Blog Afrykański Kawałek Afryki

Każdy chciał mieć swojego Mandelę

27 grudnia 2019

Książ­ka ma kil­ku boha­te­rów. Zacznij­my od wiel­kie­go Man­de­li, lau­re­ata Poko­jo­wej Nagro­dy Nobla. Widzi­my go jako żywą legen­dę RPA, bun­tow­ni­ka, wię­zio­ne­go przez 27 lat w apar­the­diow­skim, rasi­stow­skim wię­zie­niu – niczym gra­ni­to­wy monu­ment, posąg, jako czło­wie­ka za życia spro­wa­dzo­ne­go do sym­bo­lu. Ale widzi­my go też w trud­nych i nie zawsze spra­wie­dli­wych rela­cjach rodzin­nych. Wyjąt­ko­wo gorz­kie są frag­men­ty o dru­gim mał­żeń­stwie Man­de­li z Win­nie, któ­ra prze­kra­cza­ła gra­ni­ce wyzna­czo­ne przez męża i gdy on był w wię­zie­niu, ucie­ka­ła się do prze­mo­cy. W koń­cu sta­nę­ła przed sądem z zarzu­ta­mi o zabójstwa.

EDIT: Świet­ny por­tret Win­nie rysu­je Jagiel­ski w “Tygo­dni­ku Powszech­nym” (po zało­że­niu kon­ta moż­na prze­czy­tać za darmo).

A tu frag­ment o prze­śla­do­wa­niach, jakich Win­ni doświad­czy­ła od rzą­du bia­łych w RPA: “Win­nie stra­ci­ła pra­cę, nie­ustan­nie kara­no ją zaka­zem spo­ty­ka­nia się z wię­cej niż jed­ną oso­bą naraz. Była aresz­to­wa­na, śle­dzo­na, pod­słu­chi­wa­na, jej dom regu­lar­nie prze­szu­ki­wa­ła taj­na poli­cja. W 1969 r. zosta­ła ska­za­na na pół­to­ra roku wię­zie­nia – pra­wie cały wyrok odsie­dzia­ła w izo­lat­ce. Pod­czas prze­słu­chań była upo­ka­rza­na, bita, pod­da­wa­na tor­tu­rom. „Dopie­ro tam pozna­łam, co to nie­na­wiść” – powie­dzia­ła potem w tele­wi­zyj­nym wywia­dzie. W wię­zie­niu zapa­dła na ane­mię, mia­ła halu­cy­na­cje, ata­ki pani­ki i para­noi, a tak­że myśli samo­bój­cze. Psy­chia­trzy uwa­ża­ją, że zdra­dza­ła symp­to­my stre­su poura­zo­we­go, i że to wła­śnie tam­te wię­zien­ne doświad­cze­nia spra­wi­ły, iż sta­ła się nie­uf­na, wszę­dzie widzia­ła wro­gów, szpic­lów i zdrajców”.

trebacz z tembisy wojciech jagielski

Dru­gim boha­te­rem jest tytu­ło­wy trę­bacz, fana­tycz­ny wręcz wiel­bi­ciel Man­de­li, Fred­die „Sad­dam” Maake. Wiel­bił wiel­kie­go Man­de­lę i nie­ko­niecz­nie wiel­ki fut­bol. To on wpro­wa­dził na sta­dio­ny RPA słyn­ne wuwu­ze­la, czy­li prze­raź­li­we trąb­ki. „Powie­dział mi pew­ne­go razu, że marze­nia nie doro­śle­ją, nie poważ­nie­ją, nie przy­pró­sza ich siwi­zna ani nie żło­bią zmarszcz­ki. To czło­wiek się sta­rze­je, kie­dy gubi marze­nia, gdy o nich zapo­mi­na albo się ich wyrze­ka. Jeśli się ich nie wsty­dzi, lecz o nie się trosz­czy i nimi żyje, pozo­sta­je mło­dy na zawsze”. Dbał o marze­nia, ale nie­ko­niecz­nie o licz­ne dzie­ci, któ­rych imion nie pamiętał.

I wresz­cie trze­cim boha­te­rem jest sam repor­ter, prze­ży­wa­ją­cy kry­zys powo­ła­nia, któ­ry dąży do zro­bie­nia wywia­du z Man­de­lą (jako pierw­szy dzien­ni­karz z Pol­ski). Przy­zna­je: „Zabie­ga­łem o roz­mo­wę z Man­de­lą od tak daw­na i tak upar­cie, że sta­ło się to pra­wie moją obse­sją”. Ta oso­bi­sta książ­ka jest rzad­kim przy­kła­dem tego, kie­dy repor­te­ra pisa­nie o samym sobie ma sens. Może dla­te­go, że tak oso­bi­sta, to lite­rac­ko jed­na z naj­pięk­niej­szych ksią­żek Jagiel­skie­go. Posłu­chaj­cie tego: „Brak pór roku odmie­rza­ją­cych upływ cza­su spra­wiał, że wszyst­ko wyda­wa­ło się nie­zmien­ne. To przy­no­si­ło ulgę i dawa­ło poczu­cie bez­pie­czeń­stwa. Odpę­dza­ło strach przed tym, co nieodwracalne”.

Woj­ciech Jagiel­ski, Trę­bacz z Tem­bi­sy. Dro­ga do Man­de­li, wyd. Znak, Kra­ków 2013

9/10

Podziel się:

Skoro nogi Cię tu przyniosły, to idź krok dalej i wesprzyj naszą pomoc Afryce :)

Facebook
Twitter
Wydrukuj

Maroko jako okupant

Zaczy­na się nie­win­nie. W pro­win­cjach połu­dnio­wych, jak w Maro­ku nazy­wa­ją Saha­rę Zachod­nią, jest wię­cej niż gdzie indziej poli­cji. Widać „zabez­pie­czo­ne siat­ka­mi więź­niar­ki z dziw­nie pokie­re­szo­wa­ną karo­se­rią. Mun­du­ro­wi nagle, jak­by w popło­chu, prze­kie­ro­wu­ją ruch na inną ulicę”.

feminizm dekolonialny

Kto sprząta świat?

„Nie prze­sta­je mnie zadzi­wiać upór, z jakim pomi­ja się nie­wol­nic­two, kolo­nia­lizm i tery­to­ria zamor­skie w ana­li­zach współ­cze­snej Fran­cji i poli­ty­ki jej kolej­nych rzą­dów od lat pięć­dzie­sią­tych ubie­głe­go wie­ku” - pisze Fra­nço­ise Ver­gès, pocho­dzą­ca z Reunion.

Astrid Madimba Chinney Ukata

Nie: Afryka, ale: kraje Afryki

Odtąd nie będzie­cie już mówić: Afry­ka – tyl­ko: kra­je Afry­ki. Ten kon­ty­nent to nie mono­lit, ale 54 pań­stwa i miliard ludzi, tysią­ce języ­ków. Każ­dy z kra­jów jest opi­sa­ny w tej książce.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *