ście, że byłem świad­kiem tego histo­rycz­ne­go feno­me­nu, histo­rii, któ­ra się sta­je, kształ­tu­je, typu histo­rii nie­książ­ko­wej, nie­aka­de­mic­kiej (…) I taką histo­rią były naro­dzi­ny Trze­cie­go Świa­ta – poło­wa nasze­go wie­ku, lata pięć­dzie­sią­te, nazna­czo­ne histo­rycz­ną kon­fe­ren­cją w Ban­dun­gu w 1955 roku, któ­rą się przyj­mu­je jako moment naro­dzin Trze­cie­go Świa­ta, moment naro­dzin pew­nej kul­tu­ry, pew­nej samo­świa­do­mej sytu­acji. Pierw­sza moja podróż do Azji w 1956 i póź­niej­sze podró­że do Afry­ki uświa­do­mi­ły mi, że jestem świad­kiem nie­zwy­kłe­go wyda­rze­nia, któ­re jest jednym z naj­waż­niej­szych momen­tów histo­rii XX wie­ku”.

Kon­fe­ren­cja w Ban­dun­gu 1955. Wzię­ło w niej udział 29 państw, po czę­ści nowo powsta­łych, w któ­rych miesz­ka­ło 1,5 miliar­da ludzi – 54% lud­no­ści ówcze­sne­go świa­ta. Uczest­ni­cy kon­fe­ren­cji dys­ku­to­wa­li o eko­no­mii kra­jów Azji i Afry­ki a tak­że opo­wie­dzie­li się prze­ciw dys­kry­mi­na­cji raso­wej, kolo­nia­li­zmo­wi, neo­ko­lo­nia­li­zmo­wi oraz bro­ni jądro­wej. Fot. UNESCO/Wikimedia Commons

Książ­ka „Auto­por­tret repor­te­ra” żad­nym por­tre­tem nie jest – raczej jest to zbiór pod­nio­słych cyta­tów o donio­słej roli repor­te­ra w życiu naro­dów i państw;) Śred­nio uda­ny wybór tek­stów, bo robio­ny na kola­nach. Ale sko­ro już prze­czy­ta­ne, to wybio­rę dla Was naj­sma­ko­wit­sze kąski:)

Poetyka fragmentu

Bar­dzo cie­ka­we są np. roz­wa­ża­nia Kapu­ściń­skie­go o frag­men­ta­rycz­no­ści opi­sy­wa­nia świa­ta. Z jed­nej stro­ny nie widzi inne­go spo­so­bu, jak „poety­ka fragmentu”:

„Poja­wia się pro­blem, kie­dy sta­je się naprze­ciw świa­ta i kie­dy rodzą się pyta­nia – jaki on jest dzi­siaj poszat­ko­wa­ny, zdzie­siąt­ko­wa­ny, pełen sprzecz­no­ści, pełen ruchu, pełen nie­sa­mo­wi­cie nała­do­wa­nych spraw i pro­ble­mów. I to opi­sać! (…) Tyl­ko frag­men­tem moż­na ope­ro­wać, frag­men­tem, któ­ry będzie doty­czył aspek­tów zło­żo­nej rze­czy­wi­sto­ści świa­ta i będzie pró­bo­wał je sygnalizować”. 

Pucz i kolejka po dynie

Z dru­giej stro­ny: nad tym ubo­le­wa: „Widzia­łem Moskwę pod­czas puczu. To było w sumie spo­koj­ne mia­sto. Tele­widz na Zacho­dzie odbie­rał obraz pło­ną­ce­go czoł­gu, a nie wie­dział, że dwie­ście metrów dalej sta­ła nor­mal­na kolej­ka, bo aku­rat przy­wieź­li dynie”.

Dystans do tele­wi­zji repor­te­ra widać, gdy mówi o tym, jak „czę­sto spo­tka­ne stwier­dze­nie, że cała ludz­kość żyje media­mi jest prze­sad­ne, jest na wyrost. Nawet jeże­li zgo­dzić się, że takie nie­zwy­kłe wyda­rze­nia jak na przy­kład otwar­cie olim­pia­dy oglą­da dwa miliar­dy widzów, to i tak sta­no­wi to dopie­ro jed­na trze­cią ludz­ko­ści. (…) Miesz­ka­łem ostat­nio w wie­lu takich miej­scach w Afry­ce, gdzie nie było ani tele­wi­zji, ani radia, ani żad­nej gaze­ty. W całej Repu­bli­ce Mala­wi wycho­dzi tyl­ko jed­na gaze­ta, w Libe­rii – dwie, bar­dzo liche. Tele­wi­zji tam nie ma w ogóle. (…) 

Oczekiwać od tv czegoś poważnego?

