Blog Afrykański Kawałek Afryki

Nie podobała mi się ta wycieczka

15 czerwca 2021

Zna­cie wszy­scy tę opo­wieść: naj­pierw była książ­ka, potem film.

Jak­bym mia­ła wybie­rać, to wybra­ła­bym książ­kę szwedz­kie­go dzien­ni­ka­rza i histo­ry­ka Sve­na Lin­dqvi­sta a nie serial HBO­go. Jed­nak i serial ma wie­le atu­tów. Jego auto­rem (reży­se­rem za mało powie­dzieć, bo to bar­dzo autor­ski obraz, z pierw­szo­oso­bo­wą nar­ra­cją i sil­ny­mi wąt­ka­mi auto­bio­gra­ficz­ny­mi) jest pie­kiel­nie zdol­ny Raoul Peck, autor np. wyśmie­ni­te­go fil­mu o Rwan­dzie – „Cza­sem w kwiet­niu”.

Tytuł „Wytę­pić całe to bydło”, jak refren powta­rza­ją­cy się w książ­ce i seria­lu, to cytat z „Jądra ciem­no­ści”. Lin­dqvist napi­sał książ­kę, w któ­rej przy­bli­ża oko­licz­no­ści, w któ­rych Con­rad pisał swo­je arcy­dzie­ło. Udo­wad­nia, że koniec XIX w. to czas kolo­nial­nych i rasi­stow­skich zbrod­ni, któ­re przy­go­to­wa­ły grunt pod hitle­row­ski nazizm. „Fra­zę Wytę­pić całe to bydło dzie­li od ser­ca huma­ni­zmu dystans nie więk­szy niż odle­głość od Buchen­wal­du do domu Goethe­go w Weima­rze. Ta świa­do­mość zosta­ła pra­wie cał­ko­wi­cie wypar­ta – nawet przez Niem­ców zmu­szo­nych samot­nie dźwi­gać winę za Zagła­dę, któ­ra w grun­cie rze­czy jest wspól­ną wła­sno­ścią Euro­py”.

sven-lindqvist-wytepic-cale-to-bydlo

Lin­dqvist opi­su­je zbrod­nie kolo­nial­ne, ale przede wszyst­kim zbrod­nie myśle­nia. Poka­zu­je, jak do euro­pej­skie­go spo­so­bu myśle­nia zaczę­ły wcho­dzić wypa­czo­ne idee rasi­stow­skie; gdy opacz­nie rozu­mia­ny dar­wi­nizm wydep­tał ścież­kę Hitlerowi.

Gwał­tow­ny roz­wój euro­pej­skiej bro­ni pal­nej przy­niósł prze­łom w woj­nach kolo­nial­nych. W bitwie Bry­tyj­czy­ków z Sudań­czy­ka­mi pod Omdur­ma­nem (1898) zgi­nę­ło 48 tych pierw­szych, a 11 tysię­cy dru­gich. To były rze­zie.

Prawo historii?

Przy­nio­sły jed­nak nie tyl­ko tysią­ce tru­pów, lecz tak­że zacząt­ki zbrod­ni­cze­go myśle­nia: „Zbyt wie­lu Euro­pej­czy­ków utoż­sa­mia­ło prze­wa­gę mili­tar­ną z prze­wa­gą inte­lek­tu­al­ną, a nawet bio­lo­gicz­ną”.

Naj­więk­szy impe­ria­li­sta epo­ki świę­to­wał wła­śnie 60-lecie kró­lo­wej Wik­to­rii na tro­nie (1897). Pre­mier Anglii, lord Salis­bu­ry mówił w Albert Hall: „Z grub­sza naro­dy świa­ta moż­na podzie­lić na te utrzy­mu­ją­ce się przy życiu i te wymie­ra­ją­ce”.

Lin­dqvist, a za nim Peck, wyka­zu­je, że „jed­ną z zasad­ni­czych tez XIX wie­ku było prze­ko­na­nie o ist­nie­niu ras, naro­dów i ple­mion zmie­rza­ją­cych nie­uchron­nie do znik­nię­cia z powierzch­ni zie­mi”. I ta nie­uchron­ność zaczę­ła być trak­to­wa­na jako pra­wo histo­rii, koniecz­ność, któ­ra prze­cież nie może być złem. Tak zaczę­ła się rów­nia pochy­ła, któ­ra dopro­wa­dzi­ła do komór gazo­wych w Auschwitz. Celo­wo nie piszę: do obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych, bo idea i to sło­wo powsta­ły dużo wcześniej. 

Herero_and_Nama_prison
Więź­nio­wie z ludów Here­rów i Nama, fot. Der Spiegiel/Wikimedia Commons

Lin­dqvist opi­su­je, jak w 1904 r. Niem­cy w Afry­ce Połu­dnio­wo-Zachod­niej zamknę­li w obo­zach lud Here­rów. Gdy ci się zbun­to­wa­li, wypro­wa­dzo­no ich na pusty­nię i zamknię­to gra­ni­ce. Cały naród, 80 tysię­cy ludzi, zgi­nął na pusty­ni. Gdy po nadej­ściu pory desz­czo­wej Niem­cy wkro­czy­li na pusty­nię, zna­leź­li głę­bo­kie na 16 metrów doły, pozo­sta­łe po Her­re­rach bez­sku­tecz­nie pró­bu­ją­cych szu­kać wody.

Histo­rii o okru­cień­stwie prze­wyż­sza­ją­cym moż­li­wo­ści poj­mo­wa­nia w książ­ce jest wie­le. O raba­tach kolo­nia­li­stów, „ude­ko­ro­wa­nych” gło­wa­mi zabi­tych tubyl­ców (tak, Con­rad nie­ste­ty inspi­ro­wał się real­ny­mi wyda­rze­nia­mi). O tym, co robi z cia­łem czło­wie­ka „pejcz ze skó­ry hipo­po­ta­ma, zwłasz­cza nowy, skrę­co­ny jak kor­ko­ciąg, z kan­ta­mi jak ostre noże”. Co robi po 20, 25, 30, 100 razach.

Czy jest sens to dalej wymieniać?

To „nie wie­dzy nam bra­ku­je” – tak Lin­dqvist koń­czy swo­ją książ­kę. „Brak nam odwa­gi, by to, co wie­my, zro­zu­mieć i wycią­gnąć z tego wnio­ski”.

Splendor i majestat przydawał wojnie tyle blasku

I on, i Peck mówią, że w każ­dym z tych tra­gicz­nych momen­tów histo­rii wie­dzy o okru­cień­stwach nie bra­ko­wa­ło. Bra­ko­wa­ło empa­tii. Wiel­ki prze­cież czło­wiek, W. Chur­chill był jako kore­spon­dent pod Omdur­ma­nem. Pisał wte­dy: „Coś takie­go jak bitwa pod Omdur­ma­nem już nigdy się nie wyda­rzy. Było to ostat­nie ogni­wo w dłu­gim łań­cu­chu wido­wi­sko­wych kon­flik­tów, któ­rych splen­dor i maje­stat przy­da­wał woj­nie tyle bla­sku”. Porów­nu­jąc ją po latach do pierw­szej woj­ny świa­to­wej, wska­zy­wał na źró­dła tam­te­go entu­zja­zmu: to nie była „pierw­sza woj­na świa­to­wa. Nikt się nie spo­dzie­wał, że zosta­nie zabi­ty. Ato­li gros ludzi, któ­rzy bra­li udział w wojen­kach impe­rium bry­tyj­skie­go, w tej bez­tro­skiej i ode­szłej do prze­szło­ści epo­ce, trak­to­wa­li to tyl­ko jako ele­ment hazar­du we wspa­nia­łej grze”.

Inny kolo­nial­ny żoł­nierz wspo­mi­nał: „Podo­ba­ła mi się ta wycieczka”. 

Zbyt proste zdania

Ktoś powie: łatwo oce­niać po latach, to była praw­da tam­tej epo­ki. I jest w tym część racji. Tak jak w tym, że ta epo­ka się zmie­ni­ła, bo ludzie – z mozo­łem – doszli do tego, co my dziś uzna­je­my za oczywiste.

Serial ma swo­je wady: jest cha­otycz­ny, mie­sza porząd­ki myśle­nia, wyda­rze­nia. Porów­nu­je to, cze­go nie powin­no się zesta­wić z jed­nym (zbyt) pro­stym zda­niu. Jak choć­by bitwę pod Omdur­ma­nem, czy­li najazd agre­so­ra na tubyl­ców, z bom­ba­mi Hiro­szi­my i Naga­sa­ki, wymie­rzo­ny­mi prze­ciw jed­ne­mu z naj­bar­dziej bru­tal­nych agre­so­rów w histo­rii. Takich uprosz­czeń w fil­mie jest wię­cej.

W seria­lu dener­wu­ją insce­ni­zo­wa­ne wstaw­ki. Nato­miast jego wiel­ką zale­tą są archi­wal­ne zdję­cia i filmiki.

O roli autora w dokumencie

Po obie rze­czy war­to się­gnąć. Obaj auto­rzy zma­ga­ją się z wła­sny­mi emo­cja­mi i doświad­cze­nia, mówiąc o histo­rii. Obaj pró­bu­ją wytłu­ma­czyć swo­ją widocz­ną obec­ność i swój subiek­ty­wizm. Spie­ra­ją się w tej kwe­stii sami ze sobą. 

Jeśli autor jest widocz­ny w histo­rii, zna­czy, że ona go prze­ro­sła – mówi Peck. Lin­dqvist pisze o meto­dzie pra­cy histo­ry­ka, któ­ry docho­dzi do wie­dzy w spo­sób wybiór­czy i przy­pad­ko­wy, by potem w książ­ce przed­sta­wić ten pro­ces jako logicz­ne docho­dze­nie do wnio­sków krok za kro­kiem, argu­ment za argu­men­tem. Czy­li… uda­wać, że było ina­czej niż było napraw­dę. Cie­ka­we spo­strze­że­nia...

Obaj pano­wie dają pożyw­kę do myśle­nia i inspirują. 

Sven Lindqvist, Wytępić całe to bydło, W.A.B, Warszawa, 2009

7/10

serial HBO­go:

Wytępić całe to bydło, reż. Raoul Peck, USA, 2021

6/10

Podziel się:

Skoro nogi Cię tu przyniosły, to idź krok dalej i wesprzyj naszą pomoc Afryce :)

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on print
Wydrukuj
conrad-narodziny-globalnego-swiata

Pieniądze były wszystkim

Dla Jose­pha Con­ra­da „pro­ble­mem nie było hipo­kry­tycz­ne wyrze­cze­nie się metod cywi­li­zo­wa­nych – ale samo euro­pej­skie poję­cie cywi­li­za­cji jako war­to­ścio­wej idei”. W „Jądrze ciem­no­ści” uka­zał zgro­zę bel­gij­skie­go Konga.

mark-bowden-helikopter-w-ogniu

Pycha w ogniu

„Heli­kop­ter w ogniu” to nie tyl­ko książ­ka o ame­ry­kań­skich chłop­cach na woj­nie, z emo­cjo­nu­ją­cą akcją i strze­la­ni­ną. Wła­ści­wie jest to moc­ny trak­tat anty­wo­jen­ny, poka­zu­ją­cy, jak dobre inten­cje potra­fią zro­bić pie­kło na ziemi.

james-ngugi-chmury-i-lzy

Nie odbiorą mu odwagi

Sam sie­bie tłu­ma­czy na angiel­ski z języ­ka kiku­ju. W tym języ­ku zaczął pisać… w wię­zie­niu. Na papie­rze toa­le­to­wym. Pisał o zbrod­niach kolo­nia­li­zmu, ale też sprze­ci­wiał się wła­dzom nie­pod­le­głej już Kenii. Od lat wymie­nia­ny jako kan­dy­dat do Nobla, w tym roku otrzy­mał nomi­na­cję do Bookera.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.