Film otwiera historia Petera, który jak wielu Afrykańczyków, zaciągnął się na front I wojny światowej. Alianci niesprawiedliwie traktowali czarnoskórych żołnierzy. Na archiwalnych kadrach widać, że nie wyposażali ich w broń palną, jedynie rodzaj bagnetów. Historie wojenne będą wielokrotnie przewijać się przez ten film, oparty na prawdziwych historiach.

Przez wieś przejeżdża samochód z głośnikiem: Ostatnia chwila na zgłoszenia do Funduszu Spadkobierców Weteranów Wojennych. Wypełnijcie niebieskie formularze!
Niektórzy wypełniają, niektórzy tylko stoją i komentują sprawę braku prądu.
Starsza już Hettlie zastanawia się, czy owce, które codziennie zamyka w zagrodzie i którymi się zajmuje do czasu uboju, widzą w niej matkę czy raczej Boga?
Ari przy muzyce Beethovena rozkopuje dom w poszukiwaniu diamentów.
Dwa osły kończą swój dzień.
Autorzy filmu są mistrzami szybkich portretów mieszkańców tej wsi, kilku domów właściwie, zagubionych w nieskończonych połaciach krainy veldu.

Życie wsi organizuje nadzieja na wypłaty z funduszu weteranów. Oczekiwanie na pieniądze odsłania ludzkie marzenia i słabości. Zwłaszcza brak odporności na propagandę sączącą się z mediów – peanów na cześć weteranów. Historia o nich zapomniała, ale nie my – mówią ci, którym zależy tylko na pieniądzach.
W pewnym momencie do wsi przyjeżdża rodzina Hettlie, której propozycja zachwieje codziennością staruszki.

Rozciąga się tu veld – rozległe równiny porośnięte trawami i niskim buszem, przypominające prerie (Ameryka Północna), stepy (Europa Wschodnia), papmę (Ameryka Południowa), outback (Australia) czy sawanny. Zachwyciły mnie tutejsze krajobrazy i kolory.
Wariacja na temat, reż. Devon |Delmar, Jason Jacobs, Holoandia, RPA, Katar, 2026
Obejrzany w ramach festiwalu Tauron Nowe Horyzonty


