Blog Afrykański Kawałek Afryki

Święto Fundacji

15 października 2020

Zre­ali­zo­wa­li­śmy 200 pro­jek­tów w 8 lat! To dla nas wiel­ka radość 🙂 W naszym imie­niu świę­to­wa­ło 300 dzie­ci w Kia­ba­ka­ri w Tan­za­nii. Były tor­ty, cie­pły posi­łek, owo­ce, dla każ­de­go nowe pod­ręcz­ni­ki – no i nie­spo­dzie­wan­ki:)

Posta­no­wi­li­śmy nie świę­to­wać sami, ale zapro­sić dzie­cia­ki z Kia­ba­ka­ri na skrom­ne przy­ję­cie. Przy­ję­cie skrom­ne, ale gości dużo: będzie 300 dzie­cia­ków, uczą­cych się w szko­le, któ­rą w zeszłym roku wspar­li­śmy auto­bu­sem.

Bez nie­go było cięż­ko. Dzie­ci wsta­wa­ły o pią­tej, żeby dojść do szko­ły na ósmą. Przy rów­ni­ku jasno się robi koło szó­stej, więc cho­dzą po ciem­ku. Rodzi­ce nie chcą wypusz­czać malu­chów na dale­ką tra­sę i nie ma się im co dzi­wić. Alter­na­ty­wą jest trans­port dzie­ci na taxi-moto­rach (tzw. piki piki), gdy kie­row­cy zabie­ra­ją po tro­je i wię­cej dzie­ci na motor. Jed­nak nie jest to trans­port ani tani, ani bez­piecz­ny. Inter­nat nie jest roz­wią­za­niem, bo kogo stać na inter­nat? Była­by to kolej­na szko­ła dla boga­tych (oczy­wi­ście, jak na Tan­za­nię) dzie­ci. Tak więc dzie­cia­ki czę­sto albo w ogó­le nie szły do szko­ły (bo 10-20 km w jed­ną stro­nę to unie­moż­li­wia­ło), ale jecha­ły do szko­ły tak:

Na począt­ku roku szko­ły w Tan­za­nii zamknię­to na trzy mie­sią­ce, w związ­ku z pan­de­mią. Gdy je otwo­rzo­no, dzie­ci teraz sie­dzą w szko­le od 7:30-17:00. Nauczy­cie­le zgo­dzi­li się w ramach wolon­ta­ria­tu zosta­wać po godzi­nach, żeby nad­ro­bić mate­riał, bo prze­cież egza­mi­ny. Tam sytu­acja w związ­ku z epi­de­mią wyglą­da ina­czej niż u nas. Od począt­ku roku jest zare­je­stro­wa­nych tyl­ko 500 przy­pad­ków zacho­ro­wań. Nato­miast nauka zdal­na była nie­moż­li­wa – brak sprzę­tu, kom­pu­te­rów, cza­sem i prą­du, i inter­ne­tu…

Pro­win­cja Tan­za­nii to inny obraz niż ten z fol­de­rów rekla­mo­wych wycie­czek na Zan­zi­bar czy pod Kili­man­dża­ro. Tury­ści tu, 1000 km w głąb lądu, nie tra­fia­ją. To naj­uboż­szy region kra­ju. Nie ma żad­ne­go prze­my­słu, oprócz rybo­łów­stwa i kil­ku kopalń złota, któ­re nie słu­żą ludziom – tyl­ko tym, co to zło­to wyko­pu­ją. Tu poło­wa dzie­ci nie cho­dzi do szko­ły – pasą kro­wy, pra­cu­ją w polu, noszą cza­sem kilo­me­tra­mi wodę i chrust na opał. Stąd w Tan­za­nii anal­fa­be­tyzm obej­mu­je 37% kobiet i 22% męż­czyzn.

Jak mówią pra­cow­ni­cy szko­ły – zro­bić obiad i śnia­da­nie dla 300 dzie­ci plus dla nauczy­cie­li każ­de­go dnia, to jak wypra­wiać codzien­ne wese­le 🙂

Wie­le dzie­ci do szko­ły czy przed­szko­la przy­cho­dzi bez śnia­da­nia, a w domu czę­sto jedzą nie­re­gu­lar­nie. Ze wzglę­du na panu­ją­cą bie­dę rodzi­ce nie raz sta­ją przed dyle­ma­tem: czy kupić leki dla cho­re­go dziec­ka, czy jedze­nie dla pozo­sta­łych człon­ków rodzi­ny.

Stąd w szko­le i przed­szko­lu dzie­ciom zapew­nia­ny jest przy­naj­mniej jeden posi­łek w cią­gu dnia nauki. A – jak mówią pra­cow­ni­cy szko­ły – zro­bić obiad i śnia­da­nie dla 300 dzie­ci plus dla nauczy­cie­li każ­de­go dnia, to jak wypra­wiać codzien­ne wese­le 🙂

Nasze wielkie tanzańskie wesele 🙂

Żeby zosta­ło coś na pamiąt­kę, posta­no­wi­li­śmy zaku­pić dla wszyst­kich 7 klas w szko­le po 40 kom­ple­tów pod­ręcz­ni­ków. W tym roku zmie­nił się pro­gram naucza­nia, więc było to nie­zbęd­ne.

Posłu­chaj­cie, co mówią ucznio­wie:

I nauczy­cie­le:

A tak wyglą­da­ła impre­za:

Pod­ręcz­ni­ki dla każ­de­go z 300 dzie­ci:

Podziel się:

Skoro nogi Cię tu przyniosły, to idź krok dalej i wesprzyj naszą pomoc Afryce :)

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on print
Wydrukuj
ferma_madagaskar

Ferma edukacyjna dla dzieci ulicy

Na począt­ku nie było nic. Nic poza gru­zem i kupą kamie­ni. Po dwóch latach jest spo­ra fer­ma, dorod­ne jabł­ka i ślicz­ne świ­niacz­ki:)

kpalime_togo

Oddział opieki peryferyjnej

To dys­pen­se­ry ratu­ją Afry­kę. To małe pro­win­cjo­nal­ne przy­chod­nie, czę­sto bez leka­rza, w któ­rych pra­cu­ją para­me­dy­cy czy pie­lę­gniar­ki. Skąd do leka­rza, szpi­ta­la czy naj­bliż­sze­go USG jest 100 lub wię­cej km.

tolagnaro_madagaskar

Kilkadziesiąt godzin w kolejce

Od godzi­ny szó­stej, gdy robi się jasno, już cze­ka­ją pierw­si pacjen­ci. Nie przy­cho­dzą tu z bła­host­ka­mi. Z obcię­tym pal­cem wra­ca się z pola do domu, bo pierw­sza myśl w gło­wie poszko­do­wa­ne­go brzmi: nie stać mnie na pomoc medycz­ną.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.