Blog Afrykański Kawałek Afryki

Gdy pojawia się słowo rasa

1 stycznia 2020

„Mówią o sio­strach, bra­ciach – jak ich topio­no w gno­jów­ce, jak trze­ba było na ich męki patrzeć, z ukry­cia, bez ruchu, szme­ru. Padał deszcz.

I ja powo­li się przy­zwy­cza­jam. Słu­cham i myślę: o czymś bar­dziej okrut­nym już pew­nie nigdy nie usły­szę, nic bar­dziej okrut­ne­go czło­wiek na pew­no wymy­ślić nie zdo­łał. Ale nie. To, o czym sły­szę dzi­siaj, jest niczym wobec tego, o czym usły­szę jutro. To, o czym napi­szę teraz, jest niczym wobec tego, o czym napi­szę później”.

Tochman stawia tezę, z którą czujemy się bardzo źle:

„Sto lat temu, przed sko­lo­ni­zo­wa­niem Rwan­dy, mię­dzy Hutu, Tut­si i Twa nie było waśni, przy­naj­mniej takich, któ­re zasłu­gi­wa­ły­by na zapa­mię­ta­nie. Kie­dy trze­ba było sta­nąć do wal­ki w imię kró­la – wszy­scy wal­czy­li razem. Tak jak razem żyli. Cia­sno, bli­sko. (…) Sto lat przed ludo­bój­stwem pierw­szy bia­ły czło­wiek posta­wił sto­pę na rwan­dyj­skiej zie­mi. (…) Rwan­da prze­szła pod pano­wa­nie Bel­gów. Po krót­kim roze­zna­niu sytu­acji Bel­go­wie zoba­czy­li to, za co Rwan­da zapła­ci apo­ka­lip­są kil­ka­dzie­siąt lat póź­niej. Stwier­dzi­li, że ich maleń­ką kolo­nię zamiesz­ku­ją trzy ple­mio­na: Pig­me­je Twa, nie­licz­ni, nie sta­no­wią żad­ne­go pro­ble­mu; Hutu, czar­ni, praw­dzi­wi i moc­ni Murzy­ni; i pano­wie Tut­si, inte­li­gent­ni, deli­kat­ni, pięk­ni, wpraw­dzie nie bia­li, ale i nie czar­ni. Trze­ba się posta­wić na miej­scu mło­dych rwan­dyj­skich ksią­żąt (są to lata dwu­dzie­ste XX wie­ku). Usły­sze­li, że – w prze­ci­wień­stwie do swo­ich sąsia­dów – nie są czar­nu­cha­mi, i szyb­ko połknę­li ten haczyk: jeste­śmy rasą lep­szą od tych, któ­ry­mi rządzimy.

Poja­wia się sło­wo rasa.

Bel­gij­ski kolo­ni­za­tor dopeł­nił dzie­ła na począt­ku lat trzy­dzie­stych XX wie­ku, kie­dy wpro­wa­dził w Rwan­dzie dowo­dy oso­bi­ste. Ten fakt jest uwa­ża­ny za moment osta­tecz­ne­go podzia­łu. Od tam­tej pory aż do ludo­bój­stwa w roku dzie­więć­dzie­sią­tym czwar­tym każ­dy Rwan­dyj­czyk w swo­je ID miał wpi­sa­ną rasę: Tut­si, Hutu lub Twa”.

Wojciech Tochman, Dzisiaj narysujemy śmierć,
Woj­ciech Toch­man, Dzi­siaj nary­su­je­my śmierć

Dlatego palili ich dowody osobiste

Prze­ma­wia do mnie moty­wa­cja Toch­ma­na do napi­sa­nia wstrzą­sa­ją­cej, dra­stycz­nej i roz­ry­wa­ją­cej ci mózg na kawał­ki książ­ki. W wywia­dzie mówi tak: „Myślę, że nama­wiam ludzi do przej­ścia ze stro­ny spraw­ców na stro­nę ofiar. Bo jeśli nie potra­fisz powie­dzieć dwu­dzie­stu zdań o tym, co się wyda­rzy­ło w Rwan­dzie w 1994 roku, to jesteś po stro­nie spraw­ców. Mor­der­com cho­dzi­ło o zupeł­ne zapo­mnie­nie ofiar, o wyma­za­nie ich z naszej świa­do­mo­ści. Dla­te­go pali­li ich dowo­dy oso­bi­ste i spi­sy lud­no­ści. Podob­nie jak inni mor­der­cy burzy­li mecze­ty w Sre­bre­ni­cy czy pali­li syna­go­gi w Pol­sce. Jeśli nie wiesz, co tam się sta­ło, ilu zabi­to, kto zabi­jał, potwier­dzasz zwy­cię­stwo ludo­bój­ców. Akcep­tu­jesz je. Kat żąda mil­cze­nia, ofia­ra potrze­bu­je naszej pamię­ci” (A. Wój­ciń­ska, Repor­te­rzy bez fik­cji, s. 72).

Lite­rac­ko – majstersztyk. 

Jed­na z naj­lep­szych ksią­żek Toch­ma­na, któ­ry po pew­nej prze­rwie na słab­sze repor­ta­że powró­cił z świet­ną książ­ką o Kam­bo­dży („Pia­nie kogu­tów, płacz psów”, 2019). Na taki powrót stać nie­wie­lu, na taki powrót stać tyl­ko najlepszych.

Woj­ciech Toch­man, Dzi­siaj nary­su­je­my śmierć, wyd. Czar­ne, Woło­wiec 2010

10/10

Podziel się:

Skoro nogi Cię tu przyniosły, to idź krok dalej i wesprzyj naszą pomoc Afryce :)

Facebook
Twitter
Wydrukuj
mpesa-pieniadz-mcwilliams

M-pesa: Tak właśnie wygląda postęp

Nigdy nie widzia­łem tyle aktyw­no­ści przed­się­bior­czej, ile obser­wu­ję w każ­dej minu­cie dnia na uli­cach Nairo­bi – mówi irlandz­ki eko­no­mi­sta i pisarz David McWil­liams. A to wszyst­ko dzię­ki afry­kań­skiej nowej for­mie pie­nią­dza: M-pesa.

kamil-daoud-huryska-recenzja

Głosowanie za przebaczeniem

Moja mała man­da­ryn­ko, woj­na sama się skoń­czy­ła, znu­dzo­na krwią – mówi Aube do swej nie­na­ro­dzo­nej cór­ki po woj­nie domo­wej w Algie­rii w latach 1992-2002. Kolej­na świet­na, choć bole­sna, książ­ka Kami­la Daouda, uro­dzo­ne­go w tym kraju. 

festiwal-conrada-algieria-kamel-daoud

Powojenny układ: amnezja i amnestia

Na pyta­nie, czy trud­no jest być Algier­czy­kiem we Fran­cji, pisarz Kamel Daoud odpo­wia­da prze­wrot­nie: „Trud­no jest być Algier­czy­kiem w Algierii”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *