Blog Afrykański Kawałek Afryki

Hasło „Nigdy więcej” warte dolara

29 lipca 2026

W cza­sie ludo­bój­stwa w Rwan­dzie autor repor­ta­żu Pra­gnie­my zawia­do­mić, że jutro zosta­nie­my zabi­ci wraz z rodzi­na­mi był w Waszyg­to­nie i zwie­dzał nowo otwar­te Muzeum Pamię­ci Holo­kau­stu. Wspo­mi­na: „Kolej­ka po bile­ty usta­wi­ła się już dwie godzi­ny przed otwar­ciem wysta­wy. Cze­ka­jąc, pró­bo­wa­łem czy­tać lokal­ną gaze­tę, ale nie potra­fi­łem prze­stać patrzeć na foto­gra­fię na pierw­szej stro­nie. Przed­sta­wia­ła cia­ła wiru­ją­ce w wodzie – mar­twe, nabrzmia­łe i pozba­wio­ne kolo­ru, tak licz­ne, że napie­ra­ły na sie­bie i zatrzy­my­wa­ły nurt.

Pod­pis wyja­śniał, że są to zwło­ki ofiar ludo­bój­stwa w Rwandzie. 

Gdy ode­rwa­łem wzrok od gaze­ty, zoba­czy­łem gru­pę pra­cow­ni­ków muzeum zmie­rza­ją­cych do pra­cy. Na bor­do­wych mary­nar­kach kil­ku z nich przy­pię­te były znacz­ki z hasła­mi <Pamię­ta­my> i <Nigdy wię­cej>, sprze­da­wa­ne w muze­al­nym skle­pi­ku po jed­nym dola­rze za sztukę”.

jonn-eledge-granice-swiata-recenzja

Mimo że od pre­mie­ry książ­ki minę­ło już pra­wie 30 lat, jest ona zastra­sza­ją­co aktu­al­na. Tak jak wów­czas - świat widzi tyl­ko te tra­ge­die, któ­re chce zoba­czyć. W 1994 była to woj­na w bylej Jugo­sła­wii, pod­czas gdy Rwan­da pozo­sta­wa­ła poza ocza­mi świa­ta. Dziś podob­nie jest z woj­ną w Sudanie.

Autor zaczy­na swo­ja książ­kę o ludo­bój­stwie w Rwan­dzie od stwier­dze­nia: To była cięż­ka robo­ta. Na pierw­szych stro­nach opi­su­je, jak roz­bie­ra się na mię­so kro­wę – ile razy trze­ba ude­rzyć macze­tą, by zwie­rzę­ciu odciąć kończynę.

Mimo tego mozol­ne­go spo­so­bu, ludo­bój­stwo w Rwan­dzie było “naj­efek­tyw­niej­szą” meto­dą zabi­ja­nia od cza­sów Hiro­szi­my i Naga­sa­ki. Ludo­bój­stwa doko­na­no w tem­pie oko­ło trzy­krot­nie szyb­szym niż zagła­da Żydów pod­czas Holokaustu.

pragniemy-zawiadomic-ze-jutro-zostaniemy-zabici-wraz-z-rodzinami-recenzja-philip-gourevitch

Słaby kraj w chaosie?


Zarów­no wów­czas, jak i dziś, Rwan­da sprzed ludo­bój­stwa bywa przed­sta­wia­na jako kraj pogrą­żo­ny w cha­osie. Autor książ­ki pole­mi­zu­je z tym obra­zem. Jego zda­niem ludo­bój­stwo było moż­li­we wła­śnie dla­te­go, że Rwan­da była pań­stwem wyjąt­ko­wo spraw­nie zor­ga­ni­zo­wa­nym – z sil­nym apa­ra­tem admi­ni­stra­cyj­nym, poli­cją i roz­bu­do­wa­ny­mi struk­tu­ra­mi reżi­mu. To one umoż­li­wi­ły prze­pro­wa­dze­nie ludo­bój­stwa na tak ogrom­ną skalę.

Juvénal Haby­ari­ma­na stwo­rzył pań­stwo auto­ry­tar­ne. Kolej­ne wybo­ry wygry­wał wyni­ka­mi prze­kra­cza­ją­cy­mi 99 pro­cent głosów.

Ist­nia­ła bar­dzo gęsta sieć poli­cyj­na i wywia­dow­cza. Autor przy­ta­cza przy­kład kobie­ty, któ­ra za rze­ko­my żart wypo­wie­dzia­ny na szpi­tal­nym kory­ta­rzu zosta­ła zwol­nio­na z pracy.

Rola Francji

Reżim otrzy­my­wał ogrom­ne wspar­cie finan­so­we z zagra­ni­cy. Oko­ło 60 pro­cent budże­tu Rwan­dy pocho­dzi­ło z pomo­cy państw zachod­nich. Szwaj­ca­ria, Bel­gia i Fran­cja nale­ża­ły do naj­waż­niej­szych dar­czyń­ców. (O roli tej ostat­niej autor pisze: Pre­zy­dent Fra­nço­is Mit­ter­rand wysy­łał pomoc woj­sko­wą i wspie­rał rwan­dyj­ski reżim. Fran­cja ode­gra­ła klu­czo­wą rolę w utrzy­ma­niu wła­dzy, dostar­cza­jąc broń nawet wte­dy, gdy ludo­bój­stwo już trwa­ło. Repor­ter wspo­mi­na rów­nież o nie­le­gal­nym han­dlu bro­nią i nar­ko­ty­ka­mi, któ­ry przy­no­sił ogrom­ne zyski. Fran­cu­scy woj­sko­wi peł­ni­li rolę wpły­wo­wych dorad­ców reżi­mu. Poja­wia­ją się tak­że oskar­że­nia, że Jean-Chri­sto­phe Mit­ter­rand, syn pre­zy­den­ta Fran­cji, miał być zamie­sza­ny w nie­le­gal­ny han­del bronią).

Po 1989 roku w Rwan­dzie poja­wi­ły się naci­ski, aby wpro­wa­dzić demo­kra­cję i sys­tem wie­lo­par­tyj­ny, jed­nak były one nie­sku­tecz­ne, ponie­waż mia­ły cha­rak­ter wymuszony.

pragniemy-zawiadomic-ze-jutro-zostaniemy-zabici-wraz-z-rodzinami-recenzja-philip-gourevitch

Sam prze­bieg ludo­bó­sjr­twa opi­sy­wa­lam już przy oka­zji recen­zji innych ksią­żek.

Pisząc o tym repor­ta­żu, chcia­ła­bym wspo­mnieć o dwóch kwestiach.

Pierw­sza to rola byłych kolo­ni­za­to­rów w zan­ta­go­ni­zo­wa­niu Hutu i Tut­si.

Autor pod­kre­śla, aby nie wie­rzyć opi­niom, takim jak te publi­ko­wa­ne wów­czas na pierw­szej stro­nie „The New York Times”, mówią­cym o odwiecz­nej nie­na­wi­ści mię­dzy Hutu i Tutsi.

W 1994 r. Fran­cja podej­mo­wa­ła podob­nie wygod­ną nar­ra­cję: “Rwan­dyj­czy­cy po pro­stu mor­do­wa­li się, jak to rze­ko­mo mają w zwy­cza­ju, z jakichś odwiecz­nych ple­mien­nych powodów”.

Tym­cza­sem powo­dy nie były odwieczne. 

Podwójny kolonializm


Bel­go­wie prze­ję­li Rwan­dę od Nie­miec jako man­dat Ligi Naro­dów po I woj­nie świa­to­wej. Podział na Tut­si i Hutu był już wów­czas wyraź­nie utrwa­lo­ny, ponie­waż Niem­cy pro­wa­dzi­li poli­ty­kę tzw. podwój­ne­go kolo­nia­li­zmu – fawo­ry­zo­wa­li Tut­si, któ­rzy mie­li spra­wo­wać wła­dzę nad Hutu.

Bel­go­wie utrwa­li­li ten podział
, wpro­wa­dza­jąc roz­róż­nie­nie mię­dzy Hutu i Tut­si oraz orga­ni­zu­jąc według nie­go całe społeczeństwo.

Autor poka­zu­je, jak trwa­łe oka­za­ły się rasi­stow­skie teo­rie z epo­ki kolo­nial­nej. Jesz­cze sto lat po powsta­niu pseu­do­nau­ko­wych kon­cep­cji raso­wych jed­na z dziew­cząt zosta­ła uzna­na za Tut­si wyłącz­nie na pod­sta­wie wyglą­du – kształ­tu nosa, fak­tu­ry wło­sów i innych cech fizycz­nych, któ­re mia­ły rze­ko­mo świad­czyć o jej pochodzeniu.

pragniemy-zawiadomic-ze-jutro-zostaniemy-zabici-wraz-z-rodzinami-recenzja-philip-gourevitch

Dru­ga kwe­stia to bier­ność spo­łecz­no­ści mię­dzy­na­ro­do­wej, pod prze­wod­nic­twem ówcze­sne­go domi­nu­ją­ce­go mocar­stwa, jakim były USA. Sta­ny, po nie­uda­nej ope­ra­cji w Soma­lii, nie chcia­ły inter­we­nio­wać, by nie powta­rzać kolej­nej kompromitacji.

Dru­gą siłą było ONZ, do któ­re­go sie­dzi­by dotarł fax od ówcze­sne­go dowód­cy sił tej orga­ni­za­cji w Rwan­dzie, któ­ry na kil­ka mie­się­cy przez roz­po­czę­ciem ludo­bój­stwa opi­sy­wał maso­we gro­ma­dze­nie bro­ni czy listy nazwisk osób, któ­re pla­no­wa­no zabić. Przy­wódz­two ONZ zlek­ce­wa­ży­ło ten fakt. Para­dok­sem histo­rii jest, że to Rwan­dzie wte­dy przy­pa­da­ło rota­cyj­ne uczest­nic­two w ONZ-owskiej Radzie Bezpieczeństwa.

Repor­ter pisze: Mię­dzy­na­ro­do­wa spo­łecz­ność tole­ro­wa­ła ludo­bój­stwo, za to psy zja­da­ją­ce zwło­ki zamor­do­wa­nych ONZ uzna­ła za zagro­że­nie dla zdro­wia publicznego.

Pro­ble­ma­tycz­ne oka­za­ło się uzna­nie wyda­rzeń w Rwan­dzie za ludo­bój­stwo. Mia­ło to zwią­zek z ONZ-owską Kon­wen­cją w spra­wie zapo­bie­ga­nia i kara­nia zbrod­ni ludo­bój­stwa z 1948 r., któ­ra zobo­wią­zy­wa­ła pań­stwa stro­ny do “zapo­bie­ga­nia”, czy­li inter­wen­cji.
“Rada Bez­pie­czeń­stwa nie potra­fi­ła nawet prze­gło­so­wać rezo­lu­cji zawie­ra­ją­cej sło­wo <ludo­bój­stwo>”.

Podarte niebieskie berety

Po zamor­do­wa­niu dzie­się­ciu bel­gij­skich żoł­nie­rzy ONZ Bel­gia wyco­fa­ła swój kon­tyn­gent z Rwan­dy (“Sta­ło się to, na co liczy­li ide­olo­dzy Hutu Power. Bel­gij­scy żoł­nie­rze, roz­go­ry­cze­ni tchó­rzo­stwem i bez­sen­sem swo­jej misji, sta­nę­li na pły­cie lot­ni­ska w Kiga­li i podar­li na strzę­py swo­je nie­bie­skie bere­ty”), a Rada Bez­pie­czeń­stwa zre­du­ko­wa­ła siły UNAMIR o 90%, mimo że gen. Roméo Dal­la­ire prze­ko­ny­wał, iż odpo­wied­nio wzmoc­nio­na misja mogła­by szyb­ko powstrzy­mać ludobójstwo. 

“Dezer­cja sił ONZ z Rwan­dy była naj­więk­szym dotych­cza­so­wym dyplo­ma­tycz­nym zwy­cię­stwem Hutu Power. I tę zasłu­gę moż­na nie­mal w cało­ści przy­pi­sać Sta­nom Zjednoczonym”.

Klu­czo­wą rolę w blo­ko­wa­niu zde­cy­do­wa­nej reak­cji spo­łecz­no­ści mię­dzy­na­ro­do­wej ode­gra­ły Sta­ny Zjed­no­czo­ne, któ­re opóź­nia­ły wysła­nie posił­ków, a amba­sa­dor­ka Made­le­ine Albri­ght nale­ża­ła do głów­nych prze­ciw­ni­ków inter­wen­cji. “Admi­ni­stra­cja Clin­to­na wręcz zaka­za­ła swo­im urzęd­ni­kom uży­wa­nia sło­wa <ludo­bój­stwo> bez odpo­wied­nich zastrze­żeń. Ofi­cjal­na for­mu­ła zatwier­dzo­na przez Bia­ły Dom brzmia­ła, że w Rwan­dzie <mogły mieć miej­sce akty ludobójstwa>”.

Kolej­ne opóź­nie­nia i poli­tycz­ne spo­ry spra­wi­ły, że pomoc nade­szła dopie­ro wte­dy, gdy zgi­nę­ły już set­ki tysię­cy ludzi.

pragniemy-zawiadomic-ze-jutro-zostaniemy-zabici-wraz-z-rodzinami-recenzja-philip-gourevitch

Repor­ter opi­su­je dal­sze dzia­ła­nia międzynarodowe:

“W nocy z 16 na 17 oraz z 18 na 19 czerw­ca (masa­kry roz­po­czę­ły się 11 kwiet­nia), przy fran­cu­skim wspar­ciu, dostar­czo­no broń reżi­mo­wi Hutu Power. Roz­ła­do­wy­wa­no ją w mie­ście Goma we wschod­nim Zairze, skąd prze­wo­żo­no ją przez gra­ni­cę do Rwandy.

