Blog Afrykański Kawałek Afryki

To nie były nasze wojny

15 października 2020

„W Soma­lii wszyst­ko wyda­rza się wcze­śniej. Mał­żeń­stwo, dzie­ci, pierw­sza pra­ca, woj­na i śmierć”.

konrad_piskala_dryland

Abdul­ka­dir na ochot­ni­ka poszedł do sie­ro­ciń­ca. To było lep­sze niż głód. A już na pew­no dla etiop­skie­go chłop­ca, któ­re­go mat­ka zosta­ła zmu­szo­na do porzu­ce­nia go, gdy miał zale­d­wie roczek. Któ­re­go ojciec umarł, gdy chło­piec miał lat osiem. Abdul­ka­dir już wów­czas miał wiel­kie pla­ny: chciał zostać mini­strem a nawet pre­zy­den­tem. I to marze­nie pcha­ło go przez kolej­ne gra­ni­ce, prze­kra­cza­ne na pie­cho­tę, by się uczyć, by stu­dio­wać. Kenia, Sudan, wresz­cie Jemen. 2000 km na pie­cho­tę. W Suda­nie stu­dio­wał histo­rię, któ­rą potem wykła­dał w Jeme­nie. Do Pol­ski tra­fił w roku 1989, by zostać pierw­szym Afry­ka­ni­nem ze sta­tu­sem uchodź­cy. Na Chmiel­nej w War­sza­wie, już jako pre­zes Fun­da­cji dla Soma­lii, spo­ty­ka się z repor­te­rem Kon­ra­dem Piska­łą, by opo­wie­dzieć mu swo­ją histo­rię, a potem zabrać go do Somalii.

O takim życiu mówi się: „fil­mo­we”, mówi się: „goto­wy mate­riał na film”. Nie­ste­ty, rok po wyda­niu tej książ­ki Abdul­ka­dir już nie żył. Został zabi­ty w zama­chu ter­ro­ry­stycz­nym w Moga­di­szu, któ­ry odwie­dził przez pla­no­wa­nym star­tem w wybo­rach pre­zy­denc­kich w tym kra­ju. Według son­da­ży miał 70 proc. poparcia.

Tu kawa­łek roz­mo­wy z Abdul­ka­di­rem w cza­sie wie­czo­ru autor­skie­go „Dry­lan­du”:

Abdul­ka­dir jest wio­dą­cym boha­te­rem książ­ki Piska­ły, ale ten repor­taż ma też innych bohaterów. 

Asli Has­san Ali z Moga­di­szu mówi tak: „Mia­łam osiem lat, gdy stra­ci­łam ojca. Na mojej uli­cy żad­na dziew­czyn­ka nie mia­ła taty, więc się nawet nie zdzi­wi­łam, że i mój umarł. (…) Nie mie­li­śmy domu. Był nie­po­trzeb­ny, bo kie­dy kla­ny jed­ne­go dnia wal­czy­ły w jed­nej dziel­ni­cy, to prze­no­si­li­śmy się innej, a gdy i tam zaczy­na­ły spa­dać bom­by, rusza­li­śmy dalej. (…) Dla mnie nie mia­ło zna­cze­nia, kto będzie rzą­dził, bo zwy­czaj­ny czło­wiek i tak nie wie, kto do nie­go strze­la ani jacy mar­twi żoł­nie­rze leżą na uli­cy. To nie były nasze wojny”. 

Wojna w sandałach i japonkach

A tak, poetyc­ko, repor­ter opi­su­je samo Moga­di­szu: „W powie­trzu czuć sól. Uli­ce są miej­sca­mi peł­ne ludzi. To nie jest mia­sto wid­mo, jakie­go się spo­dzie­wa­łem. To żywy, falu­ją­cy oce­an. Tłum krzy­czy, han­dlu­je. Na jezd­ni par­ku­je samo­chód przy samo­cho­dzie. Sprze­da­ją­cy arbu­zy toczą dwu­kół­ki, prze­py­cha­ją się obok land rove­rów, a potem jak­by mie­li­zny i pust­ka, pra­wie żad­ne­go czło­wie­ka. Tyl­ko posta­cie z bro­nią, męż­czyź­ni ubra­ni po cywil­ne­mu w pół­bu­tach albo w chiń­skich klap­kach, wska­zu­ją ręką, dokąd nale­ży skrę­cić. Woj­na w Soma­lii toczy się przede wszyst­kim w san­da­łach i japonkach”.

Ten brak zdzi­wie­nia Asli i dosto­so­wa­nie się mia­sta do woj­ny zda­ją się udzie­lać i repor­te­ro­wi: „Kie­dy wró­ci­łem do Pol­ski i odsłu­chi­wa­łem ten wywiad, w tle nagle roz­le­gły się strza­ły. Dłu­gie serie z kara­bi­nu maszy­no­we­go. Pamię­tam, roz­ma­wia­li­śmy dalej, jak­by nic się nie sta­ło. Wte­dy wyda­wa­ło mi się, że to nic groź­ne­go. Że to strze­la­nie jest czymś natu­ral­nym, zja­wi­skiem przy­ro­dy, czę­ścią dźwię­ków mia­sta. Rów­nie zwy­czaj­nych jak u nas szum prze­jeż­dża­ją­cych samo­cho­dów albo raczej dźwięk karet­ki na sygnale”.

Czuć, że repor­te­ra bar­dziej niż serie z kara­bi­nu z rów­no­wa­gi wytrą­ca­ją histo­rie, któ­re sły­szy. Jak ta:

Uchodź­cy cały­mi rodzi­na­mi opusz­cza­ją­cy swo­je wsie nie zda­ją sobie spra­wy z nie­bez­pie­czeństw. W trak­cie podró­ży tra­cą wszyst­ko. Naj­pierw pie­nią­dze i doby­tek, bo wie­lu z nich zosta­je obra­bo­wa­nych przez gra­su­ją­ce ban­dy. Pada­ją ich zwie­rzę­ta. Następ­nie umie­ra­ją nie­mow­lę­ta i naj­młod­sze dzie­ci. Nie­rzad­ko do ośrod­ka w Lim­boi, leżą­ce­go zale­d­wie osiem­na­ście kilo­me­trów od gra­ni­cy, kobie­ty przy­no­si­ły na ple­cach zawi­nię­te w chu­s­ty mar­twe nowo­rod­ki. Pyta­ne przez pra­cow­ni­ków orga­ni­za­cji huma­ni­tar­nych, dla­cze­go ich nie zosta­wi­ły, odpo­wia­da­ły, że nie mia­ły sił się zatrzymać”.

Konrad Piskała, Dryland, WAB, Warszawa, 2014

8/10

konrad_piskala_dryland

PS

Kon­rad Piska­ła prze­ka­zał na potrze­by naszej Fun­da­cji swo­je zdję­cia repor­ter­skie, któ­re moż­na zoba­czyć np. tutaj czy tutaj 🙂 Pięk­ne! Dziękujemy!

Podziel się:

Skoro nogi Cię tu przyniosły, to idź krok dalej i wesprzyj naszą pomoc Afryce :)

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on print
Wydrukuj
james-ngugi-chmury-i-lzy

Nie odbiorą mu odwagi

Sam sie­bie tłu­ma­czy na angiel­ski z języ­ka kiku­ju. W tym języ­ku zaczął pisać… w wię­zie­niu. Na papie­rze toa­le­to­wym. Pisał o zbrod­niach kolo­nia­li­zmu, ale też sprze­ci­wiał się wła­dzom nie­pod­le­głej już Kenii. Od lat wymie­nia­ny jako kan­dy­dat do Nobla, w tym roku otrzy­mał nomi­na­cję do Bookera.

andrzej-muszynski-poludnie-czarne

Ropociągów jest tu więcej niż dróg

Gabon: „peł­no tu bogactw: ura­nu, złota, ropy, żela­za, man­ga­nu i szla­chet­ne­go drze­wa. Zagu­bio­ny Eden? Wie­lu to na rękę. (…) To pań­stwo o rekor­do­wym spo­ży­ciu szam­pa­na i pary­skich cenach. (…) Poło­wa lud­no­ści żyje jed­nak w biedzie”.

chigozie-obioma-rybacy

Mogę pisać tylko o Nigerii

Chi­go­zie Obio­ma, uro­dzo­ny w Nige­rii, jako jedy­ny z dwu­nast­ki rodzeń­stwa skoń­czył stu­dia. Mimo że dostał się na stu­dia do Wiel­kiej Bry­ta­nii, odmó­wio­no mu wizy. Miesz­kał i stu­dio­wał na Cyprze, w Tur­cji i w USA. Aktu­al­nie wykła­da na ame­ry­kań­skim uni­wer­sy­te­cie, pisze nomi­no­wa­ne do Booke­ra książ­ki tłu­ma­czo­ne na 30 języ­ków i tra­fia na listy 100 naj­waż­niej­szych inte­lek­tu­ali­stów świata.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.