Blog Afrykański Kawałek Afryki

Najbardziej słuszne prawo Polski?

12 czerwca 2026

Liga Mor­ska i Kolo­nial­na, naj­więk­sza przed­wo­jen­na orga­ni­za­cja poza­rzą­do­wa, zrze­sza­ła milion Pola­ków i wyda­wa­ła kolo­nial­ny per­dio­dyk w nakła­dzie 100 tysię­cy egzem­pla­rzy. Jak to było z naszym kolo­nia­li­zmem?

Naj­bar­dziej słusz­nym pra­wem Pol­ski i nie­odzow­ną dla niej koniecz­no­ścią jest posia­da­nie wła­snych kolo­nij” – wołał pre­zes Ligi, a za nim inni. Skąd się bra­ły te hasła? – na to pyta­nie sta­ra się odpo­wie­dzieć histo­ryk, Grze­grorz Łyś w książ­ce „Bzik tro­pi­kal­ny. II Rzecz­po­spo­li­tej przy­pad­ki zamorskie”.

bzik-kolonialny-recenzja

Po zakoń­cze­niu Wiel­kiej Woj­ny nie­miec­kie kolo­nie w Afry­ce prze­szły pod man­dat mię­dzy­na­ro­do­wy. Zaraz, bo w 1919 r., poja­wi­ły się w pol­skiej prze­strze­ni publicz­nej żąda­nia kolo­nii w Kame­ru­nie jako zadość­uczy­nie­nia za brak repa­ra­cji i nakład Pola­ków w roz­wój kolo­nii, jesz­cze w ramach cesarstwa.

Pol­ski kolo­nia­lizm mógł więc być odpo­wie­dzią na rewi­zjo­nizm Niem­ców, gdy ci cią­gle się o upo­mi­na­li o swo­je sta­re kolonie.

Mógł być też reak­cją na odzy­ska­nie nie­pod­le­gło­ści i widze­nie kolo­nii jako czę­ści pol­skie­go pra­wa do pań­stwo­wo­ści, któ­ra wów­czas w wie­lu mocar­stwach koja­rzy­ła się z posia­da­niem kolonii.

Nie­za­leż­nie od przy­czy­ny mię­dzy­wo­jen­ny pol­ski ruch kolo­nial­ny to jeden z przy­kła­dów zbio­ro­wej ilu­zji, bra­ku reali­zmu oraz potę­gi propagandy. 

Dzień kolo­nii mor­skich zor­ga­ni­zo­wa­ny przez Ligę Mor­ską i Kolo­nial­ną w Kra­ko­wie, 1939 (fot. NAC)

Poja­wi­ły sie pomy­sły, by pro­ble­my mło­de­go pań­stwa roz­wią­zać za pomo­cą zdo­by­cia kolonii.

Ludzie zbędni

Galo­pu­ją­cy przy­rost natu­ral­ny i prze­lud­nie­nie pol­skich wsi było bolącz­ką, gene­ru­ją­cą bez­ro­bo­cie i bie­dę. Poja­wi­ło się poję­cie „ludzi zbęd­nych”, któ­rym okre­śla­no kil­ka milio­nów ludzi, dla któ­rych nie było pra­cy w rol­nic­twie na kar­ło­wa­tych gospo­dar­stwach (poni­żej pię­ciu hek­ta­rów). Postu­lo­wa­no, by to roz­wią­zać, wysy­ła­jąc pol­skich kolo­ni­stów za morze. Kurier pisał że „łatwo osią­gnąć tysią­ce dola­rów czy­ste­go zysku rocz­ni”” z euka­lip­tu­sów czy kawy.

Osad­nic­two w Ame­ry­ce Połu­dnio­wej zakoń­czy­ło się spek­ta­ku­lar­ną, wręcz gro­te­sko­wą, klę­ską. Pró­by w Bra­zy­lii czy Peru (osie­dlo­no nie wię­cej niż pół­to­ra tysią­ca osób) zakoń­czy­ły się regu­lar­ny­mi zajaz­da­mi. Te pro­jek­ty to mrzon­ki – wyjeż­dża­li tam ludzie jak po przy­go­dę, bez żad­nych doświad­czeń w rolnictwie.