Zresz­tą w wie­lu kra­jach świa­ta, na przy­kład w Afry­ce czy Ame­ry­ce Łaciń­skiej, tele­wi­zja jest ex defi­ni­tio­ne trak­to­wa­na wyłącz­nie jako źró­dło zaba­wy i roz­ryw­ki, stąd jej apa­ra­ty insta­lu­je się głów­nie w barach, restau­ra­cjach czy zajaz­dach. Idzie się do baru na drin­ka, a przy oka­zji zer­ka na mały ekran. Niko­mu nie przy­cho­dzi do gło­wy, aby ocze­ki­wać od tele­wi­zji cze­goś poważ­ne­go, aby to medium wycho­wy­wa­ło, infor­mo­wa­ło czy obja­śnia­ło świat, podob­nie jak my nie ocze­ku­je­my tych rze­czy, kie­dy idzie­my do cyrku”. 

Nieprawdziwa wizja świata

„Środ­ki maso­we­go prze­ka­zu stwo­rzy­ły wizję świa­ta bar­dzo poli­tycz­ne­go, cha­otycz­ne­go i zupeł­nie ode­rwa­ne­go od dłu­gie­go trwa­nia, czy­li insty­tu­cji spo­łecz­nych, postaw, men­tal­no­ści i kło­po­tów zwy­kłych ludzi, któ­rzy sta­no­wią dzie­więć­dzie­siąt pro­cent każ­de­go spo­łe­czeń­stwa (…) Nie ma już komu­ni­zmu, nie ma Gor­ba­czo­wa (…), ale ta bab­cia, któ­rą gdzieś tam na Sybe­rii odnaj­du­ję, jej drew­nia­ny domek, bie­da, któ­ra tam panu­je, i spo­sób myśle­nia bab­ci, jej men­tal­ność, jej pró­by zna­le­zie­nia ładu wewnętrz­ne­go, spo­ko­ju i odpor­no­ści na prze­ciw­no­ści losu – to było zawsze, jest i myślę, że jesz­cze dłu­go będzie”.

Ryszard Kapuściński. Autoportret reportera

wybór Kry­sty­na Strą­czek, Znak, Kra­ków, 2003

5/10

War­szaw­ska ścież­ka R. Kapu­ściń­skie­go na Ocho­cie, fot. Jolan­ta Dyr/Wikimedia Commons

Podziel się:

Skoro nogi Cię tu przyniosły, to idź krok dalej i wesprzyj naszą pomoc Afryce :)

Facebook
Twitter
Wydrukuj
hisham matar powrot

Poezja i propaganda

„Dni zabu­rza­ły mi noce. Prze­wra­ca­łem się na łóż­ku. Czę­sto godzi­na­mi nie mogłem zasnąć. Z ciem­no­ści wyła­nia­ła się praw­da” – pisze nagro­dzo­ny Pulit­ze­rem syn libij­skie­go dysy­den­ta, któ­ry przez ćwierć wie­ku szu­kał jakich­kol­wiek wie­ści o uwię­zio­nym przez reżim Kad­da­fie­go ojcu. 

konrad piskala reportaz trzymaj sie z dala kochanie

O śpiewającym drzewie

Książ­ka o miło­ści, któ­ra nie prze­zwy­cię­ży wszyst­kie­go. Nie prze­zwy­cię­ży wiel­kiej poli­ty­ki, bru­tal­nych reżi­mów czy wie­lo­wie­ko­wych przy­zwy­cza­jeń. „Miłość jest ofia­rą tyra­nii” - w pew­nym momen­cie krzy­czy w roz­pa­czy repor­ter. Czy uda mu się w swej podró­ży przez Afry­kę Wschod­nią zna­leźć inne obli­cze tego uczucia?

dipo-faloyin-afryka-to-nie-panstwo

Afryka to nie państwo

To książ­ka powsta­ła z wku­rze­nia: „Zbyt dłu­go Afry­ka była uwa­ża­na za syno­nim bie­dy, kon­flik­tów, korup­cji, wojen domo­wych i wiel­kich prze­strze­ni jało­wej czer­wo­nej zie­mi, gdzie ple­ni się jedy­nie nędza”. I jest to słusz­ny gniew. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *