
Widziałem narodziny świata
„Miałem szczęście, że byłem świadkiem historii, która się staje, kształtuje” – pisał Kapuściński. Miał na myśli narodziny „Trzeciego Świata”.

„Miałem szczęście, że byłem świadkiem historii, która się staje, kształtuje” – pisał Kapuściński. Miał na myśli narodziny „Trzeciego Świata”.

“Przy tej robocie czuliśmy, że żyjemy. Nie baliśmy się, że wyczerpią nas gonitwy na bagnach, a jeśli komuś w tej robocie dopisywało szczęście, był naprawdę radosny. Porzuciliśmy zasiewy, motyki i całą resztę. Nie rozmawialiśmy już z sobą o uprawach. Troski nas opuściły” - mówili sprawcy. Był rok 1994 w Rwandzie.

“W roku 1994, od godziny jedenastej w poniedziałek 11 kwietnia do czternastej w sobotę 14 maja, około pięćdziesięciu tysięcy z pięćdziesięciu dziewięciu tysięcy miejscowych Tutsi zginęło od maczety na wzgórzach powiatu Nyamata w Rwandzie z rąk (…) Hutu, którzy zabijali codziennie od godziny dziewiątej trzydzieści do godziny szesnastej”.

A co, jeśli bogactwo prowadzi do biedy? Brytyjski reporter pisze o tym, jak bogactwa Afryki typu ropa, złoto czy diamenty stały się przekleństwem kontynentu. I jak trwa to do dziś.

Nie mam munduru, bo jestem za mały – mówi Agu, dziecko-żołnierz, bohater książki “Bestie znikąd”, brawurowo sfilmowanej (do obejrzenia na Netflix). „Wiemy tyle, że przed wojną byliśmy dziećmi, a teraz nie jesteśmy”.

W 2008 r. Rwanda została pierwszym krajem świata w większości rządzonym przez kobiety. Czy kobieca wrażliwość zdołała doprowadzić do pojednania?

„W Somalii wszystko wydarza się wcześniej. Małżeństwo, dzieci, pierwsza praca, wojna i śmierć”.

„W lakonicznym komunikacie prezydenta, wygłoszonym tak, jakby to była prognoza pogody, zapowiadano uwolnienie pierwszej grupy czterdziestu tysięcy więźniów skazanych za akty ludobójstwa, z sześciu więzień w kraju”. Hatzfeld wraca do Rwandy kilkanaście lat po ludobójstwie i pyta, czy pojednanie jest możliwe.

Peter Godwin miał sześć lat, gdy zobaczył ciało zamordowanego sąsiada. Opisuje swoje dzieciństwo i młodość na tle upadku Rodezji, a z nią brytyjskiego kolonializmu, a potem powstania Republiki Zimbabwe.

Serial o ludobójstwie – brzmi źle. A to bardzo dobry serial. Odważny, treściwy, bezlitośnie szczery. Z wyrazistą bohaterką. Po prostu: jakość BBC:)

„Z niepodległą Angolą to już będzie cały kontynent” – mówi bohater filmu „Jeszcze dzień życia”. Polecamy film i książkę o narodzinach nowej, niepodległej Afryki. Fascynujący czas, fascynujący reporter.

Dwa filmy o Rwandzie w roku 1994. Jeden (Hotel Ruanda) da pocieszenie, że można coś ocalić – nawet w piekle. Drugi (Czasem w kwietniu) odziera z wszelkich złudzeń.

Mali bohaterowie filmu o wojnie domowej w Sudanie pytają: „Dlaczego dorośli zaczęli ten chaos?”. Wezwani do odpowiedzi, owszem, tłumaczą przyczyny wojny, ale najbardziej przekonuje wytłumaczenie dzieci: „Dorośli są głupi”. Lokain i Wilson czynią gorzki zarzut: „Wy, dorośli, naprawdę nawaliliście”.

Syn próbuje poradzić sobie z tęsknotą za ojcem. Matka tłumaczy jego nieobecność koniecznością pracy — dlatego, że ojciec ich kocha. Dziecko pyta więc: „Tato, jeśli mówisz, że nas kochasz i że Bóg nas kocha, czy to znaczy, że ludzie, którzy nas kochają, zawsze są daleko?” Polecam wzruszający film z Nigerii.

Moja mała mandarynko, wojna sama się skończyła, znudzona krwią – mówi Aube do swej nienarodzonej córki po wojnie domowej w Algierii w latach 1992-2002. Kolejna świetna, choć bolesna, książka Kamila Daouda, urodzonego w tym kraju.

W przeddzień wybuchu II wojny do ówczesnej brytyjskiej Kolonii Kenii przyjeżdża żydowska rodzina Redlichów, uciekając przed nazistowskimi prześladowaniami.

Ćwierć wieku po klasycznym już “Helikopterze w ogniu” Ridley Scott wyprodukował serial dokumentalny o bitwie o Mogadiszu. Tym razem głosu udzielił obu stronom konfliktu.

Dobrze, że powstał film „Królowa wojownik” – i to z wielu powodów. Pierwszym jest frajda z oglądania epickiego obrazu w odchodzącym już stylu, a drugim jest poruszenie w filmie takich tematów jak udział afrykańskich handlarzy w międzynarodowym rynku niewolników oraz podkreślenie sprawczości kobiet.

Matka afrykańskiego kina, żona jednego z ojców angolskiej niepodległości, nakręciła film o walce z portugalskim kolonizatorem. Demaskujący brutalność reżimu obraz został wpuszczony do kin dopiero po Rewolucji goździków.

To książka powstała z wkurzenia: „Zbyt długo Afryka była uważana za synonim biedy, konfliktów, korupcji, wojen domowych i wielkich przestrzeni jałowej czerwonej ziemi, gdzie pleni się jedynie nędza”. I jest to słuszny gniew.

Siłą filmu jest zdeterminowany główny bohater, który jednak nie jest postacią jednoznaczną. Młody etnolog z Berlina w czasach najciemniejszego kolonializmu jedzie do Afryki wraz z ekspedycją wojenną. Ma prowadzić badania. Przyciąga go tam jednak coś innego. A raczej ktoś inny.

Piskała nie jest prorokiem, ale jest bystrym obserwatorem. Przewidział to, co (kilka lat po wydaniu jego książki) dzieje się teraz w Sudanie: “W Afryce wojny się nie kończą, one przygasają, tlą się, aby nagle ogarnąć pół kraju albo kraj sąsiedni czy nawet terytorium kilku państw. To dalszy ciąg tej samej pełzającej wojny”.

Początki ideologii nazizmu miały miejsce w XIX w. Ludobójstwo Herero i Nama w koloniach Cesarstwa Niemieckiego było pierwszą odsłoną rasistowskich zbrodni.

Wyśmienity polski film “Ptaki śpiewają w Kigali” pokazuje, jak dwie straumatyzowane ludobójstwem kobiety zarówno mogą, jak i nie mogą pomóc sobie nawzajem. Jak potrafią i nie potrafią się zrozumieć. Jak się przyciągają i odpychają. I że jest w tym tyle samo agresji i autoagresji, co współczucia i miłości.