Blog Afrykański Kawałek Afryki

Nie wiem, gdzie się zaczynam

7 maja 2021

„Wie­śnia­kom z dnia na dzień naka­za­no nosze­nie kap­ci. Z róż­nych zakąt­ków kra­ju nagle znik­nę­ły, co do jed­nej, wszyst­kie pla­sti­ko­we tor­by”. – W Rwan­dzie z każ­dym dniem robi­ło się ciszej i spo­koj­niej – tak repor­ter opi­su­je kraj, któ­ry pod­niósł się z ludo­bój­stwa, by wpaść w dyktaturę.

Anjan Sun­da­ram, repor­ter, lau­re­at m.in. Nagro­dy Reu­ter­sa szko­li rwan­dyj­skich dzien­ni­ka­rzy w ramach mię­dzy­na­ro­do­wych pro­gra­mów. I obser­wu­je ich dra­mat, gdy kraj sta­cza się w dyk­ta­tu­rę, gdy dzien­ni­kar­stwo upa­da i zaczy­na­ją się prze­śla­do­wa­nia. „Nie wol­no ci patrzeć i pisać. To zaka­za­ne” – sły­szy od policjanta. 

zle-wiesci-anjan-sundaram

Jed­ną ze stu­den­tek Anja­na była Agnes: teraz zosta­ła ska­za­na na 17 (!) lat wię­zie­nia za „pisa­nie – jak dono­si­ła pro­ku­ra­tu­ra – że nie­któ­rzy Rwan­dyj­czy­cy są nie­za­do­wo­le­ni z dzia­łań wło­da­rzy kra­ju”. Książ­ka jest zapi­sem repre­sji (koń­czy ją wie­lo­stro­ni­co­wa lista prze­śla­do­wa­nych dzien­ni­ka­rzy), ale jest też stu­dium osu­wa­nia się całe­go sys­te­mu w fałsz i bez­sil­ność: „Zasło­na fał­szu, któ­rą wła­dze nakry­ły to spo­łe­czeń­stwo, mia­ła moc­ny i gęsty splot”. 

Czające się wszędzie państwo

Gdy pre­zy­dent każe zbu­rzyć tra­dy­cyj­ne cha­ty, kry­te strze­chą, gdyż są sym­bo­lem zaco­fa­nia, wie­lu miesz­kań­ców natych­miast wła­sny­mi ręka­mi nisz­czy swo­je domy, nara­ża­jąc sie­bie i swo­je dzie­ci na cho­ro­by i cier­pie­nie. Repor­ter odwie­dza miesz­kań­ców znisz­czo­nej wsi: „sami to zro­bi­li­śmy (…) Natych­miast – odparł takim tonem, jak­by uwa­żał, że to pyta­nie w ogó­le nie powin­no zostać zada­ne. (…) Nasze cha­ty są zbyt pry­mi­tyw­ne. A nasz kraj jest teraz kra­jem nowo­cze­snym. (…) Powie­dział, że roz­kaz przy­szedł nagle, bez uprze­dze­nia. W cią­gu kil­ku godzin wypro­wa­dził z domu całą rodzi­nę i zerwał dach. W spo­so­bie, w jaki o tym opo­wia­dał, czu­ło się jakąś dumę”.

Jeden z boha­te­rów repor­ta­żu tak tłu­ma­czy bez­wol­ne pod­da­wa­nie się dyk­ta­tu­rze: „W takim kra­ju jak nasz nie wie­my, gdzie koń­czy się pań­stwo, a zaczy­na­my my. – Pod­niósł rękę nad gło­wę, jak­by chciał wska­zać cza­ją­ce się wszę­dzie pań­stwo. – A sko­ro nie wiem, gdzie się zaczy­nam, nie jestem nic wart. Nie mam żad­nych praw. Jak więc mam sądzić, że takie pra­wa ma ktoś inny? Jak sza­no­wać tego inne­go? W tym kra­ju nie wie­my nawet, czy ist­nie­je­my jako ludzie. Nie jeste­śmy jed­nost­ka­mi, a jedy­nie narzę­dzia­mi państwa”.

Świat woli nie widzieć

Zasło­na fał­szu, o któ­rej pisze Anjan, fak­tycz­nie jest moc­na. Repor­ter wspo­mi­na „wycin­ki z dużych zagra­nicz­nych gazet. Były tam same pochwa­ły Rwan­dy – arty­ku­ły o dro­gach, coraz lep­szych sta­ty­sty­kach gospo­dar­czych, popar­ciu dla pre­zy­den­ta wyra­ża­nym przez oca­la­łych z ludo­bój­stwa; i żad­nych wzmia­nek o masa­krach ani repre­sjach”. Repor­ter przy­ta­cza histo­rię, gdy prze­śla­do­wa­ny dzien­ni­karz udał się do amba­sa­dy USA. Nie dostał tam jed­nak schro­nie­nia, lecz został wyda­ny w ręce rwan­dyj­skich władz. 

Produkują strach

Wdzięcz­ność oca­lo­nych wobec pre­zy­den­ta jest towa­rem na sprze­daż. W książ­ce obser­wu­je­my obcho­dy rocz­ni­co­we wyda­rzeń z roku 1994. Tysią­ce zawo­dzą­cych ludzi, ogar­nię­tych zbio­ro­wą histe­rią, wzmac­nia­ną przez widok prze­zro­czy­stych tru­mien z kość­mi ofiar. Dzie­ci uczest­ni­czą­ce w tych uro­czy­sto­ściach ochry­pły od pła­czu. Tłum wył. „Po tych uro­czy­sto­ściach spo­dzie­wa­łem się cze­goś inne­go – spo­łecz­ne­go współ­czu­cia. Tym­cza­sem widzia­łem jedy­nie prze­moc. A za te impre­zy – któ­re zamiast leczyć zbio­ro­we rany, jedy­nie wzma­ga­ły trau­mę – odpo­wie­dzial­ny był pre­zy­dent. (…) Co roku pre­zy­dent orga­ni­zu­je impre­zę, pod­czas któ­rej na sta­dio­nie naro­do­wym gro­ma­dzi tysią­ce ludzi. Poka­zu­je się im fil­my o mor­der­stwach i cały tłum wpa­da w zbio­ro­wy trau­ma­tycz­ny szał. Pre­zy­dent zaś przy­po­mi­na im wszyst­kim, że to wła­śnie on jest ich zbawcą”.

To w takim miej­scach pro­du­ku­ją strach” – pod­su­mo­wu­je jeden z Rwandyjczyków.

(O sile raże­nia poli­ty­ki histo­rycz­nej pisa­łam na przy­kła­dzie RPA tutaj).

Kiga­li Memo­rial Cen­ter, fot. Jen­ny Paul/Wikimedia Commons

Prezydent ogłosił…

Tym­cza­sem pre­zy­dent nie był zbaw­cą. “Pre­zy­dent sprze­ci­wił się wej­ściu do kra­ju sił poko­jo­wych ONZ po mie­sią­cu mają­cej trwać sto dni masa­kry. Pre­zy­dent oba­wiał się, że siły poko­jo­we będą się mie­szać do jego kam­pa­nii woj­sko­wej i unie­moż­li­wią mu prze­je­cie wła­dzy. A moż­na było unik­nąć zabój­stwa tysię­cy ludzi, nie licząc cywi­lów, któ­rych zamor­do­wa­ło pre­zy­denc­kie wojsko”.

Catho­lic Church Geno­ci­de Memo­rial w Nyama­ta, fot. Adam Jones/Wikimedia Commons

Bar­dzo gorz­ki repor­taż, udo­wad­nia­ją­cy, że cuda się nie zda­rza­ją i że po eks­tre­mal­nej prze­mo­cy pro­ces wra­ca­nia do nor­mal­no­ści będzie trwał pokoleniami.

A Anjan Sud­da­ram na ostat­nich stro­nach swo­jej książ­ki pisze tak:

Pre­zy­dent ogło­sił, że w Rwan­dzie pra­sa jest wol­na i dyna­micz­nie się roz­wi­ja”.

Anjan Sundaram, Złe wieści. Ostatni niezależni dziennikarze w Rwandzie, Wyd. Czarne, Wołowiec, 2016

8/10

Podziel się:

Skoro nogi Cię tu przyniosły, to idź krok dalej i wesprzyj naszą pomoc Afryce :)

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on print
Wydrukuj
james-ngugi-chmury-i-lzy

Nie odbiorą mu odwagi

Sam sie­bie tłu­ma­czy na angiel­ski z języ­ka kiku­ju. W tym języ­ku zaczął pisać… w wię­zie­niu. Na papie­rze toa­le­to­wym. Pisał o zbrod­niach kolo­nia­li­zmu, ale też sprze­ci­wiał się wła­dzom nie­pod­le­głej już Kenii. Od lat wymie­nia­ny jako kan­dy­dat do Nobla, w tym roku otrzy­mał nomi­na­cję do Bookera.

andrzej-muszynski-poludnie-czarne

Ropociągów jest tu więcej niż dróg

Gabon: „peł­no tu bogactw: ura­nu, złota, ropy, żela­za, man­ga­nu i szla­chet­ne­go drze­wa. Zagu­bio­ny Eden? Wie­lu to na rękę. (…) To pań­stwo o rekor­do­wym spo­ży­ciu szam­pa­na i pary­skich cenach. (…) Poło­wa lud­no­ści żyje jed­nak w biedzie”.

chigozie-obioma-rybacy

Mogę pisać tylko o Nigerii

Chi­go­zie Obio­ma, uro­dzo­ny w Nige­rii, jako jedy­ny z dwu­nast­ki rodzeń­stwa skoń­czył stu­dia. Mimo że dostał się na stu­dia do Wiel­kiej Bry­ta­nii, odmó­wio­no mu wizy. Miesz­kał i stu­dio­wał na Cyprze, w Tur­cji i w USA. Aktu­al­nie wykła­da na ame­ry­kań­skim uni­wer­sy­te­cie, pisze nomi­no­wa­ne do Booke­ra książ­ki tłu­ma­czo­ne na 30 języ­ków i tra­fia na listy 100 naj­waż­niej­szych inte­lek­tu­ali­stów świata.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.