„Chartum” to bardzo ciekawy formalnie film. Ten hybrydowy, fabularyzowany dokument został wyróżniony na Berlinale kilkoma nagrodami.

Przedstawia losy pięciu mieszkańców miasta: Lokain i Wilson to dwaj chłopcy (12 i 11 lat), którzy utrzymują się ze zbierania butelek. Jawad był wolontariuszem w miejscowym komitecie sprzeciwiającym się minionej wojskowej dyktaturze. Khadmallah, pochodząca z Gór Nuba, prowadziła herbaciany stragan – stworzyła pełne ciepła miejsce, gdzie mimo prześladowań byłego reżimu osoby o różnym pochodzeniu etnicznym mogły otwarcie rozmawiać. Jest też Majdi — urzędnik państwowy, który funkcjonował w przeszłym systemie, ale jednocześnie marzył o wolności.

Domy duchów
Poprzez portrety tych osób reżyserowie ukazują obraz Chartumu po upadku Bashira, dyktatora, który rządził Sudanem przez 30 lat (1989–2019). Jego autorytarne rządy cechowały się konfliktami wewnętrznymi (w Darfurze) oraz oskarżeniami w Międzynarodowym Trybunale Karnym o ludobójstwo i zbrodnie wojenne. Bohaterowie filmu opowiadają o braku wolności słowa i torturach w tzw. domach duchów. Gorzko pytają: „Dlaczego świat zawsze wspiera dyktatorów, a nie nas, zwykłych ludzi?”. Wspominają, jak cieszyli się z rewolucji, która obaliła dyktatora: „Jechałem wtedy samochodem i trąbiłem z radości”. Khadmallah wspomina ten czas: „Po latach mogłam wreszcie rozmawiać o swojej kulturze”.
Tato, czy my zginiemy?
Niestety, ich radość nie trwała długo. W kwietniu 2023 r. wybuchła wojna domowa między rządowymi Siłami Zbrojnymi Sudanu a paramilitarnymi Siłami Szybkiego Wsparcia (RSF). „Zaczęła się w sobotę około godziny 9.30” – wspominał Majdi. Kilkuletni syn spytał go wtedy: „Tato, czy my zginiemy?”. Urzędnik przyznaje, że bał się wówczas wyjść na ulicę, udawał przed sobą, że Chartum jest spokojny.

Tymczasem był to ogromny kryzys, który sprawił, że około 10 milionów ludzi zostało uchodźcami, a kolejne 25 millionów doświadczyło głodu. Jeden z małych bohaterów filmu w dziecinnym stylu wspomina: „Nie było internetu. I brakowało wszystkiego”. A potem poważnieje i opisuje makabryczne sceny na ulicach, na których ginęli ludzie: „Widziałem mężczyznę bez głowy”.
Green screen zamiast Chartumu
Reżyserzy filmu po wybuchu walk ewakuowali swoich bohaterów do Kenii. Jak wyjaśniał Philip Cox: „Porzuciliśmy pierwotny zamysł filmu i skierowaliśmy wszystkie nasze zasoby na ewakuację ludzi, w tym członków ekipy, i zapewnienie im możliwości osiedlenia się na nowo”.
W Nairobi kontynuowano produkcję filmu. Bohaterowie, wyabstrahowani od swojego środowiska, odgrywają swoje losy w studiu na tle green screena (ujęcia potem są uzupełniane animacjami). Ponieważ wszyscy bohatrowie pojawiają się w każdym z wątków, film układa się w jedną opowieść o Chartumie, zamiast w pięć oddzielnych historii.

Cała piątka wzajemnie się wspiera i pomaga sobie w odegraniu swoich historii. Dzieci otrzymują wsparcie psychologiczne, a reżyserzy wychodzą ze swoich ról, przekraczają swoje obowiązki i udzielają wsparcia bohaterom filmu.
Dlaczego dorośli zaczęli ten chaos?
Lokain i Wilson w pewnym momencie pytają: „Dlaczego dorośli zaczęli ten chaos?”. Wezwani do odpowiedzi próbują wytłymaczyć. Khadmallah zwraca uwagę na będący źródłem konfliktów kryzys tożsamości Sudańczyków: „Mamy fiksację na punkcie etniczności, dlatego Sudan jest, jaki jest”.

Dorośli, owszem, tłumaczą przyczyny wojny, ale najbardziej przekonuje wytłumaczenie dzieci: „Dorośli są głupi”. Lokain i Wilson czynią gorzki zarzut: „Wy, dorośli, naprawdę nawaliliście”.
Nigdy nie podam się bólowi
Film jednak nie epatuje beznadzieją czy rozpaczą. Wprost przeciwnie: pokazuje ogromną solidarność i olbrzymią siłę przetrwania. Jak w pewnym momencie mówi Khadmallah: „Wojna nauczyła mnie cierpliwości i tego, jak znosić cierpienia – ale nigdy nie podam się bólowi”.
Chartum, reż. Philip Cox, Rawia Alhag, Niemcy, Wielka Brytania, Sudan, Katar, 2025
7/10
Film obejrzany w ramach zawsze świetnego festiwalu Afrykamera