Świece bez knotów, cylindry bez ronda

Barie­ry w dostę­pie do złóż, barie­ry cel­ne, woj­ny han­dlo­we, odgór­nie wyzna­cza­ne kon­tyn­gen­ty, zły bilans han­dlo­wy – te pro­ble­my też według nie­któ­rych mogły roz­wią­zać kolo­nie, dostar­cza­jąc nie­zbęd­nych pro­duk­tów pro­sto z tere­nów zamor­skich, któ­re mia­ły być ryn­kiem zby­tu pol­skich pro­duk­tów. Skoń­czy­ło się na maso­wym eks­por­cie uży­wa­nych i nie­spraw­nych rze­czy do kra­jów afry­kań­skich, jak: świe­ce bez kno­tów, cylin­dry bez ron­da, ubra­nia nie­na­da­ją­ce się do użytku. 

Sły­szal­ne sta­ły się też gło­sy ludzi zwią­za­nych  z ende­cją, wiesz­czą­ce, że cze­ka nas los paria­sów w Euro­pie, stąd nie­zbęd­ny nacisk na dziet­ność Pola­ków oraz roz­wią­za­nie „kwe­stii żydow­skiej”. Poza rasi­zmem skie­ro­wa­nych prze­ciw mniej­szo­ści żydow­skiej, w tych śro­do­wi­skach, jak rów­nież w mie­sięcz­ni­ku „Morze” poja­wi­ły się tezy np. o „wie­lo­wie­ko­wym letar­gu M* [nie chcę tu uży­wać tzw. em word], „leni­wych i trud­nych do pro­wa­dze­nia M*”.

bzik-kolonialny-grzegorz-lys-recenzja

„Polska” Afryka

Wpływ na pol­skie wyobra­że­nia o Afry­ce mia­ła twór­czość Hen­ry­ka Sien­kie­wi­cza, zwłasz­cza W pusty­ni i w pusz­czy oraz Listy z Afry­ki. W swo­ich rela­cjach Sien­kie­wicz opi­sy­wał moment, gdy pań­stwa euro­pej­skie dzie­li­ły mię­dzy sie­bie Afry­kę. Nie wie­rzył, że na kon­ty­nen­cie powsta­ną sil­ne, nie­za­leż­ne pań­stwa na wzór Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Jed­no­cze­śnie w listach dostrze­gał bru­tal­ny wyzysk i nie­spra­wie­dli­wo­ści zwią­za­ne z kolonializmem.

Polski Karol May

Ogrom­ną popu­lar­no­ścią cie­szy­ła się rów­nież lite­ra­tu­ra podróż­ni­cza Fer­dy­nan­da Ossen­dow­skie­go, któ­re­go książ­ki osią­gnę­ły łącz­ny nakład oko­ło 80 milio­nów egzem­pla­rzy. Nazy­wa­ny bywał „pol­skim Karo­lem May­em”. W jego twór­czo­ści czę­sto poja­wia­ły się ste­reo­ty­po­we i rasi­stow­skie przed­sta­wie­nia lud­no­ści afry­kań­skiej, a tak­że pochwa­ły euro­pej­skich kolo­ni­za­to­rów. Pisał np. o „męczeń­skim życiu Fran­cu­zów, nio­są­cych chrześcijaństwo”. 

Popu­lar­ność zdo­by­wa­ły rów­nież sen­sa­cyj­ne opo­wie­ści o kani­ba­li­zmie, któ­re utrwa­la­ły pełen uprze­dzeń obraz Afryki.

Arkady Fiedler: przeciw koloniom

Podob­ne ten­den­cje moż­na odna­leźć w znacz­nej czę­ści pol­skiej lite­ra­tu­ry podróż­ni­czej okre­su mię­dzy­wo­jen­ne­go, któ­ra czę­sto repro­du­ko­wa­ła kolo­nial­ne i rasi­stow­skie sche­ma­ty myślenia. 

Na tym tle wyróż­niał się Arka­dy Fie­dler. Choć w 1938 roku udał się na Mada­ga­skar z misją zwią­za­ną z pol­skim Mini­ster­stwem Spraw Zagra­nicz­nych, pre­zen­to­wał znacz­nie bar­dziej otwar­te podej­ście do miesz­kań­ców kolo­nii. Pod­kre­ślał, że na Mada­ga­ska­rze nie ist­nie­je żad­na natu­ral­na wyż­szość bia­łych ludzi. Kry­tycz­nie odno­sił się rów­nież do pol­skich pro­jek­tów kolo­nial­nych i nie podzie­lał rasi­stow­skich poglądów.

bzik-kolonialny-grzegorz-lys-recenzja
fot. Pau­li­na Salamaga

Relacje Polski z Liberią

Libe­ria była wyjąt­ko­wym pań­stwem w Afry­ce – powsta­ła w XIX wie­ku jako nie­pod­le­głe pań­stwo, zało­żo­ne przez wyzwo­lo­nych nie­wol­ni­ków ze Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Osad­ni­cy sta­no­wi­li zale­d­wie kil­ka pro­cent lud­no­ści kra­ju (od 15 do 20 tysię­cy osób), jed­nak spra­wo­wa­li peł­nię wła­dzy. Rzą­dzi­li przy tym twar­dą ręką, a bun­ty miej­sco­wej lud­no­ści były tłu­mio­ne przy wspar­ciu ame­ry­kań­skiej floty.

W 1934 roku pod­pi­sa­no pol­sko-libe­ryj­ską umo­wę gospo­dar­czą, któ­rą część obser­wa­to­rów uzna­ła za pierw­szą w Afry­ce umo­wę kolo­nial­ną zawar­tą for­mal­nie na zasa­dach rów­no­ści mię­dzy part­ne­ra­mi. Prze­wi­dy­wa­ła ona m.in. moż­li­wość zakła­da­nia przez Pola­ków do pięć­dzie­się­ciu plan­ta­cji, korzyst­ne warun­ki han­dlo­we, niż­sze ceny zaku­pu zie­mi, pra­wo do żeglu­gi po rze­kach oraz utwo­rze­nie stre­fy wolnocłowej. 

Zarów­no w Libe­rii, jak i za gra­ni­cą umo­wa wywo­ła­ła jed­nak kon­tro­wer­sje. Kry­ty­ko­wa­no m.in. zbyt libe­ral­ne podej­ście do lokal­nych miesz­kań­ców. Szcze­gól­ne emo­cje budził taj­ny aneks do poro­zu­mie­nia. Zakła­dał on, że Pol­ska będzie wspie­rać ochro­nę gra­nic Libe­rii, a w przy­pad­ku woj­ny mogła­by rekru­to­wać na jej tery­to­rium nawet 100 tysię­cy żoł­nie­rzy. Pla­ny te nigdy nie zosta­ły jed­nak zrealizowane.

W prak­ty­ce han­del roz­wi­jał się sła­bo – do Libe­rii dotarł jedy­nie jeden pol­ski sta­tek han­dlo­wy. Naj­więk­szym suk­ce­sem oka­za­ła się sprze­daż bro­ni rzą­do­wi libe­ryj­skie­mu. War­tość trans­ak­cji wynio­sła oko­ło pół milio­na zło­tych, co odpo­wia­da­ło mniej wię­cej jed­nej pią­tej rocz­ne­go budże­tu pań­stwa liberyjskiego. 

bzik-kolonialny-grzegorz-lys-recenzja
fot. Ber­na­det­ta Gutkowska

Z cza­sem idea zdo­by­cia kolo­nii coraz czę­ściej łączy­ła się z pomy­sła­mi maso­wej emi­gra­cji Żydów z Pol­ski na Mada­ga­skar. Lata 1935–1936 przy­nio­sły falę anty­ży­dow­skich wystą­pień i krwa­wych zajść w kra­ju. Coraz gło­śniej mówio­no o „odży­dza­niu” Pol­ski. Fran­cu­scy poli­ty­cy dawa­li do zro­zu­mie­nia, że na Mada­ga­ska­rze mogła­by osie­dlić się ogra­ni­czo­na licz­ba żydow­skich osad­ni­ków. Pada­ły pro­po­zy­cje prze­sie­dle­nia nawet pół­to­ra milio­na osób nie tyl­ko na Mada­ga­skar, ale tak­że do Kana­dy, Austra­lii, Rode­zji czy Angoli.

Ponad stu posłów zwią­za­nych z obo­zem rzą­dzą­cym pod­pi­sa­ło inter­pe­la­cję doty­czą­cą maso­wej emi­gra­cji żydowskiej.

Madagaskar dla Polaków

W 1937 roku na wyspę ruszy­ła eks­pe­dy­cja Ligi Mor­skiej i Kolo­nial­nej oraz przed­sta­wi­cie­li żydow­skich orga­ni­za­cji emi­gra­cyj­nych. Jej zada­niem było spraw­dze­nie, czy Mada­ga­skar rze­czy­wi­ście nada­je się do osad­nic­twa. Wyni­ki oka­za­ły się roz­cza­ro­wu­ją­ce. Komi­sja uzna­ła, że oko­ło dzie­więć­dzie­się­ciu pro­cent wyspy sta­no­wią tere­ny mało przy­dat­ne dla rol­nic­twa. Mimo to powsta­wa­ły ambit­ne pro­jek­ty. Zakła­da­no pię­cio­mi­lio­no­we inwe­sty­cje, utwo­rze­nie pol­skiej poli­cji kolo­nial­nej i osie­dle­nie znacz­nej licz­by emi­gran­tów żydow­skich (15 proc. lud­no­ści mie­li sta­no­wić osad­ni­cy żydow­scy). Żaden z tych pla­nów nie został jed­nak zrealizowany.

Podej­ście zmie­ni­ły repor­ta­że Arka­de­go Fie­dle­ra z Mada­ga­ska­ru. Pisarz opi­sy­wał wyspę z dużym entu­zja­zmem, pod­kre­śla­jąc jej walo­ry i moż­li­wo­ści roz­wo­ju. W efek­cie część naro­dow­ców zmie­ni­ła sta­no­wi­sko. Hasło “Żydzi na Mada­ga­skar” zamie­nio­no na: „Mada­ga­skar dla Pola­ków” i „Żydzi do Palestyny”.

bzik-kolonialny-grzegorz-lys-recenzja
fot. Pau­li­na Salamaga

Australia, Patagonia a może Kamerun

War­to wspo­mnieć, że Pol­skie ambi­cje kolo­nial­ne się­ga­ją cza­sów zabo­rów i obej­mo­wa­ły pro­jek­ty two­rze­nia „Nowej Pol­ski” poza Euro­pą, m.in. kon­cep­cję Weresz­czyń­skie­go po klę­sce powsta­nia stycz­nio­we­go, któ­ry postu­lo­wał utwo­rze­nie osa­dy w Austra­lii. Inni suge­ro­wa­li Patagonię. 

Słyn­na była eks­pe­dy­cja z koń­ca XIX w. Ste­fa­na Szolc-Rogo­ziń­skie­go do Kame­ru­nu, gdzie doko­na­no zaku­pów zie­mi za kora­li­ki i per­kal, uzy­sku­jąc oko­ło 30 km² tere­nu pod przy­szłą pla­ców­kę, jed­nak przed­się­wzię­cie zakoń­czy­ło się w wyni­ku rywa­li­za­cji mocarstw euro­pej­skich, a Pola­cy opo­wie­dzie­li się po stro­nie Bry­tyj­czy­ków. Wypra­wa Rogo­ziń­skie­go przy­nio­sła jed­nak efek­ty nauko­we w posta­ci badań nad fau­ną, flo­rą oraz kulturą.

maurycy-beniowski
Mau­ry­cy Beniow­ski, ryc. z: “Tygo­dnik Ilu­stro­wa­ny”, 1864, Alek­san­der Regul­ski. Za: Wiki­me­dia Commons

Osob­ne miej­sce w książ­ce „Bzik tro­pi­kal­ny” ma Mau­ry­cy Beniow­ski, pol­sko-węgier­ski szlach­cic i podróż­nik XVIII wie­ku. Zasły­nął jako uczest­nik kon­fe­de­ra­cji bar­skiej i zesła­niec na Kam­czat­kę, skąd zdo­łał zor­ga­ni­zo­wać bra­wu­ro­wą uciecz­kę. Po prze­ję­ciu kon­tro­li nad czę­ścią rosyj­skiej pla­ców­ki wraz z inny­mi zesłań­ca­mi zdo­był sta­tek i roz­po­czął podróż przez Pacy­fik. Dotarł m.in. do Japo­nii, Makau, Taj­wa­nu i Francji.

W popu­lar­nym uję­ciu ma on sła­wę podróż­ni­ka i odkryw­cy, nato­miast był awan­tur­ni­kiem, sto­su­ją­cym przemoc.

maurycy-beniowski
Podró­że Beniow­skie­go, za: Wiki­me­dia Commons

Pró­bo­wał zain­te­re­so­wać wła­dze fran­cu­skie swo­imi pla­na­mi kolo­nial­ny­mi i pro­jek­ta­mi osad­ni­czy­mi na Mada­ga­ska­rze.

Niedoszły „król Madagaskaru”

Beniow­ski wylą­do­wał na wyspie we fran­cu­skim mun­du­rze, gdzie poko­nał Saka­la­wów, zbu­do­wał dwa for­ty, zało­żył nową sto­li­cę i orga­ni­zo­wał podział zie­mi dla kolonistów.

Wyko­rzy­sty­wał przy tym tysią­ce nie­wol­ni­ków oraz sto­so­wał bru­tal­ne kary.

Mimo tych dzia­łań został uzna­ny przez część spo­łecz­no­ści mal­ga­skich za przy­wód­cę – w zgro­ma­dze­niu liczą­cym oko­ło 30 tysię­cy osób wodzo­wie mie­li skła­dać mu hołd, a według póź­niej­szych rela­cji miał zostać ogło­szo­ny „cesa­rzem” jako poto­mek legen­dar­nych władców.

Osta­tecz­nie kon­flikt z Fran­cu­za­mi dopro­wa­dził do jego oba­le­nia i śmierci.

W sto­li­cy kra­ju, Anta­na­na­ry­wie, znaj­du­je się jego pomnik oraz uli­ca jego imie­nia (Rue Beny­ow­ski), jako wyraz nadziei pokła­da­nych w nie­go, by chro­nił kraj przed Francuzami.

Grze­gorz Łyś, Bzik kolo­nial­ny: II Rzecz­po­spo­li­tej przy­pad­ki zamor­skie, Wydaw­nic­two W.A.B., 2023

7/10

Podziel się:

Skoro nogi Cię tu przyniosły, to idź krok dalej i wesprzyj naszą pomoc Afryce :)

Facebook
Twitter
Wydrukuj
mpesa-pieniadz-mcwilliams

M-pesa: Tak właśnie wygląda postęp

Nigdy nie widzia­łem tyle aktyw­no­ści przed­się­bior­czej, ile obser­wu­ję w każ­dej minu­cie dnia na uli­cach Nairo­bi – mówi irlandz­ki eko­no­mi­sta i pisarz David McWil­liams. A to wszyst­ko dzię­ki afry­kań­skiej nowej for­mie pie­nią­dza: M-pesa.

kamil-daoud-huryska-recenzja

Głosowanie za przebaczeniem

Moja mała man­da­ryn­ko, woj­na sama się skoń­czy­ła, znu­dzo­na krwią – mówi Aube do swej nie­na­ro­dzo­nej cór­ki po woj­nie domo­wej w Algie­rii w latach 1992-2002. Kolej­na świet­na, choć bole­sna, książ­ka Kami­la Daouda, uro­dzo­ne­go w tym kraju. 

festiwal-conrada-algieria-kamel-daoud

Powojenny układ: amnezja i amnestia

Na pyta­nie, czy trud­no jest być Algier­czy­kiem we Fran­cji, pisarz Kamel Daoud odpo­wia­da prze­wrot­nie: „Trud­no jest być Algier­czy­kiem w Algierii”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *