Szukaj
Close this search box.
Blog Afrykański Kawałek Afryki

Wydrzeć tę stronę z dziejów ludzkości

18 listopada 2022

Było ich dwóch wal­czą­cych prze­ciw­ko swo­im współ­bra­ciom: Ily­as i Ham­sa. Obaj we Afry­ce Wschod­niej u począt­ków XX wie­ku zosta­li aska­ry­sa­mi. Wal­czy­li w nie­sław­nych oddzia­łach Schutz­trup­pe, prze­ciw swo­im kra­ja­nom. Pierw­szy, wycho­wa­nek kolo­nial­nej szko­ły, zosta­je przez nią ule­pio­ny do swej roli. Mimo ostrze­żeń przy­ja­ciół („Czyś ty osza­lał?”) bie­rze udział w nie-swo­jej woj­nie. Dru­gi do woj­ska został sprze­da­ny za dłu­gi przod­ków. Ich losy spla­ta postać Afiyi, sio­stry Ily­asa, a jed­no­cze­śnie wiel­kiej miło­ści Ham­sy. Bo to miłość jest oca­le­niem w tej powie­ści – razem z edu­ka­cją. Losy Afiyi, któ­rą zna­my naj­pierw jako dziew­czyn­kę, potem dziew­czy­nę i wresz­cie doj­rza­łą i samo­sta­no­wią­cą kobie­tę, są ukształ­to­wa­ne i zde­ter­mi­no­wa­ne przez fakt, że… jako dziec­ko nauczy­ła się czy­tać i pisać. 

Pie­kło woj­ny, zamęt Wiel­kiej Histo­rii, małość i wyzysk ze stro­ny ciut-tyl­ko-bogat­szych zosta­ją u Gur­na­ha może nie poko­na­ne, ale zale­czo­ne. Siłą uczu­cia, twar­do­ści cha­rak­te­ru i mądro­ści. Dobry zestaw:)

Giną w europejskiej awanturze

Zanim to jed­nak się sta­nie, zoba­czy­my tłu­mie­nie rebe­lii widzia­nej ocza­mi aska­ry­sów. Powsta­nia 20 afry­kań­skich ludów, któ­re zbun­to­wa­ły się wobec poli­ty­ki kolo­nia­li­sty. Powsta­nia, w któ­rym zgi­nę­ło 250–300 tysię­cy Afry­ka­nów, czy­li 1/3 miesz­kań­ców tere­nów obję­tych powsta­niem. Kil­ka lat potem ci sami aska­ry­si wal­czy­li w Wiel­kiej Woj­nie:

Wie­lu Afry­ka­nów ginie, żeby moż­na było zaże­gnać tę euro­pej­ską awan­tu­rę” – mówi jeden z boha­te­rów powieści. 

„Opo­wia­da­li swo­je cheł­pli­we histo­rie, masze­ru­jąc przez rów­ni­ny pogrą­żo­ne w cie­niu opa­do­wym wiel­kiej góry i nie mie­li poję­cia, że całe lata spę­dzą, wal­cząc na tere­nach bagni­stych, górzy­stych, leśnych i tra­wia­stych, w ule­wę i w suszę, zarzy­na­jąc i dając się zarzy­nać, a po dru­giej stro­nie sta­ną armie ludzi, o któ­rych ist­nie­niu nawet nie wie­dzie­li: Pen­dża­bo­wie i Sikho­wie, Fan­te, Akan, Hau­sań­czy­cy i Joru­bo­wie, Kon­go i Luba, wszy­scy ci najem­ni­cy, któ­rzy toczy­li za Euro­pej­czy­ków ich woj­ny, za Niem­ców schutz­trup­pe, za Bry­tyj­czy­ków King­s’s Afri­can Rifles, Roy­al West Afri­can Fron­tier For­ce i oddzia­ły hin­du­skie, za Bel­gów For­ce Publi­que. Byli tam jesz­cze Afry­ka­ne­rzy, Bel­go­wie i tłu­my innych euro­pej­skich ochot­ni­ków, z entu­zja­zmem odda­ją­cych swe usłu­gi wiel­kiej maszy­nie impe­rial­ne­go podboju”.

„Szlak aska­ry­sów zna­czy­ły zglisz­cza i set­ki tysię­cy umie­ra­ją­cych z gło­du, oni tym­cza­sem par­li naprzód w śle­pym, krwio­żer­czym entu­zja­zmie dla spra­wy, któ­rej gene­zy nie zna­li, opar­tej na próż­nych ambi­cjach, któ­re w osta­tecz­nym roz­ra­chun­ku mia­ły dopro­wa­dzić do ich pod­dań­stwa”.

abdulrazak_gurnah_powroceni

Gorzkie słowo postęp

To nie jedy­ne cierp­kie sło­wa pod adre­sem kolo­nia­li­zmu, jed­ne­go z domi­nu­ją­cych tema­tów pisar­stwa Abdul­ra­za­ka Gur­na­ha (uro­dzo­ne­go na Zan­zi­ba­rze, piszą­ce­go w Wiel­kiej Bry­ta­nii, po angiel­sku). Za to też został uho­no­ro­wa­ny Noblem 2021. Jak uza­sad­niał sekre­tarz Aka­de­mii Szwedz­kiej Mats Malm: za „bez­kom­pro­mi­so­wą i peł­ną współ­czu­cia pene­tra­cję skut­ków kolo­nia­li­zmu i losu uchodź­cy w cze­lu­ści mię­dzy kul­tu­ra­mi i kontynentami”.

W jed­nej ze scen powie­ści, roz­gry­wa­ją­cej się mię­dzy bia­łym pasto­rem a miej­sco­wym głów­nym boha­te­rem – Ham­są – ten pierw­szy mówi tak, wska­zu­jąc na rów­nin­ny krajobraz: 

„W dzie­jach ludz­kich osią­gnięć i dążeń to miej­sce nic nie zna­czy. Moż­na by wydrzeć tę stro­nę z dzie­jów ludz­ko­ści i nie mia­ło­by to żad­ne­go wpły­wu na nic. Zro­zu­mia­łe, że w takim miej­scu ludzie są w sta­nie żyć szczę­śli­wie, nawet jeśli drę­czy ich tak wie­le cho­rób. – Zer­k­nął na Ham­sę, po czym uśmiech­nął się swo­bod­nie, i z łatwo­ścią dobie­ra­jąc sło­wa, powie­dział: – A przy­naj­mniej tak było, póki się tu nie zja­wi­li­śmy, przy­no­sząc im gorz­kie sło­wa, takie jak postęp, grzech, zbawienie”.

„W dzie­jach ludz­kich osią­gnięć i dążeń to miej­sce nic nie zna­czy” – orzekł jeden bia­ły. A Gur­nah z tych stron napi­sał wiel­ką powieść, z tych stron dostał Nobla, tymi stro­na­mi wzru­szył i zmie­nił ser­ca czy­tel­ni­ków na całym świecie:)

Nie jest to jedy­nie waż­na i potrzeb­na książ­ka. Jest też to powieść, saga wręcz, o wyjąt­ko­wej sile i uro­dzie. Język jest bez­błęd­ny, natu­ral­ny, czy­sty (rów­nie dobrze też prze­tłu­ma­czo­ny). Posta­ci – świet­nie spor­tre­to­wa­ne, zniu­an­so­wa­ne, z ple­ja­dą wyśmie­ni­cie napi­sa­nych boha­te­rów dru­go­pla­no­wych (nie­miec­ki obe­rleu­tant, któ­ry mówi: „łga­li­śmy i zabi­ja­li­śmy dla impe­rium, a potem twier­dzi­li­śmy, że to nasza zivi­li­sie­rung­smis­sion. I oto wciąż tu jeste­śmy, wciąż dla nie­go zabijamy”).

I to książ­ka, któ­rą się czy­ta, z gatun­ku: „Och, co będzie dalej???”, z gatun­ku: kart­ki prze­wra­ca­ją się same:)

Przyjemność z literatury

Lite­ra­tu­ra jest waż­na – mówił nobli­sta w trak­cie Festi­wa­lu Con­ra­da. – Z róż­nych wzglę­dów. Dzia­ła na wie­le spo­so­bów. Na tym pole­ga jej pięk­no. Jest dla nas waż­na, bo spra­wia nam przy­jem­ność. Czy­ta­nie może nas zachwy­cić, jak słu­cha­nie muzy­ki. To podob­ny rodzaj przy­jem­no­ści: podzi­wia­nie, jak coś jest wykonane”.

Jeśli to pro­gram zeszło­rocz­ne­go lau­re­ata lite­rac­kie­go Nobla, to wybra­ny bar­dzo świa­do­mie – bo „Powró­ce­ni” dokład­nie go realizują:)

Abdul­ra­zak Gur­nah, Powró­ce­ni, tł. Krzysz­tof Majer, Wydaw­nic­two Poznań­skie, Poznań, 2022

8/10

Podziel się:

Skoro nogi Cię tu przyniosły, to idź krok dalej i wesprzyj naszą pomoc Afryce :)

Facebook
Twitter
Wydrukuj
dipo-faloyin-afryka-to-nie-panstwo

Afryka to nie państwo

To książ­ka powsta­ła z wku­rze­nia: „Zbyt dłu­go Afry­ka była uwa­ża­na za syno­nim bie­dy, kon­flik­tów, korup­cji, wojen domo­wych i wiel­kich prze­strze­ni jało­wej czer­wo­nej zie­mi, gdzie ple­ni się jedy­nie nędza”. I jest to słusz­ny gniew. 

Soledad Romero Mariño, Raquel Martin, Afryka

Przebogaty biedny kontynent

Czy na 48 stro­nach książ­ki dla dzie­ci da się przed­sta­wić kon­ty­nent, skła­da­ją­cy się z 55 kra­jów? To prze­cież mniej niż stro­na na jeden kraj! 

Żeby mieć kogoś, kto by mnie szukał

Do pew­ne­go momen­tu wszyst­ko szło gład­ko, do pew­ne­go momen­tu Yeji­de z Nige­rii mogła być Mary czy Kasią z dowol­ne­go zachod­nie­go kra­ju. Stu­dia, wła­sny nie­wiel­ki biz­nes, pra­ca, dom wynaj­mo­wa­ny (i opła­ca­ny po poło­wie) z uko­cha­nym mężem. Wszyst­ko to runie, gdy mło­da mał­żon­ka nie będzie mogła zajść w ciążę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *