Blog Afrykański Kawałek Afryki

Opowieść z Madagaskaru

3 czerwca 2021

Głód w wię­zie­niu był taki, że sta­li­śmy przed dyle­ma­tem: czy odpo­wied­nio pocho­wać zmar­łych, według ich tra­dy­cji (czy­li kupu­je­my bia­ły mate­riał, któ­rym owi­ja się zmar­łe­go) czy dać więź­niom ryż, żeby resz­ta przeżyła?

pogrzeb madagaskar
Pogrzeb na Mada­ga­ska­rze, fot. Smarteeee/Wikimedia Commons

Od 3 lat pra­cu­ję w wię­zie­niu w Manan­ja­ry – opo­wia­da Adam Bro­dzik SVD z Mada­ga­ska­ru. – Jest to mia­sto nad Oce­anem Indyj­skim. To miej­sce bar­dzo trud­ne. W wię­zie­niu w Manan­ja­ry mamy oko­ło 600 osób.

Więk­szość nie jest jesz­cze osą­dzo­na. My jako mia­sto Manan­ja­ry nie mamy sądu, więc sąd musi przy­je­chać z Fia­na­rant­so, a przy­jeż­dża zale­d­wie dwa razy w roku.

Moż­na domy­ślać się, że jest tam duża nie­spra­wie­dli­wość i bar­dzo czę­sto zda­rza się tak, że jeśli rodzi­ny przy­no­szą ryż czy jakieś poda­run­ki dla więź­niów, to one giną. Jeże­li ktoś przy­nie­sie pół kilo ryżu, to może ze 20 dkg tra­fi do tej oso­by, dla któ­rej to było przeznaczone. 

mananjary-madagaskar
Manan­ja­ry, fot. Hard­Scarf Wiki­me­dia Commmons

Jed­nym z taki pro­ble­mów było dla nas, jak moż­na im pomóc? 

Sta­ra­li­śmy się wpro­wa­dzić alfa­be­ty­za­cję dla 90 chłop­ców, któ­rzy prze­by­wa­ją w wię­zie­niu – w wie­ku od 14 do 18 lat – żeby po wyj­ściu z ośrod­ka mogli roz­po­cząć nowy start.

Zwłasz­cza widzie­li­śmy potrze­bę pomo­cy w spra­wie wyży­wie­nia. Na Mada­ga­ska­rze pań­stwo zapew­nia więź­niom tyl­ko jeden posi­łek dzien­nie i jest to tyl­ko mało odżyw­czy maniok.

Maniok, fot. David Mon­niaux Wiki­me­dia Commons
Eta­py przy­go­to­wy­wa­nia manio­ku, fot. DXLINH Wiki­me­dia Commons
fot. CIAT Wiki­me­dia Commons
fot. Selen­go­uma­da­vid Wiki­me­dia Commons
fot. Chad Ske­ers Wiki­me­dia Commons

Nie­do­ży­wie­nie w tym wię­zie­niu jest takie, że codzien­nie mamy 50 osób, któ­re muszą dosta­wać dodat­ko­we jedze­nie, żeby mogły prze­żyć. Są to oso­by, któ­re nie mają 50 kilo. Są to oso­by, któ­re dosta­ją dodat­ko­wy posi­łek. Jed­nak był czas, kie­dy 3-4 oso­by w tygo­dniu umie­ra­ły i wte­dy mie­li­śmy też ten dyle­mat – ponie­waż na Mada­ga­ska­rze pochó­wek (nie tyl­ko dla chrze­ści­jan, tak­że dla innych reli­gii) jest bar­dzo waż­ny. I sta­li­śmy przed dyle­ma­tem: czy odpo­wied­nio ich pocho­wać, według ich tra­dy­cji (czy­li każ­dy dosta­je bia­ły mate­riał, bia­łe prze­ście­ra­dło, któ­rym owi­ja się zmar­łe­go) czy dać ryż dla tych, któ­rzy są nie­do­ży­wie­ni? I to był dla nas trud­ny moment wybo­ru i sta­ra­li­śmy się to jakoś dzielić.

Wirus głodu

Ten trud­ny czas to oczy­wi­ście pan­de­mia. Całe życie na Mada­ga­ska­rze zamar­ło. Zamknę­li głów­ne uli­ce, zamknię­to mia­sta, zwłasz­cza sto­li­cę. Życie na Mada­ga­ska­rze nie wyglą­da tak jak u nas w Pol­sce – że ktoś ma sta­łą pen­sję czy nawet jakieś zasił­ki. Tam jest dniów­ka. Więc jeśli dniów­ki zabra­kło, wie­lu ludzi zna­la­zło się w sytu­acji skraj­ne­go ubó­stwa. Wie­lu ludzi nie mogło sobie kupić jedze­nia, nic nie mogło wyho­do­wać. Cała komu­ni­ka­cja sta­nę­ła. Były godzi­ny poli­cyj­ne – z tego, co pamię­tam, do godzi­ny 12 nie moż­na było wycho­dzić z domu i póź­niej od godzi­ny 18 nawet auta w mie­ście nie mogły się poru­szać. Więc były momen­ty, kie­dy nie było trans­por­tu mię­dzy mia­sta­mi, więc lekar­stwa nie mogły dostać się do odle­głych pro­win­cji, tak jak np. do nas.

Obrze­ża sto­li­cy Madagaskaru
Anta­na­na­ry­wa – sto­li­ca Madagaskaru

Mimo pan­de­mii uda­ło się jed­nak wybu­do­wać szko­łę w Ambohitsara. 

Sta­ra szko­ła w Ambohitsara

Byłem w tej miej­sco­wo­ści na wschod­nim wybrze­żu mię­dzy Oce­anem Indyj­skim i Kana­łem Pan­ga­la­no. Jest to miej­sco­wość bar­dzo nara­żo­na na cyklo­ny. Byłem tam w mar­cu, kie­dy zaczę­ła się pan­de­mia. Wizy­tu­jąc szko­łę, zoba­czy­łem, że ta szko­ła, któ­ra zbu­do­wa­na jest z trzci­ny, z wysu­szo­nych liści bana­now­ca, jest w sta­nie opła­ka­nym po cyklo­nie. W salach była woda, napraw­dę nie dało się tam uczyć, nie mówiąc o bra­ku dostę­pu do świa­tła sło­necz­ne­go. Dzię­ki środ­kom z Pol­skiej Fun­da­cji dla Afry­ki wyre­mon­to­wa­li­śmy dwie sale, ale też wybu­do­wa­li­śmy dwie nowe. Rodzi­ce i nauczy­cie­le bar­dzo się anga­żo­wa­li: wydo­by­wa­li pia­sek na budo­wę, wzię­li na sie­bie trans­port mate­ria­łów budo­wal­nych z odle­głych miejscowości.

Nowa szko­ła

Pod koniec wrze­śnia byłem na uro­czy­sto­ści otwar­cia tej szko­ły. Dzie­ci wcho­dząc do sal, były zszo­ko­wa­ne, że jest to czy­ste, nowe, wykoń­czo­ne. Taka szko­ła jak w Ambo­hit­sa­ra, jest wiel­ką szan­są dla więk­szo­ści miesz­kań­ców Mada­ga­ska­ru, zwłasz­cza na wschod­nim wybrzeżu.

Ci ucznio­wie, któ­rzy pozy­tyw­nie zda­dzą egza­min, mogą być nawet nauczy­cie­la­mi w młod­szych kla­sach. Dotych­czas ci ucznio­wie musie­li pły­nąć 60 km do odle­głe­go mia­sta. Teraz mogą to zro­bić na miejscu.

U nas na wio­skach pro­blem gło­du ist­nie­je, ponie­waż są okre­sy, kie­dy nie ma ryżu, któ­ry jest pod­sta­wą jedze­nia dla Mal­ga­szy. Na wio­skach jed­nak zawsze są jakieś zamien­ni­ki, np. maniok czy owo­ce drze­wa chle­bo­we­go. Jed­nak w więk­szych miej­sco­wo­ściach, zwłasz­cza mia­stach jak: Anta­na­na­ry­wa, Maha­jan­ga albo Tama­ta­ve, ten pro­blem gło­du napraw­dę ist­nie­je. Jeże­li są to ludzie bez­dom­ni, któ­rzy nie mają nawet małe­go pola, ta rola po pro­stu nie ist­nie­je dla nich, więc ten pro­blem gło­du jest napraw­dę duży. I, nie­ste­ty, z powo­du pan­de­mii pro­blem gło­du sta­je się coraz więk­szy, zwłasz­cza w wiel­kich miastach.

Oso­by bez­dom­ne na uli­cach sto­li­cy otrzy­mu­ją pomoc żyw­no­ścio­wą w cza­sie pandemii

Życie na wio­skach jest dosyć trud­ne, jed­nak ludzie sta­ra­ją się mimo wszyst­ko sobie radzić. Jed­ną z takich moż­li­wo­ści jest wypla­ta­nie. Mamy dużo trzci­ny z zasu­szo­nych łodyg bana­now­ca i pal­my, z któ­rych moż­na zro­bić te rze­czy, któ­re widzi­cie. Nie­któ­re są kolo­ro­wa­ne natu­ral­ny­mi barw­ni­ka­mi, inne zosta­ją bia­ło-czar­ne, czy­li takie, jak wystę­pu­ją w naturze. 

To – jak się domy­śla­cie, dla wszyst­kich fanów bajek – są lemu­ry. Jak pamię­ta­cie z baj­ki, naj­bar­dziej wred­ny był król Julian. I to jest praw­da, że te czar­no-bia­łe są naj­bar­dziej wred­ne. Jeże­li zabie­ra im się papa­ję albo inne owo­ce, któ­re wła­śnie w tym momen­cie chcą jeść, potra­fią plu­nąć albo nawet podra­pać. Nato­miast te małe, któ­rych tutaj nie ma, ale myślę, że je pamię­ta­my – te małe, brą­zo­we z duży­mi oczy­ma, są napraw­dę takie malut­kie, że miesz­czą się w rącz­ce. Są bar­dzo miłe, moż­na je nawet zła­pać i pró­bo­wać hodować.

Podziel się:

Skoro nogi Cię tu przyniosły, to idź krok dalej i wesprzyj naszą pomoc Afryce :)

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on print
Wydrukuj

Powstaniec warszawski z Nigerii

Chwi­lę przed Godzi­ną „W” 1 sierp­nia w Pasa­żu Wie­cha przy ul. Zło­tej w War­sza­wie uczczo­no jedy­ne­go powstań­ca war­szaw­skie­go, pocho­dzą­ce­go z Afry­ki: Augu­sta Agbo­la O’Browna.

adam-leszczynski-eksperymenty-na-biednych

Jaka pomoc nie działa?

Bank Świa­to­wy wymie­nia „ubo­gich i wyklu­czo­nych” jako jed­ną z „grup udzia­łow­ców” w mię­dzy­na­ro­do­wych pro­jek­tach pomo­co­wych. Czy to żart czy po pro­stu puste słowa? 

radio_chikuni_zambia

Radio Chikuni słucha

Jadę do nowo powsta­ją­cej radio­sta­cji i pierw­sze, co sły­szę: My to byśmy chcie­li mieć zasięg na dwie­ście kilo­me­trów. Żeby nas za rze­ką sły­sze­li! No dobra – odpo­wia­dam. – Tech­nicz­nie jest to moż­li­we. Skie­ru­je­cie odpo­wied­nio ante­nę i zasięg będzie. Ale kie­dy ostat­nio tam byli­ście? - A nigdy, bo łód­ka tam nie może dopły­nąć – sły­szę. To skąd wie­cie, jakie tam są pro­ble­my? Gdy chce­cie do wszyst­kich gadać, to będzie­cie gadać do nikogo. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.