Blog Afrykański Kawałek Afryki

Zaufani kryminaliści

17 stycznia 2020

Jak gadam z zabój­ca­mi? Nor­mal­nie: sta­ram się jak z inny­mi ludź­mi – mówi s. Oren­cja Żak, pal­lo­tyn­ka, poma­ga­ją­ca w Cen­tral­nym Wię­zie­niu w Bafo­us­sam w Kame­ru­nie.

Trze­ba dużo cza­su. Wypy­ty­wać ich po tro­chu, bo od razu nie powie­dzą. Oczy­wi­ście, więk­szość jest nie­win­na! – śmie­je się sio­stra. – Bar­dzo rzad­ko ktoś wprost przy­zna się do swo­ich występ­ków. Tyl­ko raz jeden prę­dziut­ko mówił. Mło­do­cia­ny, któ­ry zabił swe­go pana. Bar­dzo mło­dy był, 14-15 lat. Z roz­dar­tej rodzi­ny. Nie skoń­czył nawet pod­sta­wów­ki. Poszedł do pra­cy u pana, żeby zaro­bić tro­chę pie­nię­dzy i skoń­czyć szko­łę. Kopał jeden mie­siąc - otrzy­mał pie­nią­dze, dru­gi – otrzy­mał. Za trze­ci mie­siąc pan mu nie dał pie­nię­dzy. Rodzi­na uspo­ka­ja­ła chło­pa­ka, żeby się nie bun­to­wał i pra­co­wał, pan na pew­no zapła­ci, bo to dobry czło­wiek. Następ­ny mie­siąc znów mu nie zapła­cił. I szedł pan na pole, a chło­pak coś tam robił w zie­mi. Miał w ręku macze­tę. Jak pan pod­szedł, to ten wziął macze­tę i ciach go w gło­wę. Pan padł, chło­pak wycią­gnął jego tele­fon, zadzwo­nił do jego rodzi­ny i uciekł. Szyb­ko go zła­pa­li. Doży­wo­cie i do wię­zie­nia. Tak pła­kał w tym wię­zie­niu, jak przy­szedł, tak pła­kał - jak dzie­ciak.

Ulica wychowuje

Tu nie ma domów popraw­czych, od razu wię­zie­nie, od 12. roku życia. Mamy teraz 49 mło­do­cia­nych, innym razem było 60. Sie­dzą w jed­nej celi. W szko­le w wię­zie­niu się uczą - niech się cho­ciaż czy­tać i pisać nauczą. Nawią­za­li­śmy z mini­ster­stwem współ­pra­cę, żeby chłop­cy mogli zda­wać egza­mi­ny na pozio­mie szko­ły śred­niej. Prze­waż­nie sie­dzą tu tacy, któ­rzy nie mają żad­ne­go przy­go­to­wa­nia do życia. To uli­ca ich wycho­wu­je. Dla­te­go kła­dzie­my nacisk, żeby wię­zie­nie nie było tyl­ko karą, ale i nauką.

W wię­zie­niu robi­my róż­ne rze­czy. Na przy­kład wyszy­wa­my. Więź­nio­wie uczą się napra­wy samo­cho­dów i sto­lar­ki. Mamy też pral­nię – pie­rze­my dla ludzi z zewnątrz za jed­ną trze­cią ceny ryn­ko­wej. Pie­rze­my ręcz­nie, w wan­nach, bo ogól­nie to warun­ki są spar­tań­skie. W wię­zie­niu sie­dzi ponad tysiąc męż­czyzn i kil­ka­dzie­siąt kobiet, a budy­nek prze­wi­dzia­ny jest na 300 osób. Jest cia­śniut­ko. W celi jak ten pokój sie­dzi 30-40 więź­niów. Poko­tem leżą na cie­niut­kich mate­ra­cach. Na ścia­nach rzę­dy desek do spa­nia: raz, dwa, trzy. I czwar­te pię­tro jest na samej zie­mi. Ci, co przy­cho­dzą świe­żo, to na samej zie­mi leżą.

Nie mają nic

Bar­dzo się bun­to­wa­łam na tę sytu­ację. Roz­ma­wia­łam z dyrek­to­rem, ale nie miał fun­du­szy. Zwy­kle więc zbie­ram w mie­ście grub­sze kar­to­ny, żeby mate­ra­ce nie leża­ły bez­po­śred­nio na cemen­cie. W ten spo­sób sobie radzi­my, bo jak mamy sobie pora­dzić? I tak więź­nio­wie się cie­szą, że jest już tak jak jest. Dzię­ki inter­wen­cji Kościo­ła jest w mia­rę dobrze. Przed­tem więź­nio­wie sie­dzie­li bez świa­tła i wody. Jak desz­czów­kę z dachu zebra­li do pojem­ni­ków, to mie­li. Teraz jest dopro­wa­dzo­ny i prąd, i woda.

Jak idę do wię­zie­nia, to oni zawsze mają swo­je proś­by: o mydło, o jedze­nie. Żyw­ność zawsze suchą im nio­sę: czy ryż z kost­ką czy coś na ryn­ku kupię. Jedze­nia nie prze­cho­wu­je­my, bo szczu­ry. Więź­nio­wie piszą kar­tecz­ki, cze­go im trze­ba. Jak są miej­sco­wi, to im rodzi­na przy­no­si. A jak są z dale­ka, to nie mają nic. Zor­ga­ni­zo­wa­li­śmy więc Cari­tas wewnętrz­ny. Pro­wa­dzą go nawró­ce­ni więź­nio­wie, to są chrze­ści­ja­nie. Przy­wo­łu­ją świe­że­go więź­nia, żeby mu coś dać, podzie­lić się tym, co mają. A jak już wszyst­ko roz­da­li, to wte­dy ja orga­ni­zu­ję rze­czy na zewnątrz.

s. Orencja Żak w rozmowie z więźniem z Bafoussam
s. Oren­cja Żak w roz­mo­wie z osa­dzo­nym z Bafo­us­sam

Buty ukradłem…

Za co sie­dzą? Dużo poli­tycz­nych. Nawet co dzie­sią­ty sie­dzi za nic, za poglą­dy. Za kra­dzie­że, zabój­stwo, prze­krę­ty. Naj­wię­cej jest za kra­dzież. Czę­sto z bie­dy. Pytam: cze­go ty sie­dzisz? No, sprze­da­wa­łem buty na uli­cy i ukra­dłem sąsia­do­wi, któ­ry też buty sprze­da­wał. I za to sie­dzę. Dwa lata.

Dużo sie­dzi za prze­krę­ty typu pod­ra­bia­nie doku­men­tów. Ludzie tu czę­sto nie mają metryk uro­dze­nia. Dziec­ku po uro­dze­niu się nie wyra­bia, bo może umrze. A jak nie umrze, to potem nie ma pie­nię­dzy i się to odkła­da, odkła­da. Potem dziec­ko idzie do szko­ły, nie­któ­re przyj­mą bez metry­ki. Ale jak przy­cho­dzi do egza­mi­nów koń­co­wych, to musi by akt uro­dze­nia. Więc są sztucz­ne akty uro­dze­nia. Za to jest róż­nie – 5, 10 i 15 lat. Bar­dzo róż­nie jest w Kame­ru­nie, jeśli cho­dzi o spra­wie­dli­wość wyro­ków. Zda­rza się u nas i doży­wo­cie, a kara śmier­ci jest prak­tycz­nie znie­sio­na.

Wszyscy byliśmy tacy sami

Czy się nie boję? Na począt­ku dużo się bałam, ale nigdy mnie nic złe­go nie spo­tka­ło. Bo mam przy sobie zaufa­nych kry­mi­na­li­stów. Moją obsta­wą są więź­nio­wie ska­za­ni na doży­wo­cie, ale nawró­ce­ni.  To dobrzy chrze­ści­ja­nie. Nie­sa­mo­wi­te jest, jak przy­cho­dzą świe­żo zatrzy­ma­ni, zbun­to­wa­ni na cały świat. Kil­ka dni zosta­wia się ich samych, tyl­ko uwa­ża­jąc, żeby sobie krzyw­dy nie zro­bi­li. A potem przy­cho­dzą do nich wła­śnie ci nawró­ce­ni i pyta­ją: No i co, dłu­go jesz­cze tak będzie? Jesteś tu i co teraz myślisz zro­bić? Popatrz, my wszy­scy byli­śmy tacy sami. Pierw­szy krok robią współ­więź­nio­wie, oni nas kon­tak­tu­ją, mówią: chodź, poroz­ma­wiasz z sio­strą. I roz­ma­wiam, to dużo cza­su zaj­mu­je. Czy on mówi praw­dę, czy on mnie nacią­ga - tego nie wiem, ale dzię­ki takiej roz­mo­wie coś moż­na zro­bić. Potem wie­le rze­czy powie­dzą. I zawsze mówią: sio­stro, ja nie mam tego, ja nie mam ubra­nia, nie mam mydła. Co ty taki obdar­ty? – pytam. - Tak przy­sze­dłem i w tym tyl­ko cho­dzę, nic wię­cej nie mam.

Znam pozy­tyw­ne przy­kła­dy, że byli więź­nio­wie wró­ci­li do śro­do­wi­ska, a nie wró­ci­li do prze­stęp­stwa. Ema­nu­el na przy­kład. Odsie­dział pięć lat z dzie­się­ciu. Ma żonę, dwój­kę swo­ich dzie­ci, a trój­kę przy­gar­nął po rodzeń­stwie, któ­re zmar­ło. Przy­cho­dzi do mnie, zawsze mu coś dam. Sie­dział przez kra­dzież, głu­pią kra­dzież. Nic nie zyska­łem, sio­stro – opo­wia­da. - Nic nie zyska­łem, a jesz­cze dopła­ci­łem do tego. Na poczcie pra­co­wał. Przy­szedł dyrek­tor, kazał przy­nieść doku­men­ty, to on miał robić prze­kręt, wypi­sy­wać pie­nią­dze i dzie­lić się z pra­cow­ni­ka­mi. Wszyst­ko runę­ło. Teraz Ema­nu­el upra­wia zie­mię i zacią­ga się do róż­nych robot, bo w wię­zie­niu się nauczył się napra­wiać samo­cho­dy. Spo­ro z moich więź­niów wyszło i napra­wi­ło swo­je życie.

s. Orencja Żak z Kamerunu
s. Oren­cja Żak w wię­zien­nej kuch­ni

Razem z s. Oren­cją zre­ali­zo­wa­li­śmy pro­jekt napra­wy kuch­ni w wię­zie­niu oraz pomoc dla szko­ły w Bafo­us­sam.

Współ­pra­ca: Mate­usz Gur­biel

Podziel się:

Skoro nogi Cię tu przyniosły, to idź krok dalej i wesprzyj naszą pomoc Afryce :)

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on print
Wydrukuj
kareem waris

Troszkę (?) artysta

Kare­em Waris Ola­mi­le­kan to 11-let­ni arty­sta z Nige­rii, któ­ry marzy, by jego pra­ce wisia­ły w muze­ach. Dobrze mu idzie. Póki co… zyskał mię­dzy­na­ro­do­wy roz­głos 🙂

Youssou N’Dour

Chodzi o nową Afrykę

Dostał Gram­my, jego pły­ty się­ga­ją milio­no­wych nakła­dów, grał w Car­ne­gie Hall, grał z Bono i Pete­rem Gabrie­lem. Baaaar­dzo nie­tu­zin­ko­wa postać. „Nazy­wam się Yous­sou N’Dour i wzy­wam wszyst­kich Afry­ka­nów: przyjdź­cie dzie­lić się myśla­mi; przyjdź­cie na burzę mózgów”…

uciekinier z nowego jorku

Przekleństwo wyboru

Muzy­ko­log sły­szy pio­sen­kę, któ­ra go uwo­dzi tak sku­tecz­nie, że wędru­je za nią z Nowe­go Jor­ku w śro­dek afry­kań­skiej dżun­gli. A potem zosta­je tam na ćwierć wie­ku.

3 Responses

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.