Szukaj
Close this search box.
Blog Afrykański Kawałek Afryki

Miliony metalowych ziarenek wojny

23 stycznia 2022

W Sene­ga­lu żyło dwóch nie­roz­łącz­nych przy­ja­ciół. Alfa był pięk­ny i spraw­ny, a jego cia­ło i zwin­na siła budzi­ły podziw. Matem­ba był inny, ale miał wiel­ką pasję: pra­gnął wie­dzy. Na swo­je nie­szczę­ście uczył się u Fran­cu­zów. Ci zaszcze­pi­li w nim myśl: idź na woj­nę, walcz za nas, a otwo­rzy­my przed tobą nowe życie. Tak obaj chłop­cy tra­fia­ją do oko­pów pierw­szej woj­ny światowej.

david-dop-bratnia-dusza

Matem­ba zosta­je śmier­tel­nie ran­ny. Pro­si przy­ja­cie­la, by skró­cił jego cier­pie­nia. Ten, kie­ru­jąc się moral­ny­mi naka­za­mi, odma­wia: „Nikt nie będzie wie­dział, że Matem­ba trzy razy pro­sił mnie, bym go dobił, że trzy razy pozo­sta­łem głu­chy na jego bła­ga­nie, że zacho­wa­łem się w spo­sób nie­ludz­ki, słu­cha­jąc gło­sów obo­wiąz­ku. Ale już nie musia­łem ich słu­chać, być posłusz­ny tym gło­som, któ­re każą ci postą­pić nie­ludz­ko w chwi­li, gdy nale­ża­ło­by być człowiekiem”.

Miedzynarodowy Booker

Alfa prze­sta­je być posłusz­ny gło­som obo­wiąz­ku i moral­nych naka­zów. „W chwi­li śmier­ci Madem­by gru­be żela­zne ziar­no woj­ny spa­dło z nie­ba i prze­cię­ło sko­ru­pę moje­go umy­słu na dwo­je”. Zaczy­na swo­ją wen­det­tę. „Dla wszyst­kich, żoł­nie­rzy czar­nych i bia­łych, sta­łem się śmier­cią. Wiem to, zro­zu­mia­łem. Czy są to bia­ła­sy, czy czar­nu­chy jak ja, myślą, że jestem cza­row­ni­kiem, poże­ra­czem ludz­kich wnętrz, dem­mem”. Opo­wia­da o swej zemście, jak­by śpie­wał Hio­bo­wą lamen­ta­cję czy tren: język jest oszczęd­ny, ale bar­dzo świe­ży i poetyc­ki, pełen zaska­ku­ją­cych meta­for, w któ­rym niczym refren powta­rza­ją się sło­wa zaśpie­wu: „Bogiem a prawdą”.

Za ten język David Diop został odzna­czo­nym mię­dzy­na­ro­do­wym Booke­rem, a wcze­śniej wie­lo­ma inny­mi nagro­da­mi. Diop wycho­wał się w Sene­ga­lu, prze­niósł się do Fran­cji i pisze po fran­cu­sku. Jego książ­ka to arcy­dzie­ło w minia­tu­rze.

bratnia-dusza-david-diop

Rywalizują ze sobą w szaleństwie

Alfa ma świa­do­mość absur­du woj­ny i jej dra­stycz­nych praw: „Żoł­nie­rze bia­li i czar­ni zawsze przy­ta­ku­ją. Kie­dy każą im wyjść z bez­piecz­ne­go oko­pu, żeby natrzeć na wro­ga na otwar­tym polu, przy­ta­ku­ją. Gdy każą im uda­wać dzi­ku­sów, żeby nastra­szyć wro­ga, przytakują”. 

Szcze­gól­nie ma świa­do­mość tego, jak Fran­cu­zi wyko­rzy­stu­ją Sene­gal­czy­ków: „Wycho­dzą z oko­pu z kara­bi­nem w lewej i macze­tą w pra­wej dło­ni, wyła­nia­jąc się z brzu­cha zie­mi, mają oczy sza­leń­ców. Kapi­tan im powie­dział, że są wiel­ki­mi wojow­ni­ka­mi, toteż lubią ginąć ze śpie­wem na ustach, rywa­li­zu­jąc ze sobą w sza­leń­stwie. Żaden Diop nie chciał­by, by mówio­no, że nie jest tak odważ­ny jak Ndiaye, dla­te­go na prze­raź­li­wy dźwięk gwizd­ka kapi­ta­na Arman­da wyła­zi ze swo­jej dziu­ry. (…) Wszy­scy umrą bez chwi­li zawa­ha­nia, bo kapi­tan Armand powie­dział: „Wy, cze­ko­la­dy z Czar­nej Afry­ki, jeste­ście natu­ral­nie naj­dziel­niej­si z dziel­nych. Wdzięcz­na Fran­cja was podzi­wia. W gaze­tach piszą tyl­ko o waszych wyczynach”.

Miliony metalowych ziarenek wojny

Alfa prze­sta­je w to wie­rzyć. Na oczach czy­tel­ni­ka tra­ci naiw­ność, tra­ci nie­win­ność i sta­je się nie­za­leż­ny: „Ale ja, Alfa Ndiaye, dobrze zro­zu­mia­łem sło­wa kapi­ta­na. Nikt nie wie, co myślę, mogę myśleć, co chcę. Wła­śnie tego, co myślę, chcą, żebym nie myślał”.

Alfa dostrze­ga bez­sens woj­ny i o polu bitwy mówi tak: „doraź­ne sza­leń­stwo, gdzie żuraw koro­nia­sty nie prze­żył­by ani chwi­li; gdzie nie rośnie nawet naj­mniej­sza roślin­ka, żaden krzew, jak­by tysią­ce żela­znych świersz­czy obja­da­ły je nie­ustan­nie od wie­lu, wie­lu księ­ży­ców. O polu obsia­nym milio­na­mi meta­lo­wych zia­re­nek woj­ny, któ­re nie wyda­ją plo­nów. O zry­tym polu bitwy, sie­dli­sku mięsożerców”.

Nieustannie osiadają na mieliźnie świata

Ta nie­wiel­ka powieść jest wiel­kim trak­ta­tem o tym, jak woj­na zmie­nia czło­wie­ka. Autor wkła­da swo­je­mu boha­te­ro­wi w usta przy­sło­wie Fula­nów: „Dopó­ki czło­wiek nie umrze, cią­gle jest stwa­rza­ny”. Jed­no­cze­śnie jest bar­dzo uni­wer­sal­nym trak­ta­tem o tym, jak wła­ści­wie to nie zmie­nia się nic: „Wyda­rze­nia, któ­re zaska­ku­ją czło­wie­ka, prze­ży­li już przed nim inni ludzie. Wszyst­kie ludz­kie moż­li­wo­ści były już wcze­śniej prze­czu­te. Nic z tego, co przy­da­rza nam się na tym pado­le, choć­by nie wia­do­mo jak groź­ne czy korzyst­ne, nie jest nowe. Ale to, co czu­je­my, jest zawsze nowe, bo każ­dy czło­wiek jest jedy­ny w swo­im rodza­ju. Czło­wiek dzie­li z inny­mi ludź­mi ten sam sok, ale żywi się nim w inny spo­sób. Nawet jeśli nowe nie jest napraw­dę nowe, zawsze pozo­sta­je nowe dla tych, któ­rzy nie­ustan­nie osia­da­ją na mie­liź­nie świa­ta, poko­le­nie po poko­le­niu, fala za falą”.

„Bogiem a praw­dą, takie jest życie, taki jest świat: wszyst­ko ma dwa obli­cza”.

W tej powie­ści nic nie jest jed­no­znacz­ne, wszyst­ko skrzy się meta­fo­rą, ukry­ty­mi zna­cze­nia­mi. To krwa­wa, lecz pięk­na poezja, tyl­ko uda­ją­ca prozę.

Wiel­kie ukło­ny dla tłu­ma­cza: Jac­ka Giszczaka.

David Diop, Brat­nia dusza. Powieść, Wydaw­nic­two Cyran­ka, 2021

10/10

Podziel się:

Skoro nogi Cię tu przyniosły, to idź krok dalej i wesprzyj naszą pomoc Afryce :)

Facebook
Twitter
Wydrukuj
hisham matar powrot

Poezja i propaganda

„Dni zabu­rza­ły mi noce. Prze­wra­ca­łem się na łóż­ku. Czę­sto godzi­na­mi nie mogłem zasnąć. Z ciem­no­ści wyła­nia­ła się praw­da” – pisze nagro­dzo­ny Pulit­ze­rem syn libij­skie­go dysy­den­ta, któ­ry przez ćwierć wie­ku szu­kał jakich­kol­wiek wie­ści o uwię­zio­nym przez reżim Kad­da­fie­go ojcu. 

konrad piskala reportaz trzymaj sie z dala kochanie

O śpiewającym drzewie

Książ­ka o miło­ści, któ­ra nie prze­zwy­cię­ży wszyst­kie­go. Nie prze­zwy­cię­ży wiel­kiej poli­ty­ki, bru­tal­nych reżi­mów czy wie­lo­wie­ko­wych przy­zwy­cza­jeń. „Miłość jest ofia­rą tyra­nii” - w pew­nym momen­cie krzy­czy w roz­pa­czy repor­ter. Czy uda mu się w swej podró­ży przez Afry­kę Wschod­nią zna­leźć inne obli­cze tego uczucia?

dipo-faloyin-afryka-to-nie-panstwo

Afryka to nie państwo

To książ­ka powsta­ła z wku­rze­nia: „Zbyt dłu­go Afry­ka była uwa­ża­na za syno­nim bie­dy, kon­flik­tów, korup­cji, wojen domo­wych i wiel­kich prze­strze­ni jało­wej czer­wo­nej zie­mi, gdzie ple­ni się jedy­nie nędza”. I jest to słusz­ny gniew. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *