Blog Afrykański Kawałek Afryki

Mogę pisać tylko o Nigerii

30 czerwca 2021

Chi­go­zie Obio­ma uro­dził się w nige­ryj­skim Aku­re. Jako jedy­ny z dwu­nast­ki rodzeń­stwa skoń­czył stu­dia. Mimo że dostał się na stu­dia do Wiel­kiej Bry­ta­nii, odmó­wio­no mu wizy. Miesz­kał i stu­dio­wał na Cyprze, w Tur­cji i w USA. Aktu­al­nie wykła­da na ame­ry­kań­skim uni­wer­sy­te­cie, pisze nomi­no­wa­ne do Booke­ra książ­ki tłu­ma­czo­ne na 30 języ­ków i publi­ku­je m.in. w „New York Times”, a ame­ry­kań­ski dwu­mie­sięcz­nik poli­tycz­no-spo­łecz­ny „Fore­ign Poli­cy” umie­ścił go na liście 100 naj­waż­niej­szych inte­lek­tu­ali­stów świa­ta.

To bar­dzo gło­śne nazwi­sko, sta­wia­ne obok Chi­ma­man­dy Ngo­zi Adi­chie, nazy­wa­ne spad­ko­bier­cą genial­ne­go Chi­nua Ache­be.

Czytał wszystko, co znalazł

Chi­go­zie Obio­ma czer­pie gar­ścia­mi z afry­kań­skie­go dzie­ciń­stwa, wie­rzeń, mitów, języ­ka i przy­ro­dy, prze­kształ­ca swo­ją tra­dy­cję, obra­ca ją w dło­niach i robi z niej lite­rac­ką pereł­kę. Ale też jed­no­cze­śnie to bar­dzo sil­nie osa­dzo­ny w zachod­niej lite­ra­tu­rze pisarz, któ­re­go spraw­ność nar­ra­cyj­na była, wyraź­nie to widać, szli­fo­wa­na na ame­ry­kań­skim uni­wer­sy­te­cie. Czuć w niej to samo rze­mio­sło, co u naj­więk­szych ame­ry­kań­skich twór­ców, nad­gra­dza­nych Pulit­ze­ra­mi. Czy­li dla mnie oso­bi­ście: wiel­kie wow!

W jed­nym z wywia­dów Obio­ma wspo­mi­nał, że czy­tał wszyst­ko, co zna­lazł w biblio­tecz­ce taty: m.in. grec­kie tra­ge­die, Szek­spi­ra, Amo­sa Tutu­ola i Chi­nua Achebe.

Chigozie_Obioma
Chi­go­zie Obio­ma, fot. © 2016 Lar­ry D. Moore/Wikimedia Commons

„Ryba­cy” to powieść o dora­sta­niu czwór­ki bra­ci w Nige­rii lat ’90. W tle wisi dra­ma­tycz­na prze­po­wied­nia lokal­ne­go sza­leń­ca, któ­rej siła jest przy­tła­cza­ją­cym cię­ża­rem i dla czwór­ki chłop­ców, i – sym­bo­licz­nie, jako siła pew­nej mito­lo­gii – dla led­wie wcho­dzą­cej w doro­słość Nige­rii (nie­pod­le­głej od Wiel­kiej Bry­ta­nii w 1960 r.).

Książ­ka jest napi­sa­na bra­wu­ro­wo. Słu­chaj­cie zresz­tą sami:

„Grom­kie amen zamie­ra­ło powo­li, roz­pły­wa­jąc się po ogrom­nym cmen­ta­rzu, któ­re­go języ­kiem urzę­do­wym jest cisza. Pastor dał znak gra­ba­rzom. Natych­miast się zerwa­li, uci­na­jąc weso­łe poga­węd­ki (…). Gdy gru­dy zaczę­ły spa­dać na trum­nę, smu­tek znów wziął górę nad ciszą i cmen­tarz spły­nął łza­mi, któ­re sypa­ły się ludziom z oczu jak male orzesz­ki ifo­ka z roz­łu­pa­nych strą­ków”.

albo:

„Szarańcza była zwiastunem:

Spa­da­ła na Aku­re i pra­wie całą połu­dnio­wą Nige­rię z począt­kiem pory desz­czo­wej. Uskrzy­dlo­ne brą­zo­we owa­dy, przy­po­mi­na­ją­ce małe musz­ki do łapa­nia ryb, wyska­ki­wa­ły z otwo­rów w zie­mie i zdą­ża­ły hur­mą w stro­nę świa­tła, któ­re przy­cią­ga­ło je niczym magnes. Miesz­kań­cy cie­szy­li się w tej sza­rań­czej inwazji, deszcz bowiem leczył rany zie­mi umę­czo­nej bez­li­to­sna tor­tu­rą słoń­ca z har­mat­ta­nem, suchym pół­noc­nym wia­trem z saha­ryj­skiej czę­ści kraju. 

Dzie­ci zapa­ła­ły wte­dy żarów­ki albo latar­nie tuż przy miskach z wodą i strą­ca­ły do nich owa­dy, albo cze­ka­ły, aż same zrzu­cą skrzy­dła i wte­dy uto­ną. Zja­da­no pie­czo­ną sza­rań­czę, cie­sząc się nad­cho­dzą­cym desz­czem, mimo że spa­dał na mia­sto – zazwy­czaj w następ­ny dzień po inwa­zji sza­rań­czy – nawał­ni­cą tak gwał­to­wa­ną, że zry­wa­ła dachy, pory­wa­ła domy i topi­ła ludzi, zamie­nia­jąc osie­dla we wzbu­rzo­ne rze­ki. Nisz­czy­ciel­ska ule­wa prze­kształ­ca­ła sza­rań­czę ze zwia­stu­na dobra w omen zła”.

chigozie-obioma-rybacy

Dla mnie to porażka

Mogę pisać tyl­ko o Nige­rii – mówi Chi­go­zie Obio­ma, bo „Ryba­cy” to wiel­ka powieść o dora­sta­niu, ale o dora­sta­niu w pew­nym histo­rycz­nym momen­cie Nigerii.

„Soł­że­ni­cyn mówił, że gdzie­kol­wiek się znaj­dzie, sły­szy tyl­ko płacz swo­jej ojczy­zny. Mam tak samo” – mówił Chi­go­zie Obio­ma w jed­nym z wywia­dów. Uwa­ża swój kraj za kraj upad­ku (failed sta­te). „Nige­ria jest 12. pro­du­cen­tem ropy na świe­cie, z siód­mą co do wiel­ko­ści popu­la­cją świa­ta, i to jed­ną z naj­le­piej wykształ­co­nych, z wyso­kim wskaź­ni­kiem wyż­sze­go wykształ­ce­nia. A gdy tam jedziesz, prąd dzia­ła­ją­cy przed 24 godzi­ny nie jest niczym oczy­wi­stym. Dla mnie to porażka”.

Dużo w „Ryba­kach” jest naj­now­szej histo­rii Nige­rii. jed­ną z waż­nych figur jest MKO Abio­la, w któ­rym chłop­cy widzą zisz­cze­nie swych nadziei dla kra­ju. Po jego wygra­nej 12 czerw­ca 1993 roku w wybo­rach pre­zy­denc­kich, uprzed­ni pre­zy­dent-gene­rał anu­lu­je wybo­ry i zaczy­na się dramat. 

mko-abiola
Pla­kat wybor­czy MKO Abio­la z 1993 r., fot. Wiki­me­dia Commons

Przeprowadzić na duszach błyskawiczną lobotomię

„Dzień 12 czerw­ca 1993 roku oka­zał się w histo­rii Nige­rii sąd­nym dniem. Przed każ­dą jego rocz­ni­cą mia­ło się wra­że­nie, że pół­noc­ny wiatr nawiał do Aku­re bry­ga­dę nie­wi­dzial­nych chi­rur­gów uzbro­jo­nych po zęby w noże, tre­pa­ny, igły i magicz­ne środ­ki znie­czu­la­ją­ce – by nocą, gdy wszy­scy miesz­kań­cy śpią głę­bo­kim snem, prze­pro­wa­dzić na ich duszach bły­ska­wicz­ną lobo­to­mię i ulot­nić się przed świ­tem. I rano 12 czerw­ca ludzie budzi­li się już nasą­cze­ni nie­po­ko­jem: ich ser­ca koła­ta­ły lękiem, gło­wy mie­li cięż­kie od czar­nych wspo­mnień, oczy mokre od łez, war­gi peł­ne żar­li­wych modlitw. Wyglą­da­li wszy­scy jak roz­ma­za­ne ołów­ko­we por­tre­ty w pognie­cio­nym zeszy­cie dziec­ka, któ­re nie docze­ka­ły się wyma­za­nia gum­ką”.

Chigozie Obioma, Rybacy, Wydawnictwo Literackie, Kraków, 2016

9/10

Podziel się:

Skoro nogi Cię tu przyniosły, to idź krok dalej i wesprzyj naszą pomoc Afryce :)

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on print
Wydrukuj
james-ngugi-chmury-i-lzy

Nie odbiorą mu odwagi

Sam sie­bie tłu­ma­czy na angiel­ski z języ­ka kiku­ju. W tym języ­ku zaczął pisać… w wię­zie­niu. Na papie­rze toa­le­to­wym. Pisał o zbrod­niach kolo­nia­li­zmu, ale też sprze­ci­wiał się wła­dzom nie­pod­le­głej już Kenii. Od lat wymie­nia­ny jako kan­dy­dat do Nobla, w tym roku otrzy­mał nomi­na­cję do Bookera.

andrzej-muszynski-poludnie-czarne

Ropociągów jest tu więcej niż dróg

Gabon: „peł­no tu bogactw: ura­nu, złota, ropy, żela­za, man­ga­nu i szla­chet­ne­go drze­wa. Zagu­bio­ny Eden? Wie­lu to na rękę. (…) To pań­stwo o rekor­do­wym spo­ży­ciu szam­pa­na i pary­skich cenach. (…) Poło­wa lud­no­ści żyje jed­nak w biedzie”.

sven-lindqvist-wytepic-cale-to-bydlo

Nie podobała mi się ta wycieczka

To „nie wie­dzy nam bra­ku­je” – mówi Lin­dqvist w swo­jej książ­ce o kolo­nial­nych zbrod­niach XIX w. „Brak nam odwa­gi, by to, co wie­my, zro­zu­mieć i wycią­gnąć z tego wnioski”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.