Blog Afrykański Kawałek Afryki

Do szkoły przychodzą zmęczone i głodne

31 sierpnia 2021

Na tan­zań­skiej wsi każ­de dziec­ko musi pra­co­wać, a nie każ­de idzie do szko­ły. Oczy­wi­ście, dzie­ci powin­ny mieć obo­wiąz­ki, bo uwa­żam, że nasz euro­pej­ski model wycho­wa­nia, gdzie cała rodzi­na krę­ci się wokół dziec­ka, też nie jest wycho­waw­czy. Nato­miast w Tan­za­nii widzę dru­gą skraj­ność. Dzie­ciom bra­ku­je wspar­cia, jedze­nia, edu­ka­cji – mówi Domi­ni­ka Bań­ce­rek CR z przed­szko­la w Butu­ru w Tan­za­nii.

Pra­cu­ję na wsi na pół­no­cy Tan­za­nii – tuż nad Jezio­rem Wik­to­rii i nie­da­le­ko par­ku naro­do­we­go Seren­ge­ti. Nasze zgro­ma­dze­nie otrzy­ma­ło tu zada­nie: wyrów­ny­wać szan­se edu­ka­cyj­ne. Pro­wa­dzi­my koedu­ka­cyj­ne przed­szko­le i szko­łę śred­nią dla 300 dziew­cząt. To pla­ców­ki kato­lic­kie, ale przyj­mu­je­my dzie­ci wszyst­kich wyznań.

Szkol­nic­two pań­stwo­we stoi tu na bar­dzo niskim pozio­mie: szko­ły są prze­peł­nio­ne, w pobli­skiej szko­le w jed­nej kla­sie uczy się ponad stu uczniów. Dzie­ci mają w domach mnó­stwo obo­wiąz­ków. Cza­sem do szko­ły idą kil­ka kilo­me­trów. Wycho­dzą rano, jak jest jesz­cze ciem­no. Jak docho­dzą do szko­ły, to już są zmę­czo­ne. I głod­ne, bo przed szko­łą nie jedzą nic, żad­ne­go posiłku.

Przed­szko­le w Musoma

Atrybut ucznia: kopaczka i miotła

Dzie­ci nie mają pod­ręcz­ni­ków czy pomo­cy nauko­wych. Atry­bu­ta­mi ucznia nie jest tu tor­ni­ster, ale mio­tła lub kopacz­ka, bo dzie­ci pra­cu­ją w szko­le – np. na polu. Codzien­nie trze­ba pod­lać drzew­ka, posprzą­tać, zamieść – od tego dzie­ci zaczy­na­ją, zanim wej­dą do kla­sy. W porze desz­czo­wej dzie­ci idą na pole nauczy­cie­la i tam pracują.

Z kolei atry­bu­tem nauczy­cie­la jest kij. Widzę, że gdy dzie­ci bawią się w szko­łę, to jed­no z nich, któ­re jest nauczy­cie­lem, pierw­sze, co szu­ka – to kija. W pra­wie tan­zań­skim kara cie­le­sna jest ogra­ni­cza­na i zare­zer­wo­wa­na tyl­ko dla dyrek­cji, ale to pra­wo nie jest przestrzegane.

W Tan­za­nii mamy dwa języ­ki urzę­do­we: suahi­li i angiel­ski. W szko­le pod­sta­wo­wej dzie­ci uczą się w suahi­li, a we wszyst­kich szko­łach śred­nich mają obo­wią­zek uczyć się po angiel­sku. To ogrom­na trud­ność. Są, oczy­wi­ście, pry­wat­ne pod­sta­wów­ki, gdzie uczy się po angiel­sku, ale są one płat­ne i więk­szo­ści rodzi­ców na nie stać. Z pry­wat­nym szkol­nic­twem jest jesz­cze ten pro­blem, że one wal­czą o klien­ta. Tu rzą­dzą ran­kin­gi, co skut­ku­je tym, że nawet naj­młod­sze dzie­ci, czte­ro­lat­ki w przed­szko­lach, sie­dzą w ław­kach i kują wszyst­ko na pamięć.

Chcą być pilotkami

Wobec tych wszyst­kich pro­ble­mów bar­dzo waż­na jest nasza szko­ła dla dziew­cząt. Zwłasz­cza, że w Tan­za­nii szan­se edu­ka­cyj­ne dziew­cząt są cią­gle za małe, a rola kobie­ty w spo­łe­czeń­stwie cią­gle wyma­ga afir­mo­wa­nia. Gdy rodzi­ce mają wybrać, któ­re dziec­ko ewen­tu­al­nie wysłać do szko­ły, to wybio­rą chłop­ca. Bo to chłop­cy będą mogli w przy­szło­ści zaro­bić i wes­przeć rodzi­nę. A kobie­ta zaj­mie się domem i dzieć­mi. Więc jeśli już, to inwe­stu­je się w edu­ka­cję synów.

Na naszych oczach wie­le się zmie­nia, ale wciąż to kobie­ta zaj­mu­je się tu wszyst­kim w domu: idzie kil­ka kilo­me­trów po wodę, gotu­je, sprzą­ta. Męż­czy­zna ma zaro­bić kil­ka gor­szy. Stąd nasz nacisk na edu­ka­cję kobiet. Rząd też sta­ra się wyrów­ny­wać szan­se dziew­cząt i na egza­mi­nach pań­stwo­wych, dopusz­cza­ją­cych do kolej­ne­go stop­nia edu­ka­cji, dziew­czyn­ki są obo­wią­za­ne do speł­nia­nia niż­szych wymo­gów niż chłopcy.

Gdy pyta­my nasze dziew­cząt na począt­ku szko­ły, kim chcą zostać w przy­szło­ści, wie­le odpo­wia­da: leka­rza­mi i pilot­ka­mi. Póź­niej to się zmie­nia. Nie­któ­re są już na stu­diach: w szko­łach medycz­nych czy na uniwersytetach.

Tu, nie­ste­ty, rząd przy­dzie­la, do jakiej szko­ły się idzie. Same­mu się nie wybie­ra ścież­ki edu­ka­cji, chy­ba że na uczel­ni pry­wat­nej, ale to są ogrom­ne kosz­ty. Zwy­kle rząd wybie­ra kil­ka pro­fe­sji, z któ­rych moż­na coś wybrać.

Czterolatki noszą wodę

Wobec tego, że kosz­ty edu­ka­cji są ogrom­nym pro­ble­mem dla rodzi­ców, w naszym przed­szko­lu rodzi­ce pła­cą jedy­nie drob­ną kwo­tę. Głów­nie utrzy­mu­je­my się z daro­wizn dobro­czyń­ców, nato­miast pobie­ra­my sym­bo­licz­ną opła­tę, bo uwa­ża­my, że rodzi­ce muszą mieć swój udział, nie może być cał­kiem za dar­mo. Oczy­wi­ście: w przy­pad­ku naj­bied­niej­szych rodzin, dzie­ci przyj­mu­je­my za darmo.

W Tan­za­nii niby ist­nie­je obo­wią­zek szkol­ny, ale nie ma tu ewi­den­cji lud­no­ści, więc trud­no go egze­kwo­wać. Wie­le dzie­ci nie cho­dzi do szko­ły, albo idzie za póź­no, np. dopie­ro w wie­ku 9-10 lat. Dzie­ci z wie­lu rodzin mają za dużo prac, żeby mogły iść do szko­ły: wypa­sa­ją kro­wy czy przy­no­szą wodę. Czę­sto widzę obra­zek: kil­ko­ro rodzeń­stwa z naczy­nia­mi na wodę. Najm­łod­sze, oko­ło czte­rech lat, też nio­są na gło­wie jakiś sta­ry pojem­nik czy opa­ko­wa­nie po ole­ju. Na mia­rę ich moż­li­wo­ści – to jeden litr, dwa.

Oczy­wi­ście, dzie­ci powin­ny mieć obo­wiąz­ki, bo uwa­żam, że nasz euro­pej­ski model wycho­wa­nia, gdzie cała rodzi­na kre­ci się wokół dziec­ka, też nie jest wycho­waw­czy. Nato­miast w Tan­za­nii widzę dru­gą skrajność.

Mtoto, czyli dziecko

Dzie­ci nie mają tu wspar­cia, nie myśli się o nich. Zanim jed­nak to oce­ni­my, trze­ba zro­zu­mieć tutej­szą kul­tu­rę. Łatwo to tyl­ko jest osą­dzać. A tu ludzie się bory­ka­ją z nie­wy­obra­żal­ną dla nas bie­dą, któ­ra wymu­sza zupeł­nie inne prio­ry­te­ty. Ogrom­nym pro­ble­mem jest też duża umie­ral­ność wśród dzie­ci. Gdy się dziec­ko rodzi, nie daje mu się imie­nia. Nawet rodzi­ce czy naj­bliż­si nie mówią do nie­go po imie­niu, tyl­ko mto­to, czy­li dziec­ko w suahi­li. W ten spo­sób zabez­pie­cza­ją się przed zra­nie­niem, bo jesz­cze nie wia­do­mo, czy dziec­ko prze­ży­je. To nie jest jed­nak bez­dusz­ność – wręcz prze­ciw­nie: tu ludzie bar­dzo kocha­ją swo­je dzieci.

W Butu­ru żyje­my wśród ludu, któ­re z roż­nych powo­dów, m.in. tych, któ­re wspo­mnia­łam wcze­śniej, nie kła­dzie naci­sku na edu­ka­cję. Choć są inne podej­ścia: w Tan­za­nii żyje ponad 120 ludów. Kraj jest bar­dzo zróż­ni­co­wa­ny. Ludzie innych kul­tur widzą, że dzie­ci, któ­re się wykształ­cą, pod­no­szą poziom całe­go spo­łe­czeń­stwa, nie tyl­ko kon­kret­nej rodziny.

106 przedszkolaków

Do pra­cy nad budo­wą przed­szko­la w Tan­za­nii zgło­si­łam się sama. W Pol­sce stu­dio­wa­łam wycho­wa­nie przed­szkol­ne, przez kil­ka lat pra­co­wa­łam w tym zawo­dzie. Przy­je­cha­łam i uda­ło się wszyst­ko zor­ga­ni­zo­wać. Nasze przed­szko­le ma trzy lata. Na począt­ku była to mała grup­ka dzie­ci, bo nie mia­ły­śmy jesz­cze auto­bu­su, by przy­wo­zić dzie­ci z miejsc odle­głych o wie­le kilo­me­trów. Teraz mamy 106 przed­szko­la­ków. Pra­cu­je­my w sys­te­mie Mon­tes­so­ri, któ­rym się zafa­scy­no­wa­łam tu, w Tan­za­nii. Oprócz edu­ka­cji dzie­cia­ki mają też czas na swo­bod­ną zaba­wę. Otrzy­mu­ją cie­pły posi­łek do syta i opie­kę zdro­wot­ną. Wolon­ta­riu­sze pomo­gli nam poma­lo­wać przed­szko­le i powsta­ły na ścia­nach pięk­ne rysun­ki. Zasa­dzi­ły­śmy mnó­stwo drzew, krze­wów i kwia­tów, by dzie­ci prze­by­wa­ły w pięk­nym otoczeniu.

Podziel się:

Skoro nogi Cię tu przyniosły, to idź krok dalej i wesprzyj naszą pomoc Afryce :)

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on print
Wydrukuj
wilhelm-sasnal

Stereotyp wiecznie żywy

Na wyśmie­ni­tej (!) wysta­wie Wil­hel­ma Sasna­la moż­na jak w lustrze przej­rzeć się w ste­reo­ty­pach na temat Afrykańczyków. 

Powstaniec warszawski z Nigerii

Chwi­lę przed Godzi­ną „W” 1 sierp­nia w Pasa­żu Wie­cha przy ul. Zło­tej w War­sza­wie uczczo­no jedy­ne­go powstań­ca war­szaw­skie­go, pocho­dzą­ce­go z Afry­ki: Augu­sta Agbo­la O’Browna.

pogrzeb madagaskar

Opowieść z Madagaskaru

Głód w wię­zie­niu był taki, że sta­li­śmy przed dyle­ma­tem: czy odpo­wied­nio pocho­wać zmar­łych, według ich tra­dy­cji (czy­li kupu­je­my bia­ły mate­riał, któ­rym owi­ja się zmar­łe­go) czy dać więź­niom ryż, żeby resz­ta przeżyła?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.