Blog Afrykański Kawałek Afryki

Okropna, potrzebna biografia

1 maja 2020

Kapu­ściń­ski kolo­ry­zo­wał. To żad­ne odkry­cie dla jego uważ­ne­go, kry­tycz­ne­go czy­tel­ni­ka. Kapu­ściń­ski sam się dekon­spi­ru­je przez swój baro­ko­wy, udra­ma­ty­zo­wa­ny styl. Nie­któ­re swo­je książ­ki uwa­żał zresz­tą za powie­ści, nie reportaże. 

Domo­sław­ski przy­ta­cza histo­rię o tym, jak Kapu­ściń­ski kie­dyś usły­szał zarzut o roz­mi­ja­nie się w szcze­gó­łach z praw­dą. Wykrzyk­nął wte­dy: Nic nie rozu­miesz! Ja nie piszę, żeby się w szcze­gó­łach zga­dza­ło, cho­dzi o isto­tę rzeczy.

W szczegółach się zgadza, pomija istotę rzeczy

A ja, jak­bym mia­ła jed­nym zda­niem opi­sać bio­gra­fię Domo­sław­skie­go, to bym napi­sa­ła: w szcze­gó­łach się zga­dza, ale pomi­ja isto­tę rzeczy.

Tak bar­dzo Domo­sław­ski (przy­ja­ciel Kapu­ściń­skie­go) boi się zarzu­tów o ide­ali­zo­wa­nie swo­je­go mistrza, że zapo­mi­na napi­sać o tym, dla­cze­go ten był mistrzem. Ten strach para­li­żu­je bio­gra­fa i każe mu napi­sać książ­kę, będą­cą paro­dią samej siebie.

kapuscinski-non-fiction

Z bio­gra­fii wyła­nia się por­tret czło­wie­ka z sze­re­giem wad, repor­te­ra z licz­ny­mi uchy­bie­nia­mi, nato­miast nie ma w niej odpo­wie­dzi na pyta­nie: dla­cze­go Kapu­ściń­ski był genial­nym pisa­rzem? Co w nim było wiel­kie­go, że wszedł do histo­rii lite­ra­tu­ry i był tłu­ma­czo­ny, zna­ny, nagra­dza­ny w świe­cie? (Bra­ku­je w tej książ­ce zresz­tą wie­lu innych rze­czy – jak np. nie ma sło­wa o warsz­ta­cie Kapu­ściń­skie­go: jak pisał swo­je tek­sty, jak szu­kał boha­te­rów, co wła­ści­wie robił np. w Afry­ce, gdzie w sumie spę­dził kil­ka lat? Dzi­wi to tym bar­dziej, że Domo­sław­ski sam jest repor­te­rem i zawo­do­wa cie­ka­wość mogła go pchnąć w tym kierunku).

Lepki, śliski klimat

Książ­ka zaczy­na się od opi­su uśmie­chu Kapu­ściń­skie­go: „zawsze uśmiech, wszę­dzie uśmiech”. To takie podej­rza­ne… A potem wła­ści­wie cała książ­ka jest jego pod­wa­ża­niem. Jakieś takie lep­kie, śli­skie pod­wa­ża­nie, zawie­sza­nie pytań: niby nic, a kli­mat książ­ki jest okrop­ny. Zarzut fał­szu Kapu­ściń­skie­go jest wresz­cie for­mu­ło­wa­ny bez­po­śred­nio: „Nie­czę­sto i nie z każ­dym pozwa­lał sobie na szcze­rość”. Rolą bio­gra­fa czy repor­te­ra nie jest for­mu­ło­wa­nie swo­ich opi­nii, a to nie jest prze­cież cytat z któ­re­goś z roz­mów­ców Domo­sław­skie­go, to jest jego opi­nia. Pamię­tam np. ostat­nio czy­ta­ną bio­gra­fię E. Demar­czyk, w któ­rej autor­ki nie zosta­wia­ją wąt­pli­wo­ści co do tego, jak trud­ny cha­rak­ter mia­ła pio­sen­kar­ka. Ale nigdy nie foru­mu­ło­wa­ły swo­jej opi­nii, po pro­stu przy­ta­cza­ły wypo­wie­dzi osób, któ­re ją zna­ły. Domo­sław­ski mnó­stwo roz­ma­wiał z Kapu­ściń­skim przez ostat­nie 9 lat jego życia. Widocz­nie czuł się nie tyl­ko bio­gra­fem ale i boha­te­rem wła­snej książki. 

Inna spra­wa: po co roz­ma­wiać z kimś inten­syw­nie przez 9 lat, o kim uwa­ża się, że „nie­czę­sto stać go na szcze­rość?” Po to, żeby zbie­rać mate­riał do książ­ki, któ­ra będzie oczy­wi­stym best­sel­le­rem, tłu­ma­czo­nym z mar­szu na obce języki?

Domosławski wie lepiej

Okrop­na książ­ka. Okrop­na. Bar­dzo się cie­szę, że ją kupi­łam z dru­giej ręki i nie doło­ży­łam się do zarob­ku autora.

Mam sze­reg argu­men­tów, by tak napi­sać. Np. takie:

Gdy Domo­sław­ski pro­si Wik­to­ra Osia­tyń­skie­go o sko­men­to­wa­nie „twar­do­ści” Kapu­ściń­skie­go wobec przy­ja­ciół, ten odma­wia. Domo­sław­ski mimo to opi­su­je krzyw­dę wyrzą­dzo­ną przez Kapu­ściń­skie­go Osia­tyń­skie­mu, bo – jak pisze – Osia­tyń­skie­mu było­by „nie­zręcz­nie” o tym mówić. Czy­li bio­graf wie lepiej, co jego roz­mów­ca chce powie­dzieć. Jakiś absurd, jeśli cho­dzi o warsz­tat i ety­kę zawodową!

Domo­sław­ski zarzu­ca Kapu­ściń­skie­mu, że po zmia­ne ustro­ju pali mosty i „nie pozna­je” sta­rych zna­jo­mych. Na udo­wod­nie­nie swo­jej tezy przy­ta­cza zda­rze­nie z Hen­ry­kiem Sobie­skim, któ­re­go Kapu­ściń­ski minął bez sło­wa: „cza­sy się zmie­ni­ły i sta­rych przy­ja­ciół nie pozna­jesz?” Tyl­ko że Sobie­ski nie był „sta­rym przy­ja­cie­lem”, ale pra­cow­ni­kiem SB, wer­bu­ją­cym repor­te­ra do współ­pra­cy… Trud­no się dzi­wić, że Kapu­ściń­ski nie chce się z nim –publicz­nie – przywitać.

Była to potrzebna biografia

Coś dobre­go o tej książ­ce? Śli­ska, nie­etycz­na bio­gra­fia, ale któ­ra była potrzeb­na. Potrzeb­ne było opu­bli­ko­wa­nie wszyst­kich nie­ja­sno­ści zwią­za­nych z rze­tel­no­ścią repor­ta­ży Kapu­ściń­skie­go i jego związ­ków z służ­ba­mi bez­pie­czeń­stwa. Nato­miast szko­da, że nie napi­sał jej ktoś inny. 

Na koniec nie­po­trzeb­na (?) zgryź­li­wość: Pod wzglę­dem sty­lu i wart­ko­ści pisa­nia jest to, para­dok­sal­nie, naj­lep­sza z trzech ksią­żek Domo­sław­skie­go, któ­re czy­ta­łam. Pozo­sta­łe dwie były tak miał­kie i nija­kie, że prze­szły prze­ze mnie bez echa i nic z nich nie pamię­tam, a miej­sca­mi wręcz były nie­stra­wial­ne („Chry­stus bez karabinu”).

Artur Domosławski, Kapuściński. Non-fiction

Świat Książ­ki, 2010

3/10

Podziel się:

Skoro nogi Cię tu przyniosły, to idź krok dalej i wesprzyj naszą pomoc Afryce :)

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on print
Wydrukuj
conrad-narodziny-globalnego-swiata

Pieniądze były wszystkim

Dla Jose­pha Con­ra­da „pro­ble­mem nie było hipo­kry­tycz­ne wyrze­cze­nie się metod cywi­li­zo­wa­nych – ale samo euro­pej­skie poję­cie cywi­li­za­cji jako war­to­ścio­wej idei”. W „Jądrze ciem­no­ści” uka­zał zgro­zę bel­gij­skie­go Konga.

mark-bowden-helikopter-w-ogniu

Pycha w ogniu

„Heli­kop­ter w ogniu” to nie tyl­ko książ­ka o ame­ry­kań­skich chłop­cach na woj­nie, z emo­cjo­nu­ją­cą akcją i strze­la­ni­ną. Wła­ści­wie jest to moc­ny trak­tat anty­wo­jen­ny, poka­zu­ją­cy, jak dobre inten­cje potra­fią zro­bić pie­kło na ziemi.

Musoma Tanzania

Do szkoły przychodzą zmęczone i głodne

Na tan­zań­skiej wsi każ­de dziec­ko musi pra­co­wać, a nie każ­de idzie do szko­ły. Oczy­wi­ście, dzie­ci powin­ny mieć obo­wiąz­ki, bo uwa­żam, że nasz euro­pej­ski model wycho­wa­nia, gdzie cała rodzi­na krę­ci się wokół dziec­ka, też nie jest wycho­waw­czy. Nato­miast w Tan­za­nii widzę dru­gą skraj­ność. Dzie­ciom bra­ku­je wspar­cia, jedze­nia, edu­ka­cji – mówi Domi­ni­ka Bań­ce­rek CR z przed­szko­la w Butu­ru w Tanzanii.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.