Jed­nak już 22 czerw­ca Rada Bez­pie­czeń­stwa ONZ, chcąc zmyć z sie­bie hań­bę i naj­wy­raź­niej nie dostrze­ga­jąc nowej hań­by, któ­rą wła­śnie na sie­bie ścią­ga­ła, zatwier­dzi­ła roz­miesz­cze­nie wojsk fran­cu­skich, przy­zna­jąc im dwu­mie­sięcz­ny man­dat oraz zgo­dę na uży­cie siły – cze­go wcze­śniej kon­se­kwent­nie odma­wia­no siłom UNAMIR.

Witamy francuskich Hutu

Następ­ne­go dnia pierw­si fran­cu­scy żoł­nie­rze bio­rą­cy udział w Ope­ra­cji Tur­kus wyru­szy­li z Gomy do pół­noc­no-zachod­niej Rwan­dy, gdzie powi­ta­li ich zachwy­ce­ni bojów­ka­rze Interahamwe.

Śpie­wa­li, macha­li fran­cu­ski­mi trój­ko­lo­ro­wy­mi fla­ga­mi i nie­śli trans­pa­ren­ty z hasła­mi w rodza­ju: Wita­my fran­cu­skich Hutu.

Moment roz­po­czę­cia ope­ra­cji był ude­rza­ją­cy. Pod koniec maja tem­po masa­kry Tut­si wyraź­nie spa­dło – głów­nie dla­te­go, że więk­szość ofiar zosta­ła już zamor­do­wa­na.

Oczy­wi­ście pogro­my nadal trwa­ły. Tym­cza­sem, jak zano­to­wał Gérard Pru­nier, poli­to­log współ­two­rzą­cy fran­cu­ski plan inter­wen­cji, gdy w czerw­cu rusza­ły przy­go­to­wa­nia do ope­ra­cji, naj­więk­szą oba­wą w Pary­żu było to, czy woj­ska fran­cu­skie znaj­dą jesz­cze jakich­kol­wiek Tut­si, któ­rych będzie moż­na ura­to­wać na uży­tek kamer”.

Pole­cam książ­kę oraz wywiad z auto­rem, któ­ry po trzech deka­dach od jej wyda­nia komen­tu­je m.in. pro­ces rozliczeniowy.

Phi­lip Gou­re­vitch, Pra­gnie­my zawia­do­mić, że jutro zosta­nie­my zabi­ci wraz z rodzi­na­mi, tłum. Adrian Sta­chow­ski, wyd. Filia Lite­rac­ka, Poznań 2026

8/10

Podziel się:

Skoro nogi Cię tu przyniosły, to idź krok dalej i wesprzyj naszą pomoc Afryce :)

Facebook
Twitter
Wydrukuj
poznan-kolonialny-recenzja-kasper-bajon-wydawnictwo-czarne-2

Rodzinny klaser z niemieckimi znaczkami

Ta książ­ka, oprócz repor­ta­żu, to tak­że zapis prze­my­śleń nar­ra­to­ra prze­mie­rza­ją­ce­go Tan­za­nię. Jego spo­sób patrze­nia na świat sam w sobie jest podró­żą. Podró­żą w histo­rie miejsc, któ­re odwie­dza w poszu­ki­wa­niu śla­dów zwią­za­nych z jego wła­sną rodziną. 

bzik-kolonialny-recenzja

Najbardziej słuszne prawo Polski?

Liga Mor­ska i Kolo­nial­na, naj­więk­sza przed­wo­jen­na orga­ni­za­cja poza­rzą­do­wa, zrze­sza­ła milion Pola­ków i wyda­wa­ła kolo­nial­ny per­dio­dyk w nakła­dzie 100 tysię­cy egzem­pla­rzy. Jak to było z naszym kolonializmem?

mpesa-pieniadz-mcwilliams

M-pesa: Tak właśnie wygląda postęp

Nigdy nie widzia­łem tyle aktyw­no­ści przed­się­bior­czej, ile obser­wu­ję w każ­dej minu­cie dnia na uli­cach Nairo­bi – mówi irlandz­ki eko­no­mi­sta i pisarz David McWil­liams. A to wszyst­ko dzię­ki afry­kań­skiej nowej for­mie pie­nią­dza: M-pesa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *