Blog Afrykański Kawałek Afryki

Afryka wygrała z polio

13 października 2020

WHO ogło­si­ła, że kon­ty­nent afry­kań­ski jest wol­ny od polio. To suk­ces po dzie­się­cio­le­ciach maso­wych szcze­pień, któ­re obję­ły 95% popu­la­cji kon­ty­nen­tu. A wszyst­ko zaczę­ło się w Kon­go w latach 50. ub. wie­ku, gdy uży­to pierw­szej szcze­pion­ki. Jej twór­cą był Hila­ry Koprow­ski. „Pierw­szą szcze­pion­kę wypi­li­śmy sami – wspo­mi­nał. – Sma­ko­wa­ła jak tran”.

Zużyliśmy beczkę szczepionki

„W 1955 roku zor­ga­ni­zo­wa­no nasz przy­jazd do kolo­nii szym­pan­sów w dorze­czu Kon­go i Lin­di, sie­dem­dzie­siąt mil na zachód od Stan­ley­vil­le. Zaszcze­pi­li­śmy doust­nie sie­dem­dzie­siąt szym­pan­sów, usta­li­li­śmy, że mają prze­ciw­cia­ła – wspo­mi­nał Koprow­ski. – Potem zaczę­li­śmy poda­wać szcze­pion­kę pra­cow­ni­kom obo­zu. Z powo­dze­niem.

Wobec sze­rzą­cych się epi­de­mii para­li­żu dzie­cię­ce­go na tym tere­nie Afry­ki, rząd Kon­go Bel­gij­skie­go wystą­pił z pro­po­zy­cją zaszcze­pie­nia moją szcze­pion­ką dzie­ci zagro­żo­nych wiru­sem polio. W odróż­nie­niu do pań­stwa zachod­nich, gdzie polio ata­ko­wa­ło mło­dzież, w Kon­go Bel­gij­skim para­liż zda­rzał się tyl­ko u nowo­rod­ków i dzie­ci do trzech lat. (…)

W 1958 roku poda­li­śmy doust­ną szcze­pion­kę na polio dwu­stu pięć­dzie­się­ciu tysiąc­om dzie­ci w Ruan­dzie i Kon­go Bel­gij­skim. Cała akcja trwa­ła sześć tygo­dni. (…) Lud­ność zwo­ły­wa­no na miej­sce szcze­pie­nia bęb­na­mi. Dok­tor Flack [Agnes Flack, lekar­ka z kobie­ce­go wię­zie­nia w New Jer­sey] w wiel­kich czer­wo­nych szor­tach – cały bagaż zgu­bi­ła w Bel­gii – poda­wa­ła dzie­ciom sło­ną wodę. Przy­go­to­wa­li­śmy szcze­pion­kę w ten spo­sób, wie­dząc, że sól jest dla nich przy­sma­kiem. Zuży­li­śmy becz­kę szcze­pion­ki”.

To dru­ga w tym roku, po peł­nych nadziei donie­sie­niach o suk­ce­sach w wal­ce z epi­de­mią HIV/AIDS, dobra wia­do­mość o sytu­acji zdro­wot­nej w Afry­ce.

Hila­ry Koprow­ski, fot. Wel­l­co­me Col­lec­tion gal­le­ry

Hila­ry Koprow­ski (ur. w 1916 r. w War­sza­wie, zm. w r. 2013 w Fila­del­fii), był leka­rzem, wiru­so­lo­giem i immu­no­lo­giem, naukow­cem aka­de­mic­kim. Opu­bli­ko­wał ponad 850 prac nauko­wych.

Stu­dio­wał w War­sza­wie i Rzy­mie. Po wybu­chu woj­ny wyje­chał z Pol­ski. Osiadł w USA. W roku 1950 stwo­rzył tam szcze­pion­kę. 9 mln szcze­pio­nek ofia­ro­wał Pol­sce, gdzie pano­wa­ła epi­de­mia polio – rocz­nie cho­ro­wa­ły tysią­ce dzie­ci. Po kil­ku latach szcze­pień licz­ba ta spa­dła do kil­ku­dzie­się­ciu przy­pad­ków rocz­nie.

Pierwszą szczepionkę wypiliśmy sami

„Moja pra­ca nad polio­my­eli­tem zaczę­ła się pod koniec lat 40. w Ame­ry­ce. Pra­co­wa­łem z Leder­le Labo­ra­to­ries w Pearl River koło Nowe­go Jor­ku. (…) Bada­nia roz­po­czą­łem w 1948 roku przy współ­pra­cy dok­to­ra Geo­r­ge­’a A. Jer­wi­sa i Tho­ma­sa Nor­to­na. Pierw­szą szcze­pion­kę wypi­li­śmy sami. Była to zawie­si­na z mózgu „cot­ton rat” [eks­pe­ry­men­to­wa­no na myszach oraz szczu­rach, pobie­ra­jąc od zaka­żo­nych zwie­rząt wycin­ki mózgu i wstrzy­ku­jąc je następ­ne­mu. Po kil­ku­na­stu takich zabie­gach otrzy­my­wa­no żywe­go, lecz osła­bio­ne­go wiru­sa], zain­fe­ko­wa­ne­go zaraz­kiem osła­bio­nym. Sma­ko­wa­ła jak tran. 27 lute­go 1950 roku, po zakoń­cze­niu badań labo­ra­to­ryj­nych, poda­li­śmy po raz pierw­szy małą daw­kę tego osła­bio­ne­go wiru­sa polio dziec­ku, któ­re nie mia­ło prze­ciw­ciał. Dokład­ne obser­wa­cje kli­nicz­ne wyka­za­ły, że u dziec­ka nie wystą­pi­ły żad­ne obja­wy cho­ro­bo­we. Wirus roz­mna­żał się w jeli­tach, wydzie­lał z kałem, a roz­mna­ża­jąc powo­do­wał powsta­nie tak pożą­da­nych prze­ciw­ciał odpor­no­ścio­wych. Tak oto pierw­sze dziec­ko na świe­cie zosta­ło uod­por­nio­ne prze­ciw­ko cho­ro­bie Heine­go-Medi­na”.

Czy czułem się pokrzywdzony?

Obec­nie sto­su­je się dwie szcze­pion­ki – IPV (Sal­ka) i OPV (Sabi­na). Szcze­pion­ka Koprow­skie­go ode­szła w zapo­mnie­nie. „Czy czu­łem się pokrzyw­dzo­ny? Oszu­ka­ny? Zra­nio­ny? Może po raz pierw­szy zda­łem sobie spra­wę, że w nauce nie ma jed­no­znacz­ne­go zwy­cię­stwa. Że nie wystar­czy być po pro­stu dobrym, żeby zyskać uzna­nie. Że to za mało” – mówił Koprow­ski. Wspo­mi­nał, jak jeden z człon­ków ame­ry­kań­skiej komi­sji, decy­du­ją­cej, któ­ra szcze­pion­kę wybrać, mówił: „Wybie­rać mię­dzy Sabi­nem a Koprow­skim… Sabin to jest nasz czło­wiek z Roc­ke­fel­ler Insti­tu­te, popie­ra­ny przez Naro­do­wą Fun­da­cję, wspie­ra­ny przez nią finan­so­wo, a Koprow­ski? Nawet jego nazwi­ska nie spo­sób porząd­nie wymó­wić”.

Wielkie przyjemności

Koprow­ski był wiel­ką, boga­tą oso­bo­wo­ścią. Kolek­cjo­no­wał sztu­kę, kochał książ­ki, któ­re czy­tał w ory­gi­na­le w kil­ku języ­kach (miał w domu ponad 4 tysią­ce tomów), grał na for­te­pia­nie.

„Kie­dy sie­dzę przy for­te­pia­nie, jestem abso­lut­nie szczę­śli­wy – mówił. – Muzy­ka pochła­nia mnie cał­ko­wi­cie, do tego stop­nia, że gdy gram, nie myślę o niczym innym (…) Czy jest jakiś bez­po­śred­ni zwią­zek mię­dzy bada­nia­mi nauko­wy­mi a muzy­ką? (…) Muzy­ka jest nie­zwy­kle pre­cy­zyj­na. Uczu­cia? To tak zwa­ne brzmie­nie (…)

Uwa­żam, że uda­ne doświad­cze­nie labo­ra­to­ryj­ne może dać podob­ną satys­fak­cję co napi­sa­nie sone­tu albo sona­ty. Może być tak samo waż­ne. Zapla­no­wać doświad­cze­nie, udo­wod­nić tezę, sfor­mu­ło­wać zasa­dę – to wiel­kie przy­jem­no­ści”.

(Cyta­ty za: „Hila­ry Koprow­ski. Wygrać każ­dy dzień”, spi­sa­ła Aga­ta Tuszyń­ska, wyd. Dia­na, War­sza­wa, 1996)

Zdję­cie Hila­re­go Koprow­skie­go, zamiesz­czo­ne w książ­ce Aga­ty Tuszyń­skiej

Podziel się:

Skoro nogi Cię tu przyniosły, to idź krok dalej i wesprzyj naszą pomoc Afryce :)

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on print
Wydrukuj
ferma_madagaskar

Ferma edukacyjna dla dzieci ulicy

Na począt­ku nie było nic. Nic poza gru­zem i kupą kamie­ni. Po dwóch latach jest spo­ra fer­ma, dorod­ne jabł­ka i ślicz­ne świ­niacz­ki:)

kpalime_togo

Oddział opieki peryferyjnej

To dys­pen­se­ry ratu­ją Afry­kę. To małe pro­win­cjo­nal­ne przy­chod­nie, czę­sto bez leka­rza, w któ­rych pra­cu­ją para­me­dy­cy czy pie­lę­gniar­ki. Skąd do leka­rza, szpi­ta­la czy naj­bliż­sze­go USG jest 100 lub wię­cej km.

tolagnaro_madagaskar

Kilkadziesiąt godzin w kolejce

Od godzi­ny szó­stej, gdy robi się jasno, już cze­ka­ją pierw­si pacjen­ci. Nie przy­cho­dzą tu z bła­host­ka­mi. Z obcię­tym pal­cem wra­ca się z pola do domu, bo pierw­sza myśl w gło­wie poszko­do­wa­ne­go brzmi: nie stać mnie na pomoc medycz­ną.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.