Blog Afrykański Kawałek Afryki

Czcigodny pan nie miał zwyczaju czytania

13 lipca 2020

Czło­wiek Roku Tygo­dni­ka „Time” (1935) czy ode­rwa­ny od rze­czy­wi­sto­ści tyran, opi­sa­ny przez Kapu­ściń­skie­go? Jaki był cesarz Etio­pii Haj­le Syllasje?

Poto­mek Saby i Salo­mo­na, król kró­lów, lew Afry­ki, wybra­niec Boży (ten ostat­ni przy­do­mek był czę­ścią jego ofi­cjal­ne­go tytu­łu). Haj­le Syl­la­sje był tak­że rasta­fa­riań­skim pro­ro­kiem – jako ksią­żę Ras Tafa­ri Mak­ko­ne­na. Zyskał spo­rą popu­lar­ność na Jamajce 😉 

Cesarz Haj­le Syl­la­sje I (1892–1975) zaini­cjo­wał pro­ces zno­sze­nia nie­wol­nic­twa w Etio­pii, nadał swo­je­mu kra­jo­wi pierw­szą w dzie­jach kon­sty­tu­cję, zwo­łał par­la­ment, refor­mo­wał kraj, sze­rzył szkol­nic­two i był współ­za­ło­ży­cie­lem Orga­ni­za­cji Jed­no­ści Afry­kań­skiej. Na Zacho­dzie zyskał dobry PR dzię­ki podró­ży do Euro­py (Fran­cja, Anglia, Wło­chy, Szwe­cja, Gre­cja). Póź­niej pra­sa roz­sła­wi­ła jego wize­ru­nek nie­stru­dzo­ne­go rzecz­ni­ka nie­pod­le­gło­ści Etio­pii, gdy na uchodźc­twie (po ata­ku Wło­chów w 1935 r.) w nie­od­łącz­nej pele­ry­nie i z para­so­lem w ręku prze­mie­rzał gabi­ne­ty kolej­nych poli­ty­ków, wal­cząc o swój kraj, oku­po­wa­ny przez faszystów.

Czy umiał się podpisać?

Hajle Syllasje
Haj­le Syl­la­sje, oko­ło 1942 r., fot Bri­tish Press Service/Wikimedia Commons

Tym­cza­sem w „Cesa­rzu” Kapu­ściń­ski opi­su­je tę postać wyjat­ko­wo nie­ko­rzyst­nie. W książ­ce cesarz jest nie­udol­nym eko­no­micz­nie wład­cą, czło­wie­kiem zanu­rzo­nym w mro­kach śre­dnio­wie­cza, okrut­ni­kiem pozwa­la­ją­cym na maso­wy głód u pod­da­nych i zle­ca­ją­cym poli­tycz­ne mor­der­stwa despotą.

„Czci­god­ny pan nie miał zwy­cza­ju czy­ta­nia (…) Pan nasz nie miał szkół, jego jedy­nym nauczy­cie­lem i – to tyl­ko w dzie­ciń­stwie – był fran­cu­ski jezu­ita (…) Choć rzą­dził przez pół wie­ku, nawet naj­bliż­si nie wie­dzą, jak wygla­dał jego pod­pis”. W książ­ce Kapu­ściń­skie­go opo­wia­da­ją o cesa­rzu człon­ko­wie jego dwo­ru. Wymie­nie­ją dłu­gą listę jego błę­dów i wypa­czeń: „Dobro­tli­wy pan wolał złych mini­strów. (…) Zamiast jed­ne­go słoń­ca, świe­ci­ło­by pięć­dzie­siąt i każ­dy odda­wał­by hołd pry­wat­nie wybra­nej planecie”. 

Albo:

„Jeże­li mini­ster przy­szedł do cesa­rza z proś­bą o zgo­dę na wyda­nie nawet jed­ne­go dola­ra, mógł liczyć tyl­ko na pochwałę”.

Albo:

Gdy wiel­ki wódz „Teke­le Wol­da Hawa­riat, nie­chęt­ny cesa­rzo­wi, odma­wiał przyj­mo­wa­nia naj­mi­ło­ściw­szych daro­wizn, odrzu­cał przy­wi­le­je i nigdy nie oka­zy­wał skon­no­ści do korup­cji (…), miło­ści­wy pan nasz kazał go lata­mi wię­zić, a potem ściąć”.

Dwa prawdziwe, sprzeczne wizerunki

Czy więc zasłu­żył sobie na mia­no postę­po­we­go wład­cy, a Kapu­ściń­ski rzu­ca nie­słusz­ne oskarżenia?

I tak, i nie.

Jak pisze sam repor­ter: „Ist­nia­ły dwa wize­run­ki H.S. Jeden – zna­ny opi­nii mię­dzy­na­ro­do­wej – przed­sta­wiał cesa­rza jako nie­co egzo­tycz­ne­go, ale dziel­ne­go mnar­chę, odna­cza­ja­ce­go się nie­spo­ży­tą ener­gią, bystrym umy­słem i głę­bo­ką wraż­li­wo­ścią, któ­ry sta­wiał czo­ło Mus­so­li­nie­mu, odzy­skał cesar­stwo i tron, miał ambi­cje roz­wi­ja­nia swo­je­go pań­stwa oraz odgry­wa­nia waż­nej roli w świe­cie. Dru­gi – for­mo­wa­ny stop­nio­wo przez kry­tycz­ną i począt­ko­wo nie­wiel­ką część opi­nii rodzi­mej – uka­zy­wał monar­chę jako zde­cy­do­wa­ne­go za wszel­ką cenę bro­nić swo­jej wła­dzy i przede wszyst­kim jako wiel­kie­go dema­go­ga i teatral­ne­go pate­ra­li­stę, któ­ry sło­wa­mi i gesta­mi osła­niał sprze­daj­ność, tępo­tę i ser­wi­lizm rzą­dzą­cej eli­ty, przez nie­go stwo­rzo­nej i hołu­bio­nej. Oba wize­run­ki były zresz­tą, jak to w życiu, praw­dzi­we”.

Co mówi historyk?

Prof. Andrzej Bart­nic­ki, współ­au­tor „Histo­rii Etio­pii” (wyda­nej w 1987 r.) nie widzi w cesa­rzu postę­po­we­go wład­cy, któ­re­go dostrze­ga­ją nie­któ­rzy. Mówi, że kon­sty­tu­cja 1931 roku, owszem pre­ce­den­so­wa, tyl­ko utwier­dza­ła abso­lut­ną wła­dzę Haj­le Syl­la­sje (podob­nie zresz­tą jak kolej­na kon­sty­tu­cja z 1955 r., w któ­rej m.in. nadal zabra­nia­no dzia­łal­no­ści par­tiom politycznym). 

Jed­nak bio­rąc pod uwa­gę sytu­ację wewnętrz­ną kra­ju, jak i nabrzmia­le róż­ni­ce etnicz­ne czy wyzna­nio­we, prof. Bart­nic­ki rozu­mie pęd Haj­le Syl­la­sje do cen­tra­li­za­cji wła­dzy pań­stwo­wej. I to jed­ność pań­stwa, a nie zażar­tą chęć utrzy­ma­nia się przy wła­dzy, widzi jako motyw roz­bu­do­wy­wa­nia apa­ra­tu poli­cji czy armii. Kry­ty­ku­je nato­miast cesa­rza m.in. za brak reform na wsi, co spra­wi­ło, że kolej­ne klę­ski nie­uro­dza­ju nie­ja­ko auto­ma­tycz­nie prze­mie­nia­ły się w maso­wy głód. 

Zdrętwiała ornitologia

Ryszard Kapuściński Cesarz

Argu­men­ty moż­na by dłu­go prze­rzu­cać. O tym, że Kapu­ściń­ski kolo­ry­zo­wał, pisa­łam tutaj. „Cesa­rza” głów­nie czy­tam i doce­niam za genial­ne obser­wa­cje kra­ju tota­li­tar­ne­go: „W pała­cu pyta­nia były zadaw­ne tyl­ko z góry w dół, nigdy odwrotnie”. 

albo:

Zaczę­ła nas zale­wać jakaś minu­so­wość (…) To poczu­cie bez­si­ły, to sta­łe prze­gry­wa­nie, od lep­szych odpa­da­nie, wpę­dza­ło w jesz­cze więk­szą minu­so­wość, w zdrę­twia­łą orni­to­lo­gię – w oso­wia­łość, w zasę­pie­nie, w kuro­pa­twie przy­cza­je­nie. Nawet roz­mo­wy zmar­nia­ły, stra­ci­ły wigor i oddech”.

albo:

Patrze­nie pro­wo­ko­wa­ło i szan­ta­żo­wa­ło, każ­dy bał się pod­nieść wzrok, żeby nie zoba­czyć gdzieś w powie­trzu, w kącie, za kota­rą, w szpa­rze poły­sku­ją­ce­go, szty­le­tu­ją­ce­go oka”. 

Ryszard Kapuściński, Cesarz, Czytelnik, Warszawa 2000

10/10

PS

W książ­ce „Auto­por­tret repor­te­ra” znaj­du­je­my zaku­li­so­we zapi­ski o pisa­niu: „Dla mnie for­ma książ­ki, styl powi­nien wyni­kać z tema­tu. W spo­rej czę­ści Cesa­rza posłu­gu­ję się sta­ro­pol­skim; spo­rzą­dzi­łem sobie spe­cjal­ny słow­ni­czek. Potrze­bo­wa­łem archa­icz­ne­go języ­ka, by wyka­zać archa­icz­ną natu­rę auto­ry­ta­ry­zmu. Słow­nic­two pocho­dzi od szes­na­sto- i sie­dem­na­sto­wiecz­nych pisa­rzy i poetów: Kocha­now­skie­go, Reja, Sępa Sza­rzyń­skie­go, Klo­no­wi­ca, wła­śnie tego poko­le­nia. Prze­ko­py­wa­łem się przez te kart­ki i znaj­dy­wa­łem kom­plet­nie zapo­mnia­ne pięk­ne, moc­ne, nie­mal fizycz­ne słowa”.

PS. PS

reportaz-dzieci-nilu

W wyśmie­ni­tej książ­ce Xavie­ra Alde­koa Dzie­ci Nilu, czy­ta­my o następ­cy cesa­rza, gene­ra­le Men­gi­stu. Jak mówią roz­mów­cy repor­ter, były to “złe czasy”:

“Zale­d­wie trzy lata po się­gnię­ciu po wła­dzę i wpro­wa­dze­niu ide­olo­gii mark­si­stow­sko-leni­now­skiej, gene­rał Men­gi­stu musiał się mie­rzyć z powszech­nym nie­za­do­wo­le­niem, cią­gły­mi mani­fe­sta­cja­mi prze­ciw­ni­ków oraz rebe­lia­mi par­ty­zan­tek (…). Mimo począt­ko­wej rado­ści z powo­du odej­ścia cesa­rza i nadziei wią­za­nych z rewo­lu­cją, któ­ra dopro­wa­dzi­ła do nacjo­na­li­za­cji zie­mi i znio­sła sys­tem feu­dal­ny, Men­gi­stu czuł się osa­czo­ny: prze­pro­wa­dzo­no aż dzie­więć prób zama­chu na jego życie. (…)

W następ­nych mie­sią­cach zapo­cząt­ko­wał kam­pa­nię czer­wo­ne­go ter­ro­ru: roz­dał broń mię­dzy gru­py obron­ne, kebe­lie, któ­re mia­ły zabi­jać wro­gów rewo­lu­cji. Zaczę­ło się strasz­li­we polo­wa­nie na cza­row­ni­ce. Zamor­do­wa­no albo uwię­zio­no tysią­ce stu­den­tów, inte­lek­tu­ali­stów, arty­stów i każ­de­go podej­rza­ne­go o bycie kontr­re­wo­lu­cjo­ni­stą. Znik­nę­ły set­ki tysię­cy ludzi.

Plansza większej gry

Men­gi­stu utrzy­mał się u wła­dzy z krwią na rękach, ponie­waż Etio­pia sta­ła się plan­szą więk­szej gry: zim­nej woj­ny. Sta­ny Zjed­no­czo­ne, zanie­po­ko­jo­ne eks­pan­sją komu­ni­zmu w Afry­ce, przy­mknę­ły oko, gdy tyl­ko zoba­czy­ły moż­li­wość, by uszczk­nąć coś dla siebie. 

Ponie­waż Soma­lia i Etio­pia wal­czy­ły o region Oga­den, Waszyng­ton poparł bru­tal­ne­go soma­lij­skie­go dyk­ta­to­ra Moham­me­da Sia­da Bar­re­go w jego woj­nie z etiop­ski­mi komu­ni­sta­mi. Wte­dy ruch wyko­na­ła dru­ga stro­na: Kuba i ZSRR udzie­li­li pomo­cy Etio­pii i odpar­li atak.

Rok 1984

Głód z 1984 roku, któ­ry zmo­bi­li­zo­wał świat orga­ni­za­cją soli­dar­no­ścio­wych kon­cer­tów (pio­sen­ka We Are the World napi­sa­na przez Micha­ela Jack­so­na i Lio­ne­la Richie­go sta­ła się hym­nem soli­dar­no­ści) był począt­kiem koń­ca reżi­mu Men­gi­stu. Jako że rebe­lie się mno­ży­ły, a armia się powięk­sza­ła, rząd etiop­ski ści­snął szy­ję tym, co zawsze: zmu­sił rol­ni­ków do prze­ka­zy­wa­nia woj­sku kwot żyw­no­ści albo sprze­da­wa­nia swo­ich plo­nów po bar­dzo niskich cenach. Kie­dy poja­wił się głód, doszło do kata­stro­fy. Nie da się usta­lić, ilu ludzi zmar­ło z gło­du w tam­tym roku (rząd zablo­ko­wał wszel­ki dostęp orga­ni­za­cjom poza­rzą­do­wym i dzien­ni­ka­rzom), ale sza­cu­je się, że ta licz­ba może się­gać oko­ło milio­na ofiar.

Upa­dek muru ber­liń­skie­go w 1989 roku był dla Men­gi­stu cio­sem łaski. Zamach sta­nu z 1991 roku ozna­czał nie tyl­ko zmia­nę wła­dzy, lecz tak­że rady­kal­ną trans­for­ma­cję. Meles Zena­wi, wykształ­co­ny par­ty­zant z gru­py etnicz­nej Tigraj­czy­ków, obró­cił ster o sto osiem­dzie­siąt stop­ni: przy­jął poli­ty­kę gospo­dar­czą Mię­dzy­na­ro­do­we­go Fun­du­szu Walu­to­we­go i Ban­ku Świa­to­we­go i wywie­sił fla­gę Sta­nów Zjed­no­czo­nych w sali naj­bliż­szych przy­ja­ciół. Etio­pía wcho­dzi­ła w nową erę”.

Podziel się:

Skoro nogi Cię tu przyniosły, to idź krok dalej i wesprzyj naszą pomoc Afryce :)

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on print
Wydrukuj
abdulrazak_gurnah_powroceni

Wydrzeć tę stronę z dziejów ludzkości

„Wie­lu Afry­ka­nów ginie, żeby moż­na było zaże­gnać tę euro­pej­ską awan­tu­rę” – mówi boha­ter książ­ki o Wiel­kiej Woj­nie i nie mniej potęż­nej miłości.

xavier_aldekoa_dzieci_nilu

Wszyscy jesteśmy dziećmi Nilu

Podróż w dół Nilu to łagod­ne roz­le­wi­ska i pię­trzą­ce się kata­rak­ty: widzi­my ryba­ków w papi­ru­so­wych łód­kach i rebe­lian­tów wer­bu­ją­cych 10-lat­ków; sły­szy­my śmiech chłop­ców po strze­le­niu gola i mil­cze­nie udrę­czo­nych kobiet w obo­zach dla uchodź­ców. Xavier Alde­koa z wie­dzą (sze­ro­ką) i empa­tią (jesz­cze głęb­szą) opi­su­je niewyobrażalne.

najskrytsza pamiec ludzi

By byli afrykańscy, ale nie zanadto

Rzad­ko się zda­rza tak olśnie­wa­ją­ca pochwa­ła lite­ra­tu­ry, jaką jest powieść sene­gal­skie­go auto­ra, Moha­me­da Mbo­ugar Sarr, doce­nio­ne­go fran­cu­ską Nagro­dą Gon­co­ur­tów. A jesz­cze rza­dziej tego typu książ­ka jest gęstą, wart­ką, wcią­ga­ją­cą powie­ścią, od któ­rej nie moż­na się oderwać. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.