Na pytanie, czy trudno jest być Algierczykiem we Francji, pisarz Kamel Daoud odpowiada przewrotnie: „Trudno jest być Algierczykiem w Algierii”.
Człowiek się męczy
„Człowiek sie męczy” – tak kwituje pisarz. I opowiada o dyktaturze, która reguluje w sposób arbitralny najmniejsze szczegóły. A przy tym nic nie jest określone w prawie, “nic nie jest klarowne, absolutnie zakazane czy absolutnie dozwolone”. To kraj pełen przemocy, w którym w więzieniach siedzą więźniowie polityczni, aresztowani są pisarze, piosenkarze – z wyrokami po 20-30 lat. Reżimowa władza kontroluje wymiar sprawiedliwości, kulturę, media, szkolnictwo.
Talibowie wydali prawo zakazujące kobietom mówienia głośno w przestrzeni publicznej. Daoud czyni zarzut swojej kulturze: jak chcecie mieć prosperitę, gdy kobiety są zamknięte? Jeśli kobiety są bite, jak mają wychowywać szczęśliwe dzieci?. Pisarz przyznaje, że “zdrowie społeczeństw mierzy ich stosunkiem do kobiet”.

Dziś serdecznie polecam rozmowę z Kamelem Daoudem, którą przeprowadziła Ludwika Włodek podczas Conrad Festival. Tego autora znacie ze “Sprawy Mersaulta” oraz właśnie wydanej “Huryski”. Jest laureatem Nagrody Gouncourtów, ale i przedmiotem ataków, jego książki są zakazane w Algierii. Wokół inspiracji do “Huryski” mnożą się pytania, czy historia pewnej kobiety nie została wykorzystana przez autora w nieetyczny sposób.

Nigdy nie poprosili o przebaczenie
Podczas rozmowy pisarz wrócił do jednej z najboleśniejszych kart najnowszej historii Algierii – wojny domowej z lat 1992–2002, która pochłonęła około 150 tysięcy ofiar. Zakończyła się porozumieniem między islamistami a państwem. Zawarto układ: amnezja i amnestia.
Żyją więc sprawcy zbrodni, którzy nigdy nie stanęli przed sądem i nigdy nie poprosili o przebaczenie.
„Żyją, prowadzą sklepiki” – mówi Daoud.
Zakazane zostało – pod karą więzienia – źle mówić o Algierii: czyli w praktyce mówić o wojnie domowej.
„Wszyscy chcą ją ukryć, wymazać” – dodaje Daoud.
Reżim pozwala wspominać tylko wojnę wyzwoleńczą przeciw Francji z lat 50. i 60. – bo ta była, jak mówi oficjalna narracja, „piękna i szlachetna”. Wojna domowa nie pasuje do heroicznego mitu narodu: była brudna, tragiczna, wewnętrzna – „W tej zabijaliśmy się nawzajem”. „Jeśli o niej mówicie – tłumaczy Daoud słowa władz – czynicie nas, islamistów, winnymi”.
Dla pisarza to pamięć wybiórcza, zinstytucjonalizowana amnezja.
„Byłem zmuszony wyjechać – wspomina Daoud, który od 2023 r. mieszka we Francji. – Jestem wygnańcem”.

Egzotyka i środek świata
Pytany o swoje życie we Francji, Daoud odpowiada kolejnym pytaniem: „Dlaczego jestem bytem egzotycznym?”
Zwraca uwagę, że poczucie bycia centrum świata nie jest wyłącznie europejską przypadłością. Podobne mechanizmy działają także w odwrotną stronę – gdy Afryka patrzy na Zachód.
„Nie potęgować islamofobii”?
Jednym z tematów, które powracają w rozmowach z Daoudem, są naciski, by nie mówił o zbrodniach islamistów – by „nie potęgować nastrojów islamofobicznych”.
Pisarz zdecydowanie odrzuca takie sugestie:
„Islamofobia nie jest moim problemem. To problem kultury Zachodu”.
Podkreśla, że milczenie o wojnie domowej oznaczałoby, iż jego własna historia przestała się liczyć.
Poza statusem ofiary
Daoud stawia też zarzut byłym kolonizatorom, że zbyt często patrzą na Afrykę przez pryzmat dekolonizacji.
„Nie czuję się zdekolonizowany” – mówi wprost.
Docenia poświęcenie pokolenia walczącego o niepodległość, ale nie chce żyć w cieniu tej przeszłości:
„Nie czuję się zaryglowany w statusie ofiary”.
Kamel Daoud to pisarz, który konsekwentnie odmawia uczestnictwa w zbiorowym zapomnieniu – niezależnie od tego, czy chodzi o jego kraj, czy o wygodne milczenie Zachodu.
A tu cała rozmowa z Kamelem Daoudem (w drugiej części nagrania):
https://www.facebook.com/ConradFestival/videos/1197699198788613?locale=pl_PL


